Cała zabawa polega na tym, aby gonić króliczka – i w tym tak naprawdę tkwi sekret uwodzenia płci męskiej. Oczywiście, to ty jesteś tym króliczkiem.
Jeśli mężczyzna od razu dostaje na tacy to, czego pożąda, jest zadowolony, ale tylko przez chwilę. Im bardziej przedmiot pożądania wymyka mu się z rąk, tym mocniej za nim goni, a jego pragnienie wzrasta. Faceci, chociaż dawno wyszli z jaskiń, w dalszym ciągu mają naturę myśliwych. I na taki atawizm nic się nie poradzi.
Najprostszy sposób, aby zdobyć mężczyznę (zdobyć nie znaczy usidlić) to dać mu palec zamiast ręki. Wzbudzimy tym może na początku jego zawód, który jednak w chwilę potem przerodzi się w ciekawość nieznanego i wielką potrzebę, aby to nieznane poznać.
Dlatego też mądre kobiety wiedzą, że sama uroda i seksapil, choć niezwykle pomocne w sztuce uwodzenia płci męskiej, nie wystarczą.
Pojawiasz się i znikasz
Pojawiam się i znikam – to kolejna parafraza, która przybliża nas do sztuki zdobywania męskiego powodzenia. Nawet przeciętnej urody kobiety postępując w ten sposób nawet z wybrednymi facetami, mają dużą szansę tych facetów sobą zainteresować.
Największym atrybutem kusicielki jest aura tajemniczości, którą rozsiewa wokół. Nigdy nie wiesz, gdzie ją spotkasz, czy tym razem pozwoli ci się pocałować w dłoń, a może w usta, a może pozwoli na coś więcej albo... wieczór zakończy się samym uściskiem dłoni. Uwaga – tu nie można przesadzić. Całkowita niedostępność kusi tylko przez chwilę, a na dłuższą metę zniechęca i irytuje. Za to zabawa w kotka i myszkę, czyli dawkowanie czułości to odpowiednie działanie.
Flirt i niewerbalne komunikaty
Oprócz tajemnicy mężczyzn przyciągają także niewerbalne komunikaty wysyłane przez kobiety. Nic nie odbywa się wprost, za to dwuznaczny uśmiech, zabawa kieliszkiem trzymanym w dłoni, potrząsanie włosami, odgarnianie ich zmysłowym ruchem z twarzy, wywołują w facetach zainteresowanie. Sztuczki tak stare jak świat, a od wieków działające.
A teraz flirt. To jeszcze nie jest zaproszenie do łóżka, a jedynie nadzieja na to łóżko. Flirtując z mężczyzną dajesz mu znak, że ci się podoba, ale ty sama kontrolujesz sytuację. W każdej chwili możesz powiedzieć stop i przejść na bardziej oficjalny, koleżeński poziom kontaktów.
Jak flirtować? Z klasą, czyli w sposób zabawny, lekko dwuznaczny, z nieodłącznym towarzystwem uśmiechów i niewerbalnych, kuszących zachowań. Nie musisz kłaść swojej dłoni na jego ręce albo udzie – znacznie silniej zadziała tu zabawa twoim własnym ciałem. Gdy dotykać będziesz swojej twarzy, włosów, ramion, on w wyobraźni będzie widział, jak te same gesty powtarzasz w stosunku do niego.
Więcej pytaj niż sama mów
Czas na rozmowę. Więcej pytaj niż sama mów. Utrzymuj z mężczyzną kontakt wzrokowy, lekko się uśmiechaj, potakuj, kiwaj głową. On musi widzieć, że interesujesz się tym, co mówi. Nawet, jeśli według ciebie nie mówi zbyt ciekawie. Ale w końcu niekoniecznie chcesz go na życie, ale do łóżka będzie w sam raz.
Oczaruj go komplementami. Przemyśl jednak starannie, co mogłabyś dobrego powiedzieć na jego temat. Mężczyźni zawsze lubią słuchać pochwał na temat ich siły, energii i ogólnego wrażenia, jakie robią na kobietach. Nawet naukowiec będzie zadowolony, gdy wspomnisz o jego atrakcyjności zewnętrznej i to bardziej niż kiedy będziesz piała z zachwytu nad jego analitycznym umysłem. O swoim umyśle on przecież wie, nie bez przyczyny odnosi takie sukcesy w pracy zawodowej.
Zaspokój jego próżność, a staniesz się coraz bliższa jego uwiedzenia.
Kokietuj, ale w dobrym stylu. Mężczyźni nie przepadają za grą wstępną w łóżku, za to przy stole taka gra bardzo ich podnieca.
SkarbyAfrodyty.pl to sklep erotyczny dla kobiet i ich partnerów/partnerek.
wtorek, 16 sierpnia 2011
Równoczesny orgazm obojga partnerów – fakt czy mit?
Chciałoby się powiedzieć, że mit, podnosząc tym samym na duchu sporą rzeszę kobiet i mężczyzn....
A jednak – czy może być coś bardziej rajcującego od jednoczesnego orgazmu obojga partnerów? Coś jeszcze mocniej zbliżającego ich do siebie? Powodującego podwójną, bo zwielokrotnioną rozkosz, satysfakcję i radość?
Łatwo czytać, trudniej wprowadzić w czyn. Ale nie ma rzeczy niemożliwych, zwłaszcza w dziedzinie intymności. Choćby taki punkt G, co do istnienia którego nawet naukowcy mają wątpliwości, a przecież niejedna z kobiet nie tylko go wyczuwa, ale jeszcze potrafi tak pobudzić, że inne orgazmy wydają się przy tym pierwszym niemal wybrakowane...
Nie inaczej jest z równoczesnym orgazmem partnerów. Można go przeżyć pod warunkiem dużej zgodności w seksie. Mowa tu zarówno o dopasowaniu seksualnym, jak również o mechanizmach przeżywania rozkoszy. Rzadko jest tak, że kochankowie po prostu mają w tym samym czasie wspólny orgazm. Znacznie częściej zdarza się, że wypracowując odpowiednie techniki kochania i dopasowując swój indywidualny rytm spełnienia do potrzeb partnera, osiągamy w końcu sukces. Jak to w praktyce wygląda?
Kochanie, poczekaj na mnie!
Zazwyczaj to kobiecie trudniej jest dojść do orgazmu. Potrzebuje większej niż mężczyzna stymulacji i to zarówno w obrębie sfer erogennych jak i samej pochwy. Mężczyzna w takim przypadku wcale nie cierpi, bo pieszcząc partnerkę, potęguje swoje podniecenie. Bardzo często zdarza się, że już pierwsze ruchy frykcyjne doprowadzają go wtedy do ejakulacji.
To pierwszy sposób, aby zgrać orgazmy. W momencie zbliżania się punktu kulminacyjnego kobiety, może ona dać znak mężczyźnie, aby rozpoczął stosunek. Można również użyć do jednoczesnego orgazmu technik autoerotycznych – kobieta masturbuje się sama albo ręką partnera, on postępuje podobnie. Mogą osłabiać bądź wzmacniać ruchy, tak aby jedno było w stanie poczekać na drugie. Wersja nieco trudniejsza, ale też do opanowania – podczas stymulacji oralnej, w pozycji sześć na dziewięć.
Tantra, czyli wspólne dochodzenie do celu
Najtrudniej chyba o moment jednoczesnego spełnienia w trakcie klasycznego stosunku. Ale nikt nie powiedział przecież, że musi on się odbywać bez pobudzania łechtaczki. Pozycja na jeźdźca świetnie się do tego nadaje. Wystarczy, aby kilka chwil przed nadchodzącym wytryskiem, mężczyzna zaczął ręcznie stymulować partnerkę.
Równoczesny orgazm bardzo często miewają pary uprawiające seks tantryczny. Tantra stworzona jest wprost do długich, niespiesznych pieszczot, którymi kochankowie obdarzają się powoli, wnikliwie, skoncentrowani na odczuciach partnera. W tantrze to zresztą potrzeby kobiety stawiane są na pierwszym miejscu, a kontrola męskiego wytrysku pozwala na dłuższą penetrację i co za tym idzie – możliwość orgazmu u kobiety, który złączy się w czasie z orgazmem mężczyzny.
Warto próbować różnych technik, które mogą nam pomóc równocześnie z kochankiem przeżyć spełnienie. Pamiętajmy jednak, że z seksu ma płynąć radość, która często zanika, gdy pojawia się usilne dążenie do celu. Nawet jeśli ten cel jest nie byle jaki.
A jednak – czy może być coś bardziej rajcującego od jednoczesnego orgazmu obojga partnerów? Coś jeszcze mocniej zbliżającego ich do siebie? Powodującego podwójną, bo zwielokrotnioną rozkosz, satysfakcję i radość?
Łatwo czytać, trudniej wprowadzić w czyn. Ale nie ma rzeczy niemożliwych, zwłaszcza w dziedzinie intymności. Choćby taki punkt G, co do istnienia którego nawet naukowcy mają wątpliwości, a przecież niejedna z kobiet nie tylko go wyczuwa, ale jeszcze potrafi tak pobudzić, że inne orgazmy wydają się przy tym pierwszym niemal wybrakowane...
Nie inaczej jest z równoczesnym orgazmem partnerów. Można go przeżyć pod warunkiem dużej zgodności w seksie. Mowa tu zarówno o dopasowaniu seksualnym, jak również o mechanizmach przeżywania rozkoszy. Rzadko jest tak, że kochankowie po prostu mają w tym samym czasie wspólny orgazm. Znacznie częściej zdarza się, że wypracowując odpowiednie techniki kochania i dopasowując swój indywidualny rytm spełnienia do potrzeb partnera, osiągamy w końcu sukces. Jak to w praktyce wygląda?
Kochanie, poczekaj na mnie!
Zazwyczaj to kobiecie trudniej jest dojść do orgazmu. Potrzebuje większej niż mężczyzna stymulacji i to zarówno w obrębie sfer erogennych jak i samej pochwy. Mężczyzna w takim przypadku wcale nie cierpi, bo pieszcząc partnerkę, potęguje swoje podniecenie. Bardzo często zdarza się, że już pierwsze ruchy frykcyjne doprowadzają go wtedy do ejakulacji.
To pierwszy sposób, aby zgrać orgazmy. W momencie zbliżania się punktu kulminacyjnego kobiety, może ona dać znak mężczyźnie, aby rozpoczął stosunek. Można również użyć do jednoczesnego orgazmu technik autoerotycznych – kobieta masturbuje się sama albo ręką partnera, on postępuje podobnie. Mogą osłabiać bądź wzmacniać ruchy, tak aby jedno było w stanie poczekać na drugie. Wersja nieco trudniejsza, ale też do opanowania – podczas stymulacji oralnej, w pozycji sześć na dziewięć.
Tantra, czyli wspólne dochodzenie do celu
Najtrudniej chyba o moment jednoczesnego spełnienia w trakcie klasycznego stosunku. Ale nikt nie powiedział przecież, że musi on się odbywać bez pobudzania łechtaczki. Pozycja na jeźdźca świetnie się do tego nadaje. Wystarczy, aby kilka chwil przed nadchodzącym wytryskiem, mężczyzna zaczął ręcznie stymulować partnerkę.
Równoczesny orgazm bardzo często miewają pary uprawiające seks tantryczny. Tantra stworzona jest wprost do długich, niespiesznych pieszczot, którymi kochankowie obdarzają się powoli, wnikliwie, skoncentrowani na odczuciach partnera. W tantrze to zresztą potrzeby kobiety stawiane są na pierwszym miejscu, a kontrola męskiego wytrysku pozwala na dłuższą penetrację i co za tym idzie – możliwość orgazmu u kobiety, który złączy się w czasie z orgazmem mężczyzny.
Warto próbować różnych technik, które mogą nam pomóc równocześnie z kochankiem przeżyć spełnienie. Pamiętajmy jednak, że z seksu ma płynąć radość, która często zanika, gdy pojawia się usilne dążenie do celu. Nawet jeśli ten cel jest nie byle jaki.
Odłożenie broni, czyli chodźmy do łóżka!
Konflikt w związku zawsze kładzie się cieniem na pożyciu intymnym pary. On i ona niby śpią nadal w jednym łóżku, ale dzieli ich niewidzialny mur. Czasem któreś z nich w końcu przenosi się na kanapę, powodując tym samym jeszcze większy rozdźwięk w kontaktach. A gdyby tak przerwać ciche dni niekoniecznie słowem...?
Jesteśmy inne niż mężczyźni. Może niekoniecznie rozdzielone aż taką odległością jak z Wenus do Marsa, ale na pewno mamy inne potrzeby, oczekiwania i inaczej reagujemy w różnych sytuacjach, szczególnie w sytuacjach konfliktu. Robienie dzikich awantur połączonych z rzucaniem talerzami jakoś szczególnie przypisywane jest kobietom, i chyba to nie żadna złośliwość, ale (przykra) prawda. Usprawiedliwieniem niech będzie fakt, że jesteśmy bardziej emocjonalne, że „co na języku, to w głowie” i że bardziej przejmujemy się detalami niż oni.
W każdym razie reakcją na konflikt jest niemal zawsze złość, żal, smutek, rozgoryczenie i poczucie niesprawiedliwości, które bezpośrednio przekłada się na brak okazywania bliskości. Przecież z wrogiem, którym w tej chwili jest dla ciebie twój partner, nie poszłabyś do łóżka!
Owszem, ty nie, jesteś przecież kobietą, ale on, facet i nieważne że tymczasowy wróg, widzi tę kwestię całkiem inaczej.
Męska potrzeba seksu po kłótni
Mężczyźni potrafią oddzielić sferę intymną od emocjonalnej. To zresztą często podawane usprawiedliwienie zdrady – „to był tylko seks, nic więcej”. Trudno im wierzyć, ale mają rację w tej szczerości. Seks jest im niezbędny do życia, pracy, wydajności, efektywności w działaniach. Gdy im go brakuje, zaczynają podupadać na duchu i zdrowiu.
Bardzo często nie rozumieją więc, gdy odmawiamy im tej strawy. „Ok, pokłóciliśmy się, ale przecież możemy iść do łóżka, co stoi na przeszkodzie?” – pytają. I za nic nie mogą pojąć, że zranili nasze ego, że konflikt zaburzył bliskość, której my, kobiety, potrzebujemy również w sypialni. A im bardziej on nalega, tym nasza złość i odwrót większe.
Ale może by tak choć raz spróbować? Zobaczyć, co i jak będzie w trakcie miłości? Przecież ten facet, z którym się pokłóciłyśmy, to ten sam gość, który poprosił nas o rękę, który pielęgnuje nas w chorobie, wspólnie wychowuje nasze dzieci, sprawia nam rozkosz w łóżku...
Nie może być tak, że całkowicie przekreślamy dobre chwile z powodu jednej kłótni. No chyba, że to rzecz większego kalibru i seks ani żadne inne porozumienie w ogóle nie wchodzą w grę.
Dodatni wpływ seksualnego rozładowania
Co stanie się, gdy pójdziemy skonfliktowane z partnerem do łóżka? Może nie stać się nic albo... bardzo wiele. Nagromadzonej agresji, niewypuszczanej na zewnątrz w postaci słów można dać ujście właśnie w miłosnych zapasach. Ciekawe, że seks po kłótni, seks na zgodę wiele par wspomina jako jedno z najintensywniejszych doświadczeń w ich pożyciu intymnym. Że było dziko, niezwykle namiętnie, a po wszystkim łatwiejsza stała się rozmowa o przyczynach sprzeczki.
Oczywiście, sam seks nie zastąpi wyjaśnień, ale może być początkiem drogi do porozumienia. Odprężeni kochankowie łatwiej znajdą wspólny język niż ci, którzy trwają w napięciu i wciąż przedłużają ciche dni.
Co ważne, mężczyźni w chwilach stresu bardzo potrzebują seksualnego rozładowania. Pewien mężczyzna zwierzył mi się kiedyś, że tuż po wielkiej awanturze z żoną, gdy tylko wyszła trzasnąwszy uprzednio drzwiami, on poszedł do łazienki i spuścił z siebie powietrze... Żonie nigdy się do tego nie przyznał, ale gdy wróciła, był już skłonny do poważnej, ugodowej rozmowy. W innym stanie, jak mówił, pojednanie nie byłoby możliwe. Bo żona owego pana w żadnym wypadku nie zaakceptowałaby seksu jako odłożenia broni.
Ona nie, ale może ty, ja jednak tak...?
Jesteśmy inne niż mężczyźni. Może niekoniecznie rozdzielone aż taką odległością jak z Wenus do Marsa, ale na pewno mamy inne potrzeby, oczekiwania i inaczej reagujemy w różnych sytuacjach, szczególnie w sytuacjach konfliktu. Robienie dzikich awantur połączonych z rzucaniem talerzami jakoś szczególnie przypisywane jest kobietom, i chyba to nie żadna złośliwość, ale (przykra) prawda. Usprawiedliwieniem niech będzie fakt, że jesteśmy bardziej emocjonalne, że „co na języku, to w głowie” i że bardziej przejmujemy się detalami niż oni.
W każdym razie reakcją na konflikt jest niemal zawsze złość, żal, smutek, rozgoryczenie i poczucie niesprawiedliwości, które bezpośrednio przekłada się na brak okazywania bliskości. Przecież z wrogiem, którym w tej chwili jest dla ciebie twój partner, nie poszłabyś do łóżka!
Owszem, ty nie, jesteś przecież kobietą, ale on, facet i nieważne że tymczasowy wróg, widzi tę kwestię całkiem inaczej.
Męska potrzeba seksu po kłótni
Mężczyźni potrafią oddzielić sferę intymną od emocjonalnej. To zresztą często podawane usprawiedliwienie zdrady – „to był tylko seks, nic więcej”. Trudno im wierzyć, ale mają rację w tej szczerości. Seks jest im niezbędny do życia, pracy, wydajności, efektywności w działaniach. Gdy im go brakuje, zaczynają podupadać na duchu i zdrowiu.
Bardzo często nie rozumieją więc, gdy odmawiamy im tej strawy. „Ok, pokłóciliśmy się, ale przecież możemy iść do łóżka, co stoi na przeszkodzie?” – pytają. I za nic nie mogą pojąć, że zranili nasze ego, że konflikt zaburzył bliskość, której my, kobiety, potrzebujemy również w sypialni. A im bardziej on nalega, tym nasza złość i odwrót większe.
Ale może by tak choć raz spróbować? Zobaczyć, co i jak będzie w trakcie miłości? Przecież ten facet, z którym się pokłóciłyśmy, to ten sam gość, który poprosił nas o rękę, który pielęgnuje nas w chorobie, wspólnie wychowuje nasze dzieci, sprawia nam rozkosz w łóżku...
Nie może być tak, że całkowicie przekreślamy dobre chwile z powodu jednej kłótni. No chyba, że to rzecz większego kalibru i seks ani żadne inne porozumienie w ogóle nie wchodzą w grę.
Dodatni wpływ seksualnego rozładowania
Co stanie się, gdy pójdziemy skonfliktowane z partnerem do łóżka? Może nie stać się nic albo... bardzo wiele. Nagromadzonej agresji, niewypuszczanej na zewnątrz w postaci słów można dać ujście właśnie w miłosnych zapasach. Ciekawe, że seks po kłótni, seks na zgodę wiele par wspomina jako jedno z najintensywniejszych doświadczeń w ich pożyciu intymnym. Że było dziko, niezwykle namiętnie, a po wszystkim łatwiejsza stała się rozmowa o przyczynach sprzeczki.
Oczywiście, sam seks nie zastąpi wyjaśnień, ale może być początkiem drogi do porozumienia. Odprężeni kochankowie łatwiej znajdą wspólny język niż ci, którzy trwają w napięciu i wciąż przedłużają ciche dni.
Co ważne, mężczyźni w chwilach stresu bardzo potrzebują seksualnego rozładowania. Pewien mężczyzna zwierzył mi się kiedyś, że tuż po wielkiej awanturze z żoną, gdy tylko wyszła trzasnąwszy uprzednio drzwiami, on poszedł do łazienki i spuścił z siebie powietrze... Żonie nigdy się do tego nie przyznał, ale gdy wróciła, był już skłonny do poważnej, ugodowej rozmowy. W innym stanie, jak mówił, pojednanie nie byłoby możliwe. Bo żona owego pana w żadnym wypadku nie zaakceptowałaby seksu jako odłożenia broni.
Ona nie, ale może ty, ja jednak tak...?
Jak uwierzyć w swój seksapil?
Jest takie mądre powiedzenie – jeśli się nie szanujesz, nie licz na to, że będą szanować cię inni. Można je parafrazować w zależności od potrzeb i sfer życia. I tak, jeśli nie akceptujesz się sama, nikt inny za ciebie tego nie zrobi, jeśli nie darzysz się miłością, inni też nie będą potrafili cię kochać etc. Nie inaczej rzecz się ma z seksapilem.
Czym właściwie jest seksapil? Czy można nie być klasyczną pięknością, a jednocześnie sprawiać, że mężczyźni szaleją na twój widok? Co powoduje owe szaleństwo?
Mężczyźni są wzrokowcami – to niezaprzeczalny fakt. Chłoną kobietę poprzez jej zewnętrzny wizerunek, ale także wszelkie do niego dodatki. Najpiękniejsza kobieta, jeśli nie umie uwierzyć, że jest seksowną i sprawić, że poczują to także inni, będzie wielbiona przez płeć przeciwną tylko przez chwilę. Sztywna jakby połknęła kij od miotły albo też wstydliwie, z niepewnością chodząca i mówiąca, raczej kariery seksbomby nie zrobi. I przeciwnie – kobieta średnio ładna, za to zadbana, umiejętnie ubrana w to, w czym jej dobrze, kusząca głosem, gestem, zapachem ma duże szanse na powodzenie u mężczyzn.
Tajemnica, niedopowiedzenie
Jest jeszcze jeden atrybut nieodłącznie związany z seksapilem – to element tajemnicy. Czasem sprytnie ukryty w dekolcie, który więcej zasłania niż odsłania i tym samym pozwala domyślać się całości pod bluzką albo w rozporku długiej spódnicy, zamiast odsłoniętego morza nóg w mini. Czasem sięga dalej, wyżej, poza samą zewnętrzność. To wszystkie zmysłowe gesty, ruchy, spojrzenia, słowa. I niedopowiedzenie – prawdziwy magnes na płeć przeciwną.
Jak się tego nauczyć? Można kupić zmysłowe ubrania, można pójść na kurs tańca albo skrupulatnie przyswajać wiadomości na temat ars amandi. Wszystkie te chwyty nie wystarczą jednak, jeśli same nie mamy przekonania o własnej atrakcyjności seksualnej. To początek drogi uwodzenia – nabranie świadomości, że jest się piękną i pociągającą kobietą.
Bez samoakceptacji ani rusz
Jeśli unikasz lustra albo patrzysz w nie z wyraźnym niesmakiem, popełniasz pierwszy błąd. Nie ma na świecie ludzi idealnych, poza tym uroda to rzecz gustu, a tej z kolei również sobie nie wybieramy. Mamy jednak wpływ na to, jak będziemy prezentować się innym.
Owszem, wymaga to pewnego wysiłku. Trzeba zastanowić się nad sobą i ocenić, w jakiej fryzurze i makijażu będzie nam najkorzystniej. Dobrać kolorystykę, krój ubrań – wszystko w ten sposób, aby zatuszować mankamenty i uwydatnić zalety ciała.
Modelki, celebrytki, erotyczne gwiazdki też nie są idealne. Fotografuje się je i filmuje w odpowiednim świetle, które uwypukla ich walory, a maskuje gorsze strony. W końcu i tak poddaje się całość obróbce photoshopa, dzięki czemu efekt jest doskonały. Tyle, że nijak ma się do prawdziwej twarzy i ciała kobiety.
Jesteś piękna i zmysłowa!
Zacznij o sobie myśleć w superlatywach. Nie szkodzi, że masz według siebie za mały biust – to cię w ogóle w żaden sposób nie dyskwalifikuje. Nawet, jeśli mężczyźni twierdzą, że lubią duże piersi, to każdy z nich jest inny, poza tym nie z samego biustu się składasz. Masz zgrabne łydki? To zacznij pokazywać je światu, zamiast chować w spodniach. Pięknie ci w kokach? Zrób sobie taką fryzurę, choćby od święta. A może słyszałaś komplementy na temat swoich dłoni? Podkreśl je zatem, malując paznokcie i ozdabiając dłonie biżuterią.
I absolutnie nie porównuj się do bliższych i dalszych znajomych kobiet. Każda z nas jest inna, każdej w czym innym dobrze, a prawdziwy sekret powodzenia nie zależy tylko i wyłącznie od tego, co mamy na sobie. Sam świetny ciuch czy but to za mało – trzeba jeszcze umieć go nosić. Pewnie, zmysłowo, kusząco.
Znaj swoją wartość i ciesz się życiem
Zrób sobie domową sesję mody. Nie wstydź się, nie krępuj, ale patrz na siebie jednocześnie okiem znawcy. Czasem wystarczy zmienić detal, aby wydobyć zmysłowość.
I przede wszystkim – raz na zawsze uwierz w siebie. Jeśli sama ze sobą będziesz się czuła dobrze, inni też tak się przy tobie poczują. Możesz to sobie powtarzać, afirmować pisząc szminką na lustrze, uśmiechając się do swojego odbicia, sprawiając sobie różne przyjemności.
Kobiety pewne swojej wartości już są atrakcyjne dla mężczyzn. Jeśli dochodzi do tego dodatkowo kobiecy strój, fryzura, makijaż i przede wszystkim radość z życia – powodzenie gwarantowane.
Więc do dzieła! Bądź śmiała, ale nie wulgarna, zmysłowa, ale nie śmieszna, kuś, ale nie prowokuj, a szczęście zacznie się do ciebie uśmiechać.
Czym właściwie jest seksapil? Czy można nie być klasyczną pięknością, a jednocześnie sprawiać, że mężczyźni szaleją na twój widok? Co powoduje owe szaleństwo?
Mężczyźni są wzrokowcami – to niezaprzeczalny fakt. Chłoną kobietę poprzez jej zewnętrzny wizerunek, ale także wszelkie do niego dodatki. Najpiękniejsza kobieta, jeśli nie umie uwierzyć, że jest seksowną i sprawić, że poczują to także inni, będzie wielbiona przez płeć przeciwną tylko przez chwilę. Sztywna jakby połknęła kij od miotły albo też wstydliwie, z niepewnością chodząca i mówiąca, raczej kariery seksbomby nie zrobi. I przeciwnie – kobieta średnio ładna, za to zadbana, umiejętnie ubrana w to, w czym jej dobrze, kusząca głosem, gestem, zapachem ma duże szanse na powodzenie u mężczyzn.
Tajemnica, niedopowiedzenie
Jest jeszcze jeden atrybut nieodłącznie związany z seksapilem – to element tajemnicy. Czasem sprytnie ukryty w dekolcie, który więcej zasłania niż odsłania i tym samym pozwala domyślać się całości pod bluzką albo w rozporku długiej spódnicy, zamiast odsłoniętego morza nóg w mini. Czasem sięga dalej, wyżej, poza samą zewnętrzność. To wszystkie zmysłowe gesty, ruchy, spojrzenia, słowa. I niedopowiedzenie – prawdziwy magnes na płeć przeciwną.
Jak się tego nauczyć? Można kupić zmysłowe ubrania, można pójść na kurs tańca albo skrupulatnie przyswajać wiadomości na temat ars amandi. Wszystkie te chwyty nie wystarczą jednak, jeśli same nie mamy przekonania o własnej atrakcyjności seksualnej. To początek drogi uwodzenia – nabranie świadomości, że jest się piękną i pociągającą kobietą.
Bez samoakceptacji ani rusz
Jeśli unikasz lustra albo patrzysz w nie z wyraźnym niesmakiem, popełniasz pierwszy błąd. Nie ma na świecie ludzi idealnych, poza tym uroda to rzecz gustu, a tej z kolei również sobie nie wybieramy. Mamy jednak wpływ na to, jak będziemy prezentować się innym.
Owszem, wymaga to pewnego wysiłku. Trzeba zastanowić się nad sobą i ocenić, w jakiej fryzurze i makijażu będzie nam najkorzystniej. Dobrać kolorystykę, krój ubrań – wszystko w ten sposób, aby zatuszować mankamenty i uwydatnić zalety ciała.
Modelki, celebrytki, erotyczne gwiazdki też nie są idealne. Fotografuje się je i filmuje w odpowiednim świetle, które uwypukla ich walory, a maskuje gorsze strony. W końcu i tak poddaje się całość obróbce photoshopa, dzięki czemu efekt jest doskonały. Tyle, że nijak ma się do prawdziwej twarzy i ciała kobiety.
Jesteś piękna i zmysłowa!
Zacznij o sobie myśleć w superlatywach. Nie szkodzi, że masz według siebie za mały biust – to cię w ogóle w żaden sposób nie dyskwalifikuje. Nawet, jeśli mężczyźni twierdzą, że lubią duże piersi, to każdy z nich jest inny, poza tym nie z samego biustu się składasz. Masz zgrabne łydki? To zacznij pokazywać je światu, zamiast chować w spodniach. Pięknie ci w kokach? Zrób sobie taką fryzurę, choćby od święta. A może słyszałaś komplementy na temat swoich dłoni? Podkreśl je zatem, malując paznokcie i ozdabiając dłonie biżuterią.
I absolutnie nie porównuj się do bliższych i dalszych znajomych kobiet. Każda z nas jest inna, każdej w czym innym dobrze, a prawdziwy sekret powodzenia nie zależy tylko i wyłącznie od tego, co mamy na sobie. Sam świetny ciuch czy but to za mało – trzeba jeszcze umieć go nosić. Pewnie, zmysłowo, kusząco.
Znaj swoją wartość i ciesz się życiem
Zrób sobie domową sesję mody. Nie wstydź się, nie krępuj, ale patrz na siebie jednocześnie okiem znawcy. Czasem wystarczy zmienić detal, aby wydobyć zmysłowość.
I przede wszystkim – raz na zawsze uwierz w siebie. Jeśli sama ze sobą będziesz się czuła dobrze, inni też tak się przy tobie poczują. Możesz to sobie powtarzać, afirmować pisząc szminką na lustrze, uśmiechając się do swojego odbicia, sprawiając sobie różne przyjemności.
Kobiety pewne swojej wartości już są atrakcyjne dla mężczyzn. Jeśli dochodzi do tego dodatkowo kobiecy strój, fryzura, makijaż i przede wszystkim radość z życia – powodzenie gwarantowane.
Więc do dzieła! Bądź śmiała, ale nie wulgarna, zmysłowa, ale nie śmieszna, kuś, ale nie prowokuj, a szczęście zacznie się do ciebie uśmiechać.
Erotyczne marzenia... do spełnienia
Fantazje erotyczne to dobra rzecz, bo rozbudzają wyobraźnię i są prowodyrem zmian w sypialni. Nie wszystkie jednak dają się spełnić. Dlaczego?
Każdy z nas ma jakieś fantazje dotyczące sfery intymnej. Wyobrażając sobie pewne sytuacje, wzmagamy podniecenie i jesteśmy już prawie gotowi do działania. W stymulacji fantazjami nie ma nic złego, pod warunkiem, że albo są wabikiem albo dają się wcielić w życie. I najważniejsze – że potęgują nasze doznania z partnerem, ale ich nie blokują.
Kobiece marzenia oscylują najczęściej wobec seksu z nieznajomym, sławną postacią ze świata filmu czy muzyki, a także erotycznych zabaw z więcej niż jednym partnerem oraz z drugą kobietą. Nierzadko też panie przyznają się do wyobrażeń scen gwałtu, przy czym ten gwałt jest ściśle przez nie kontrolowany. Gwałt oznacza tu raczej wzięcie kobiety siłą polegającą na wczuciu się w jej potrzeby niż bezmyślną agresją skierowaną w jej stronę. „Gwałciciel” powinien być w dodatku przystojny, zmysłowy i seksowny.
Z kim i jak
Oprócz fantazji „z kim” pojawiają się fantazje „jak”. I te drugie już o wiele łatwiej wkomponować w zacisze własnej sypialni. Dlaczego więc tak rzadko to robimy, tłumiąc pod powiekami prawdziwe potrzeby, a w łóżku wciąż postępując według tego samego schematu?
Po pierwsze – ze wstydu. Tak, nie wstydzimy się wyobraźni, za to swojego partnera jak najbardziej. Że uzna nas za dziwne, wyuzdane, a może nawet oczekujące więcej niż powinnyśmy? Ale czy w seksie w ogóle są jakieś powinności? Czy nie najważniejsza jest tu fantazja, inwencja twórcza, bezpośredniość, które składają się na nieskrępowaną radość płynącą z uprawiania miłości?
Od wstydu niedaleko do lęku – że mówiąc o swoich fantazjach, narazimy się na złość i gniew partnera, który może odebrać nasze pragnienia jako brak satysfakcji z dotychczasowych kontaktów, a co za tym idzie – obrazi się i zwyczajnie sobie pójdzie.
Owszem, występują i takie reakcje mężczyzn, chociaż dosyć rzadko, bo nikt tak jak oni nie kocha w seksie nowości. Tylko z drugiej strony czy naprawdę potrzebny nam kochanek, który nie tylko nie spełnia naszych oczekiwań, ale jeszcze trzeba przy nim uważać na każde słowo i gest?
33-letnia Małgorzata od pięciu lat pozostająca w stałym związku z dwa lata od niej starszym Markiem przyznaje, że od dawna marzy o seksie oralnym, sprowadzającym się do czegoś więcej niż „kilku nieuważnych ruchów językiem wokół łechtaczki”. Nie mówi jednak nic, gdy po tych kilku ruchach Marek zadowolony z dopieszczenia swojej kobiety, zabiera się do dzieła, a po miłosnym akcie zasypia. A Małgosia liczy plamy na suficie i tłumi płacz poduszką. Sytuacja mogłaby się zmienić, gdyby choć raz napomknęła o swoich potrzebach. Ale ona się boi, że go tym urazi, zasmuci, zirytuje. I związek, bynajmniej nieoparty na obustronnej satysfakcji, trwa.
Szybki numerek w windzie?
Erotyczne marzenia to nie tylko zmiana repertuaru pieszczot i stopnia ich intensyfikacji, ale też pomysłów dotyczących innych miejsc do kochania niż łóżko. Tu prym wiodą zwłaszcza panowie, marząc o wzięciu swoich partnerek w sytuacjach publicznych albo też z zaskoczenia, bez jakiejkolwiek gry wstępnej. I zdziwiliby się, ile kobiet ma podobne pragnienia! Ale kobiety milczą. „Bo weźmie mnie za pierwszą lepszą, co to od razu ściąga majtki w windzie albo przyzwyczai się do szybkich numerków”. Może i byle jaki facet rzeczywiście tak pomyśli albo nawet powie, ale przecież nie zależy nam na byle jakich kochankach, prawda?
Dlatego mówmy o swoich pragnieniach. Same inicjujmy pożądane sytuacje. Czasem zresztą nie trzeba mówić wprost, wystarczy zachęcający gest, aby pojętny partner zrozumiał nasze intencje.
A jeśli nie reaguje na nie, to jest albo bardzo niedomyślny albo leniwy albo po prostu jego oczekiwania mają się nijak do naszych. I wtedy naprawdę nie warto zawracać nim sobie dłużej głowy ani waginy.
Każdy z nas ma jakieś fantazje dotyczące sfery intymnej. Wyobrażając sobie pewne sytuacje, wzmagamy podniecenie i jesteśmy już prawie gotowi do działania. W stymulacji fantazjami nie ma nic złego, pod warunkiem, że albo są wabikiem albo dają się wcielić w życie. I najważniejsze – że potęgują nasze doznania z partnerem, ale ich nie blokują.
Kobiece marzenia oscylują najczęściej wobec seksu z nieznajomym, sławną postacią ze świata filmu czy muzyki, a także erotycznych zabaw z więcej niż jednym partnerem oraz z drugą kobietą. Nierzadko też panie przyznają się do wyobrażeń scen gwałtu, przy czym ten gwałt jest ściśle przez nie kontrolowany. Gwałt oznacza tu raczej wzięcie kobiety siłą polegającą na wczuciu się w jej potrzeby niż bezmyślną agresją skierowaną w jej stronę. „Gwałciciel” powinien być w dodatku przystojny, zmysłowy i seksowny.
Z kim i jak
Oprócz fantazji „z kim” pojawiają się fantazje „jak”. I te drugie już o wiele łatwiej wkomponować w zacisze własnej sypialni. Dlaczego więc tak rzadko to robimy, tłumiąc pod powiekami prawdziwe potrzeby, a w łóżku wciąż postępując według tego samego schematu?
Po pierwsze – ze wstydu. Tak, nie wstydzimy się wyobraźni, za to swojego partnera jak najbardziej. Że uzna nas za dziwne, wyuzdane, a może nawet oczekujące więcej niż powinnyśmy? Ale czy w seksie w ogóle są jakieś powinności? Czy nie najważniejsza jest tu fantazja, inwencja twórcza, bezpośredniość, które składają się na nieskrępowaną radość płynącą z uprawiania miłości?
Od wstydu niedaleko do lęku – że mówiąc o swoich fantazjach, narazimy się na złość i gniew partnera, który może odebrać nasze pragnienia jako brak satysfakcji z dotychczasowych kontaktów, a co za tym idzie – obrazi się i zwyczajnie sobie pójdzie.
Owszem, występują i takie reakcje mężczyzn, chociaż dosyć rzadko, bo nikt tak jak oni nie kocha w seksie nowości. Tylko z drugiej strony czy naprawdę potrzebny nam kochanek, który nie tylko nie spełnia naszych oczekiwań, ale jeszcze trzeba przy nim uważać na każde słowo i gest?
33-letnia Małgorzata od pięciu lat pozostająca w stałym związku z dwa lata od niej starszym Markiem przyznaje, że od dawna marzy o seksie oralnym, sprowadzającym się do czegoś więcej niż „kilku nieuważnych ruchów językiem wokół łechtaczki”. Nie mówi jednak nic, gdy po tych kilku ruchach Marek zadowolony z dopieszczenia swojej kobiety, zabiera się do dzieła, a po miłosnym akcie zasypia. A Małgosia liczy plamy na suficie i tłumi płacz poduszką. Sytuacja mogłaby się zmienić, gdyby choć raz napomknęła o swoich potrzebach. Ale ona się boi, że go tym urazi, zasmuci, zirytuje. I związek, bynajmniej nieoparty na obustronnej satysfakcji, trwa.
Szybki numerek w windzie?
Erotyczne marzenia to nie tylko zmiana repertuaru pieszczot i stopnia ich intensyfikacji, ale też pomysłów dotyczących innych miejsc do kochania niż łóżko. Tu prym wiodą zwłaszcza panowie, marząc o wzięciu swoich partnerek w sytuacjach publicznych albo też z zaskoczenia, bez jakiejkolwiek gry wstępnej. I zdziwiliby się, ile kobiet ma podobne pragnienia! Ale kobiety milczą. „Bo weźmie mnie za pierwszą lepszą, co to od razu ściąga majtki w windzie albo przyzwyczai się do szybkich numerków”. Może i byle jaki facet rzeczywiście tak pomyśli albo nawet powie, ale przecież nie zależy nam na byle jakich kochankach, prawda?
Dlatego mówmy o swoich pragnieniach. Same inicjujmy pożądane sytuacje. Czasem zresztą nie trzeba mówić wprost, wystarczy zachęcający gest, aby pojętny partner zrozumiał nasze intencje.
A jeśli nie reaguje na nie, to jest albo bardzo niedomyślny albo leniwy albo po prostu jego oczekiwania mają się nijak do naszych. I wtedy naprawdę nie warto zawracać nim sobie dłużej głowy ani waginy.
czwartek, 7 lipca 2011
Uzależnieni od pornografii
Od lat jestem fanką pornografii. To najlepszy (dla mnie) sposób, aby wzbudzić w sobie pożądanie i doprowadzić do szybkiej, finałowej akcji. Orgazm – jak wiadomo – ma zbawienne skutki dla organizmu. A kiedy jest się w pojedynkę i nie ma co liczyć na pomocną dłoń partnera, trzeba zaprząc do pracy własną. Przy pomocy różnych stymulantów, które właśnie takim celom służą.
Nigdy nie widziałam nic niestosownego w pornograficznych treściach. Wielbię internet za różne możliwości wyszukiwania i oglądania tego, co lubię, co mnie podnieca. Będąc podłączoną do Sieci, nie muszę już wychodzić z domu w poszukiwaniu wypożyczalni sex-dvd albo ganiać po stacjach benzynowych – chyba ostatnich enklawach tego dobra.
Czasem jednak, szczególnie gdy na chwilę internetu zabraknie, zastanawiam się, jak radziłabym sobie bez niego, a co za tym idzie – pornografii. I przychodzi nawet myśl, czy nie uzależniłam się od tych cudzych uniesień...
Nie, chyba nie – mając kochanka u boku, nie potrzebuję dodatkowych wzmacniaczy, chociaż jest to ciekawe doświadczenie – takie wspólne siadanie przed ekranem komputera. Można się przy okazji dowiedzieć, co tę drugą stronę kręci, co odrzuca.
Jednak o ile sama (jeszcze) nie popadłam w porno nałóg, o tyle znam takich, co bez wideoseksu nie umieją funkcjonować. To mężczyźni.
Opowieść J.
J. zaczynał jako nastolatek od podkradania ojcu porno pisemek. Za pierwsze kieszonkowe kupił sobie własne. Do dziś wspomina „niezwykłe balony” panienki z okładki.
Potem były filmy. Oglądał wszystko jak leci, może z wyjątkiem pedofilii i seksu ze zwierzętami. Cała reszta była dla niego do przyjęcia, strawna, a nawet smakowita bardzo.
Długo nie mógł znaleźć dziewczyny. Trądzik i niewielki wzrost nie ułatwiały mu zadania. Ale w końcu się udało, tyle że nie udało się bez wspomagacza. Zwyczajnie, nie mógł utrzymać erekcji. Dziewczyna nie była straszydłem, chociaż wolałby ją mniej dziewiczą, z większymi piersiami i bardziej chętną pochwą. Ale jak się nie ma, co się lubi...
J. dorastał, dojrzewał. Trądzik odszedł do przeszłości, centymetry przestały mieć tak duże znaczenie. Poznawał kobiety, chodził z nimi do łóżka, wciąż jednak najlepiej czuł się w asyście playmetek. Zaproponował kiedyś kilku partnerkom, aby wzbogacili intymne pożycie obecnością dam z ekranu. Obraziły się, krzyczały coś o zdradzie i przykrości, że nie są widać dla J. atrakcyjne, skoro się musi sztucznie podpierać. Nie potwierdzał ani nie zaprzeczał, ale po wszystkim jeszcze raz robił sobie dobrze – już tylko sam na sam z ruchomymi obrazami.
No, po dziś dzień nie umie inaczej. Przekroczył czterdziestkę, nie ma stałej partnerki, może by i chciał, ale tylko taką, która zrozumie i zaakceptuje jego potrzebę włączenia w erotyczny repertuar bodźców płynących z porno.
Historia R.
R. wychowany w konserwatywnej rodzinie, dość długo ukrywał przed samym sobą własną seksualność. A kiedy wreszcie wyzwolił się spod presji rodzinnych wpływów, zaczął brać garściami z życia i seksu. Tyle, że najlepiej wychodził mu seks w pojedynkę. Z kobietami, czasem mężczyznami też było dobrze, ale nie najlepiej. Przez jakiś czas pozostawał nawet w abstynencji seksualnej. Na terapii powtarzał razem z innymi: „Ja, seksoholik”, a w domu siadał przed monitorem i z zawziętością pozbywał się napięć powstałych za dnia.
Wkrótce uznał, że taka forma osiągania satysfakcji jest mu najbliższa i – najbezpieczniejsza.
Czasem jeszcze chodzi z kimś do łóżka, ale najlepiej radzi sobie sam. No, nie do końca sam – towarzyszą mu przecież ludzkie jęki ze szklanego ekranu.
B. po przejściach
B. Niepełnosprawny, po wypadku. „Lubię dziewczyny z gazet i filmów, one mnie przynajmniej nie oceniają” – mówi. Z lęku, ze strachu, zahamowań, kompleksów i przede wszystkim kiepskich doświadczeń z realnymi kobietami, rzeczywistych partnerek już nie szuka. Spełnia się sam, na własną rękę, w przenośni i dosłownie.
Szkoda mi ich wszystkich. Nałogowców borykających się z uzależnieniem, choćby samym sobie i wszystkim naokoło mówili, że nie jest im źle.
Ale gdy jakikolwiek nałóg bierze górę nad rozumem i zaczyna być przymusem, natręctwem, od którego nie daje się uciec – nie ma powodów do szczęścia. Chyba, że chce się być skazanym na seksualne życie w pojedynkę. Tak przecież też można.
Nigdy nie widziałam nic niestosownego w pornograficznych treściach. Wielbię internet za różne możliwości wyszukiwania i oglądania tego, co lubię, co mnie podnieca. Będąc podłączoną do Sieci, nie muszę już wychodzić z domu w poszukiwaniu wypożyczalni sex-dvd albo ganiać po stacjach benzynowych – chyba ostatnich enklawach tego dobra.
Czasem jednak, szczególnie gdy na chwilę internetu zabraknie, zastanawiam się, jak radziłabym sobie bez niego, a co za tym idzie – pornografii. I przychodzi nawet myśl, czy nie uzależniłam się od tych cudzych uniesień...
Nie, chyba nie – mając kochanka u boku, nie potrzebuję dodatkowych wzmacniaczy, chociaż jest to ciekawe doświadczenie – takie wspólne siadanie przed ekranem komputera. Można się przy okazji dowiedzieć, co tę drugą stronę kręci, co odrzuca.
Jednak o ile sama (jeszcze) nie popadłam w porno nałóg, o tyle znam takich, co bez wideoseksu nie umieją funkcjonować. To mężczyźni.
Opowieść J.
J. zaczynał jako nastolatek od podkradania ojcu porno pisemek. Za pierwsze kieszonkowe kupił sobie własne. Do dziś wspomina „niezwykłe balony” panienki z okładki.
Potem były filmy. Oglądał wszystko jak leci, może z wyjątkiem pedofilii i seksu ze zwierzętami. Cała reszta była dla niego do przyjęcia, strawna, a nawet smakowita bardzo.
Długo nie mógł znaleźć dziewczyny. Trądzik i niewielki wzrost nie ułatwiały mu zadania. Ale w końcu się udało, tyle że nie udało się bez wspomagacza. Zwyczajnie, nie mógł utrzymać erekcji. Dziewczyna nie była straszydłem, chociaż wolałby ją mniej dziewiczą, z większymi piersiami i bardziej chętną pochwą. Ale jak się nie ma, co się lubi...
J. dorastał, dojrzewał. Trądzik odszedł do przeszłości, centymetry przestały mieć tak duże znaczenie. Poznawał kobiety, chodził z nimi do łóżka, wciąż jednak najlepiej czuł się w asyście playmetek. Zaproponował kiedyś kilku partnerkom, aby wzbogacili intymne pożycie obecnością dam z ekranu. Obraziły się, krzyczały coś o zdradzie i przykrości, że nie są widać dla J. atrakcyjne, skoro się musi sztucznie podpierać. Nie potwierdzał ani nie zaprzeczał, ale po wszystkim jeszcze raz robił sobie dobrze – już tylko sam na sam z ruchomymi obrazami.
No, po dziś dzień nie umie inaczej. Przekroczył czterdziestkę, nie ma stałej partnerki, może by i chciał, ale tylko taką, która zrozumie i zaakceptuje jego potrzebę włączenia w erotyczny repertuar bodźców płynących z porno.
Historia R.
R. wychowany w konserwatywnej rodzinie, dość długo ukrywał przed samym sobą własną seksualność. A kiedy wreszcie wyzwolił się spod presji rodzinnych wpływów, zaczął brać garściami z życia i seksu. Tyle, że najlepiej wychodził mu seks w pojedynkę. Z kobietami, czasem mężczyznami też było dobrze, ale nie najlepiej. Przez jakiś czas pozostawał nawet w abstynencji seksualnej. Na terapii powtarzał razem z innymi: „Ja, seksoholik”, a w domu siadał przed monitorem i z zawziętością pozbywał się napięć powstałych za dnia.
Wkrótce uznał, że taka forma osiągania satysfakcji jest mu najbliższa i – najbezpieczniejsza.
Czasem jeszcze chodzi z kimś do łóżka, ale najlepiej radzi sobie sam. No, nie do końca sam – towarzyszą mu przecież ludzkie jęki ze szklanego ekranu.
B. po przejściach
B. Niepełnosprawny, po wypadku. „Lubię dziewczyny z gazet i filmów, one mnie przynajmniej nie oceniają” – mówi. Z lęku, ze strachu, zahamowań, kompleksów i przede wszystkim kiepskich doświadczeń z realnymi kobietami, rzeczywistych partnerek już nie szuka. Spełnia się sam, na własną rękę, w przenośni i dosłownie.
Szkoda mi ich wszystkich. Nałogowców borykających się z uzależnieniem, choćby samym sobie i wszystkim naokoło mówili, że nie jest im źle.
Ale gdy jakikolwiek nałóg bierze górę nad rozumem i zaczyna być przymusem, natręctwem, od którego nie daje się uciec – nie ma powodów do szczęścia. Chyba, że chce się być skazanym na seksualne życie w pojedynkę. Tak przecież też można.
Gdy zazdrość staje się chorobą
Odrobina zazdrości w miłości jest skądinąd bardzo wskazana. Działa jak afrodyzjak, powodując, że partnerzy zdobywają się na nowo z coraz większą energią i siłą. Ale uwaga – w zbyt dużych dawkach zazdrość nie tylko bywa śmieszna oraz irytująca, ale może też doprowadzić do wielkiego zmęczenia sobą kochanków i co za tym idzie – rozpadu związku.
Różne są oblicza zielonookiego potwora. Czasem jest tak niewinny jak lekki flirt, niezakończony konsumpcją słowno-erotycznej zabawy. Tak dzieje się, gdy partner zyskuje dodatkowo w naszych oczach, bo zyskuje w oczach innych. Która z nas nie znalazła się choć raz w sytuacji, kiedy spojrzała na kochanka zupełnie inaczej niż dotąd, a to tylko dlatego, że wzbudził zainteresowanie i podziw innych kobiet. Zazdrość jest wówczas takim krótko bolesnym szarpnięciem serca i stymulantem wzrostu pożądania. To bardzo pozytywny aspekt i dobrze prognozujący nocy w sypialni.
Gorzej jest, gdy zazdrość zaczyna przenikać wszystkie sfery życia i staje się chorobą. Czasem wyleczalną, a czasem nie.
Historia pewnej znajomości
Jak u Marty i Piotra. Ona – skromna, raczej nieśmiała młoda kobieta, przeciętnej urody, by nie powiedzieć – nijaka. Nie, nijaka na pewno nie była, skoro wpadła w oko takiemu przystojniakowi jak Piotr. Chociaż znajomi odwodzili ją od pomysłu związania się z męskim macho na stałe. Przewidywali niebezpieczeństwa, które nazywali wprost pułapkami jego samczej urody. A może znali Martę lepiej niż ona sama...?
Ale Marta się zakochała. Trochę to trwało i chyba ten czas niepewności jej uczuć tak zafascynował Piotra, który dotąd nie miewał problemów z wzajemnością kobiecej fascynacji.
Na początku ciekawe spojrzenia kobiet w stronę Piotra nawet Martę cieszyły. Czuła się dumna i bardziej wartościowa, prowadzając się za rękę z tak atrakcyjnym mężczyzną. Po czasie jednak radość ustąpiła irytacji. Żeby choć Piotr był skromniejszy w tej swojej męskiej urodzie!
No, ale nie był. Lubił podkreślać atuty swojego ciała, lubił widzieć podziw w oczach innych, chociaż jak twierdził, nigdy nie robił z tego użytku. Ot, miła, ale bezpieczna sytuacja, bo kocha przecież tylko ją.
Bo wszystkiemu na imię „zazdrość”
Słowa słowami, a nieposłuszny umysł robi swoje. I myśli, coraz więcej myśli i staje się podstępny, i przewiduje różne złe scenariusze. A wszystkim im na imię „zazdrość”.
Zazdrość, która nakazuje sprawdzać kieszenie partnera w poszukiwaniu miłosnego listu albo choć wizytówki z kobiecym imieniem. Zazdrość, która nie uchyli się nawet przed upokorzeniem wąchania jego koszul, czy nie pachną obcymi perfumami. Zazdrość o czas niespędzony z ukochaną i niewiara, że siedział po godzinach w pracy. Zazdrość o każde słowo niewypowiedziane tylko do niej, o każdy uśmiech skierowany do bliźnich, każdy miły gest na zewnątrz.
I w końcu wybuch zazdrości, wrogi atak, potok raniących oskarżeń. I dziki płacz, i przekleństwa, i osobne spanie, i coraz większa trwoga o związek niszczony przecież na własne życzenie.
A Piotr? Starał się, naprawdę się starał. Tłumaczył bezsens podejrzeń, zapewniał o uczuciu, przekonywał, całował. Szeptał czułe słowa, obdarzał pragnącym dotykiem – do czasu. Czas nie zadziałał na korzyść ani uczuć ani tym bardziej cierpliwości mężczyzny. Czuł się coraz mocniej przez partnerkę tłamszony, doprowadzany do paradoksów tłumaczenia się z za długiego o pięć minut pobytu w osiedlowym sklepie, a wyjaśnienia, że kolejka, nic nie pomagały. Co godzinę telefony, niby przypadkowe zaglądanie w jego komórkę, laptop, otwieranie korespondencji i ciągłe pretensje, żal, złość, frustracja, gniew.
Tego żaden zdrowy na umyśle człowiek nie wytrzyma, a szczególnie facet, bo przecież nie jest tajemnicą, że to właśnie męska płeć nie umie zbyt długo żyć w świecie pełnym napięć i konfliktów. Chcesz mieć na trwałe mężczyznę? Zapewnij mu spokój – brzmi mądre porzekadło, ale taka postawa była Marcie szczególnie obca.
I przyszło, co nieuniknione, i musieli się rozstać. Rozstali się z hukiem, wyrzucała przez okno jego rzeczy, krzycząc niewybrednymi słowami za oddalającą się sylwetką.
Potem padła wyczerpana na łóżko, już samotne i długo płakała, żaląc się spazmatycznie i głośno na podły los.
Przyczyny zazdrości
Skąd się bierze taka prawie niczym nieuzasadniona, bez konkretnych fundamentów, toksyczna zazdrość? Z kompleksów. Z niewiary tak w siebie i swoją atrakcyjność dla partnera, jak i z niewiary w łączącą tych dwoje bliską relację.
Bądźmy czujne, bo ostrożność jeszcze nikomu nie zaszkodziła. Nie popadajmy jednak w przesadę i nauczmy się odróżniać rzeczy małe od wielkich, niegroźne od zabójczych.
Bo wpadając w pułapkę permanentnej zazdrości, zabijamy nią przede wszystkim siebie.
Odrobina zazdrości w miłości – jak najbardziej. Całe mnóstwo zazdrości w miłości – absolutnie nie. Chyba, że chcemy zostać same i w dodatku z niemiłymi wspomnieniami, które będziemy zawdzięczać tylko sobie.
Różne są oblicza zielonookiego potwora. Czasem jest tak niewinny jak lekki flirt, niezakończony konsumpcją słowno-erotycznej zabawy. Tak dzieje się, gdy partner zyskuje dodatkowo w naszych oczach, bo zyskuje w oczach innych. Która z nas nie znalazła się choć raz w sytuacji, kiedy spojrzała na kochanka zupełnie inaczej niż dotąd, a to tylko dlatego, że wzbudził zainteresowanie i podziw innych kobiet. Zazdrość jest wówczas takim krótko bolesnym szarpnięciem serca i stymulantem wzrostu pożądania. To bardzo pozytywny aspekt i dobrze prognozujący nocy w sypialni.
Gorzej jest, gdy zazdrość zaczyna przenikać wszystkie sfery życia i staje się chorobą. Czasem wyleczalną, a czasem nie.
Historia pewnej znajomości
Jak u Marty i Piotra. Ona – skromna, raczej nieśmiała młoda kobieta, przeciętnej urody, by nie powiedzieć – nijaka. Nie, nijaka na pewno nie była, skoro wpadła w oko takiemu przystojniakowi jak Piotr. Chociaż znajomi odwodzili ją od pomysłu związania się z męskim macho na stałe. Przewidywali niebezpieczeństwa, które nazywali wprost pułapkami jego samczej urody. A może znali Martę lepiej niż ona sama...?
Ale Marta się zakochała. Trochę to trwało i chyba ten czas niepewności jej uczuć tak zafascynował Piotra, który dotąd nie miewał problemów z wzajemnością kobiecej fascynacji.
Na początku ciekawe spojrzenia kobiet w stronę Piotra nawet Martę cieszyły. Czuła się dumna i bardziej wartościowa, prowadzając się za rękę z tak atrakcyjnym mężczyzną. Po czasie jednak radość ustąpiła irytacji. Żeby choć Piotr był skromniejszy w tej swojej męskiej urodzie!
No, ale nie był. Lubił podkreślać atuty swojego ciała, lubił widzieć podziw w oczach innych, chociaż jak twierdził, nigdy nie robił z tego użytku. Ot, miła, ale bezpieczna sytuacja, bo kocha przecież tylko ją.
Bo wszystkiemu na imię „zazdrość”
Słowa słowami, a nieposłuszny umysł robi swoje. I myśli, coraz więcej myśli i staje się podstępny, i przewiduje różne złe scenariusze. A wszystkim im na imię „zazdrość”.
Zazdrość, która nakazuje sprawdzać kieszenie partnera w poszukiwaniu miłosnego listu albo choć wizytówki z kobiecym imieniem. Zazdrość, która nie uchyli się nawet przed upokorzeniem wąchania jego koszul, czy nie pachną obcymi perfumami. Zazdrość o czas niespędzony z ukochaną i niewiara, że siedział po godzinach w pracy. Zazdrość o każde słowo niewypowiedziane tylko do niej, o każdy uśmiech skierowany do bliźnich, każdy miły gest na zewnątrz.
I w końcu wybuch zazdrości, wrogi atak, potok raniących oskarżeń. I dziki płacz, i przekleństwa, i osobne spanie, i coraz większa trwoga o związek niszczony przecież na własne życzenie.
A Piotr? Starał się, naprawdę się starał. Tłumaczył bezsens podejrzeń, zapewniał o uczuciu, przekonywał, całował. Szeptał czułe słowa, obdarzał pragnącym dotykiem – do czasu. Czas nie zadziałał na korzyść ani uczuć ani tym bardziej cierpliwości mężczyzny. Czuł się coraz mocniej przez partnerkę tłamszony, doprowadzany do paradoksów tłumaczenia się z za długiego o pięć minut pobytu w osiedlowym sklepie, a wyjaśnienia, że kolejka, nic nie pomagały. Co godzinę telefony, niby przypadkowe zaglądanie w jego komórkę, laptop, otwieranie korespondencji i ciągłe pretensje, żal, złość, frustracja, gniew.
Tego żaden zdrowy na umyśle człowiek nie wytrzyma, a szczególnie facet, bo przecież nie jest tajemnicą, że to właśnie męska płeć nie umie zbyt długo żyć w świecie pełnym napięć i konfliktów. Chcesz mieć na trwałe mężczyznę? Zapewnij mu spokój – brzmi mądre porzekadło, ale taka postawa była Marcie szczególnie obca.
I przyszło, co nieuniknione, i musieli się rozstać. Rozstali się z hukiem, wyrzucała przez okno jego rzeczy, krzycząc niewybrednymi słowami za oddalającą się sylwetką.
Potem padła wyczerpana na łóżko, już samotne i długo płakała, żaląc się spazmatycznie i głośno na podły los.
Przyczyny zazdrości
Skąd się bierze taka prawie niczym nieuzasadniona, bez konkretnych fundamentów, toksyczna zazdrość? Z kompleksów. Z niewiary tak w siebie i swoją atrakcyjność dla partnera, jak i z niewiary w łączącą tych dwoje bliską relację.
Bądźmy czujne, bo ostrożność jeszcze nikomu nie zaszkodziła. Nie popadajmy jednak w przesadę i nauczmy się odróżniać rzeczy małe od wielkich, niegroźne od zabójczych.
Bo wpadając w pułapkę permanentnej zazdrości, zabijamy nią przede wszystkim siebie.
Odrobina zazdrości w miłości – jak najbardziej. Całe mnóstwo zazdrości w miłości – absolutnie nie. Chyba, że chcemy zostać same i w dodatku z niemiłymi wspomnieniami, które będziemy zawdzięczać tylko sobie.
Pieszczoty oralne – tak czy nie?
Zdarza się, że ludzie uprawiający ze sobą seks, zupełnie zapominają o wzbogaceniu go pieszczotami oralnymi. Powody „zapomnienia”, które należy nazwać po imieniu, czyli unikaniem ich, mogą być różne: od zahamowań i skrępowania po niechęć wynikającą z tak bliskiego kontaktu z intymnością partnera.
Seks oralny może przynosić wspaniałe doznania, ale też nieumiejętnie pobudzając partnera, możemy sprawić, że będzie on wymigiwał się od tego rodzaju pieszczot. Zanim jednak w ogóle przystąpimy do rzeczy, musimy wiedzieć, czy taka forma kontaktu jest dla nas optymalna – komfortowa i niebudząca żadnych wątpliwości.
Chociaż to śmieszne i wydawać się może wręcz nieprawdopodobne, duża rzesza szczególnie młodych kobiet, uważa pochylenie się nad udami mężczyzny za rzecz przynoszącą ujmę. Tak jakby „robiąc to dla niego” wyzbywały się całkowicie własnej przyjemności, a nawet stawały w opozycji do własnych potrzeb seksualnych. To duży błąd – zarówno przyjmowanie postawy samarytanki jak i całkowita rezygnacja z oralu, zbudowana na samej tylko niechęci, niczym nieuzasadnionej, do takiej formy pieszczot.
Nie, ale dlaczego?
Oczywiście – nic na siłę. Jeśli wybitnie mocno czujemy, że w żaden sposób nie odnajdujemy się w miłości francuskiej, nie uprawiajmy jej tylko dlatego, że wszyscy tak robią bądź też partner/partnerka tego po nas oczekuje. Zanim jednak powiemy „francuzowi” ostateczne „nie” spróbujmy dociec przyczyn owej wrogości.
Często nabywamy ją przez pryzmat wychowania. Z domów, gdzie z dziećmi nie rozmawia się o seksie, a sam seks uznaje za nieczysty i niemoralny (poza stosowaniem go w celu prokreacji), przeważnie wychodzi się z silnie zakorzenionym negatywnym stosunkiem do płciowości. Po to jednak jako dorośli ludzie mamy rozum i wolną wolę, aby już bez żadnych ograniczeń umysłu i ciała z nich korzystać. I zanim opowiemy się jednoznacznie za jakąkolwiek opcją, dobrze byłoby te jej dwa bieguny sprawdzić, bo tylko doświadczenie daje nam wiedzę o nas samych.
Czy może być coś niewłaściwego w dotykaniu ustami i językiem miejsc intymnych? Absolutnie nie – seks oralny jest nie tylko zmysłowy i przyjemny, ale dla wielu osób również bardzo stymulujący. Może być tylko przystankiem na drodze do orgazmu albo też spełnieniem samym w sobie. I tylko od partnerów zależy, jakie rozwiązanie w danej sytuacji wybiorą.
A jeśli tak, to jak?
Skoro już włączyliśmy go w repertuar ars amandi, trzeba się jeszcze postarać, aby pieszczoty były satysfakcjonujące tak dla biorcy jak i dawcy. Można posiłkować się literaturą, filmem, ale pamiętać też, że każdy ma własne, zindywidualizowane potrzeby. Jeden będzie lubił pieszczoty szybkie, mocne, inny delikatne jak muśnięcia wiatru, bo każdy silniejszy dotyk powoduje dyskomfort, a nawet ból. Nie ma lepszego wyjścia niż praktyka i poznanie w ten sposób pragnień kochanka. Zwracajmy uwagę na jego/jej reakcję i dostosujmy do nich tempo oraz rodzaj pieszczot.
Zdarza się też, że kobiety mają problem z finałem oralnej akcji. Odwieczne pytanie, co zrobić z nasieniem, wzmaga niepewność i frustrację. Co zrobić? To, na co mamy ochotę. Można przyjąć je w siebie, do ust albo pozwolić, by swobodnie popłynęło po ciele. Naprawdę, żadna z nas nie ma obowiązku zadowolenia jedynie partnera w tej kwestii. A partner, który narzuca nam cokolwiek, jest zwyczajnie egotyczny i lepiej się go zawczasu z życia i łóżka pozbyć.
Chyba, że mamy ochotę na eksperymenty w dziedzinie uległości i władczości, ale to już całkiem inna bajka...
Seks oralny może przynosić wspaniałe doznania, ale też nieumiejętnie pobudzając partnera, możemy sprawić, że będzie on wymigiwał się od tego rodzaju pieszczot. Zanim jednak w ogóle przystąpimy do rzeczy, musimy wiedzieć, czy taka forma kontaktu jest dla nas optymalna – komfortowa i niebudząca żadnych wątpliwości.
Chociaż to śmieszne i wydawać się może wręcz nieprawdopodobne, duża rzesza szczególnie młodych kobiet, uważa pochylenie się nad udami mężczyzny za rzecz przynoszącą ujmę. Tak jakby „robiąc to dla niego” wyzbywały się całkowicie własnej przyjemności, a nawet stawały w opozycji do własnych potrzeb seksualnych. To duży błąd – zarówno przyjmowanie postawy samarytanki jak i całkowita rezygnacja z oralu, zbudowana na samej tylko niechęci, niczym nieuzasadnionej, do takiej formy pieszczot.
Nie, ale dlaczego?
Oczywiście – nic na siłę. Jeśli wybitnie mocno czujemy, że w żaden sposób nie odnajdujemy się w miłości francuskiej, nie uprawiajmy jej tylko dlatego, że wszyscy tak robią bądź też partner/partnerka tego po nas oczekuje. Zanim jednak powiemy „francuzowi” ostateczne „nie” spróbujmy dociec przyczyn owej wrogości.
Często nabywamy ją przez pryzmat wychowania. Z domów, gdzie z dziećmi nie rozmawia się o seksie, a sam seks uznaje za nieczysty i niemoralny (poza stosowaniem go w celu prokreacji), przeważnie wychodzi się z silnie zakorzenionym negatywnym stosunkiem do płciowości. Po to jednak jako dorośli ludzie mamy rozum i wolną wolę, aby już bez żadnych ograniczeń umysłu i ciała z nich korzystać. I zanim opowiemy się jednoznacznie za jakąkolwiek opcją, dobrze byłoby te jej dwa bieguny sprawdzić, bo tylko doświadczenie daje nam wiedzę o nas samych.
Czy może być coś niewłaściwego w dotykaniu ustami i językiem miejsc intymnych? Absolutnie nie – seks oralny jest nie tylko zmysłowy i przyjemny, ale dla wielu osób również bardzo stymulujący. Może być tylko przystankiem na drodze do orgazmu albo też spełnieniem samym w sobie. I tylko od partnerów zależy, jakie rozwiązanie w danej sytuacji wybiorą.
A jeśli tak, to jak?
Skoro już włączyliśmy go w repertuar ars amandi, trzeba się jeszcze postarać, aby pieszczoty były satysfakcjonujące tak dla biorcy jak i dawcy. Można posiłkować się literaturą, filmem, ale pamiętać też, że każdy ma własne, zindywidualizowane potrzeby. Jeden będzie lubił pieszczoty szybkie, mocne, inny delikatne jak muśnięcia wiatru, bo każdy silniejszy dotyk powoduje dyskomfort, a nawet ból. Nie ma lepszego wyjścia niż praktyka i poznanie w ten sposób pragnień kochanka. Zwracajmy uwagę na jego/jej reakcję i dostosujmy do nich tempo oraz rodzaj pieszczot.
Zdarza się też, że kobiety mają problem z finałem oralnej akcji. Odwieczne pytanie, co zrobić z nasieniem, wzmaga niepewność i frustrację. Co zrobić? To, na co mamy ochotę. Można przyjąć je w siebie, do ust albo pozwolić, by swobodnie popłynęło po ciele. Naprawdę, żadna z nas nie ma obowiązku zadowolenia jedynie partnera w tej kwestii. A partner, który narzuca nam cokolwiek, jest zwyczajnie egotyczny i lepiej się go zawczasu z życia i łóżka pozbyć.
Chyba, że mamy ochotę na eksperymenty w dziedzinie uległości i władczości, ale to już całkiem inna bajka...
Szalony seks w miejscach publicznych
Niewiele momentów działa tak stymulująco jak ten, w którym możemy zostać przyłapani na gorącym uczynku. Czasem wystarczy sama myśl, ale czasem dobrze ją też wprowadzić w czyn. Efekty - lawina pożądania i graniczące z cudem, bo niezwykłe spełnienie, są na wyciągnięcie ręki. Wystarczy tylko wyjść poza własną sypialnię.
Pożądanie dopada nas często zupełnie znienacka i zwykle ignorujemy je wtedy, mając świadomość, że to nie czas i nie miejsce na miłosne igraszki. Tymczasem warto czasem zaufać własnej seksualnej intuicji i pójść za jej głosem. A że nie jesteśmy w odosobnieniu, że wokół inni ludzie i do łóżka daleko? To wcale nie musi być przeszkodą, a wręcz przeciwnie - myśl, że możemy być/jesteśmy podglądani działa jak afrodyzjak.
W przymierzalni
Zaczyna się czasem całkiem niewinnie, na przykład od wspólnych zakupów. Zakupy - rzecz całkiem miła, pod warunkiem, że nie odwiedzamy trzynastego z rzędu sklepu. Po nim znać już irytację, ją coraz bardziej bolą nogi od chodzenia, ale uparli się na te zakupy, więc wędrują dalej. Ona mierzy dziesiątą bluzkę, zdejmuje tę, w której przyszła i nagle on, choć zna jej ciało na pamięć i niemal jak własne, zaczyna wpatrywać się w jej nagie ramiona, plecy, biust. Przywiera do niej całym sobą, ona z początku protestuje, ale za chwilę mięknie w jego ramionach, sutki stają na baczność, on twardnieje, splatają się w mocnym uścisku, a na podłodze przymierzalni lądują kolejno jego spodnie, jej spódnica, bielizna… Za cienką zasłonką poruszenie, w ich żyłach szybko pulsuje krew, nie patrzą już na nic, nie myślą o ludziach na zewnątrz, być może cała kabina drży w posadach, jak ona w nim, jak on w niej. Po stanowczo zbyt długim pobycie w przymierzalni wychodzą z jedną niezmierzoną nawet bluzką, odkładają ją na półkę, kupują, nieważne. Ważne, że zadziało się między nimi coś, czego na próżno szukali przez ostatnie lata we własnej sypialni.
W restauracji
Albo tak. Uroczysta kolacja w eleganckim lokalu. Świętują. Może jego urodziny, może jej albo rocznicę ślubu, awans zawodowy. Ona w długiej, wieczorowej sukni, a pod suknią nic. On się nie domyśla, nie wie nic, dopóki nie przejedzie dłonią po długości jej gładkiego, tak dobrze wyczuwalnego przez śliski materiał sukienki, kobiecego uda. Wtedy krew uderza mu do głowy, pożądliwe palce rozpoczynają wędrówkę ku zwieńczeniu ud, troskliwy kelner co rusz podchodzi z pytaniem, czy czegoś państwu nie potrzeba, chcieliby odpowiedzieć, ależ owszem, tak - spokoju, nie mówią nic, lokal jest bardzo elegancki, po co siać poruszenie, na szczęście obrusy mają tu długie, wystarczy upuścić łyżeczkę. Upuszcza najpierw on, potem ona, nurkują pod stołem, wzajemnie się pieszcząc, kolacja stygnie, ich ciała wręcz przeciwnie. Dziękują za deser - już się najedli - sobą, a zgorszonym podobrusową sceną sąsiadom posyłają na pożegnanie najniewinniejsze z uśmiechów.
W autobusie, pociągu, na plaży
A może zatłoczony autobus, pociąg, gdzie prawie nic nie widać i jednocześnie widać prawie wszystko? Jego ręce pod jej spódnicą, jej dłonie niecierpliwie szukające rozporka. Pieszczą się na stojąco, potem on odwraca ją do siebie tyłem, ostro brane zakręty tylko im sprzyjają, jazda po wertepach także.
Łąka, plaża, leśna polana latem. Wystarczy, by miała na sobie zwiewną, rozkloszowaną sukienkę i już może siadać na nim, udawać przed ludźmi, że się tylko przekomarzają, bawią, znowu nie widać prawie nic, za to wzajemnie czują się mocno i kołyszą we wspólnym rytmie.
Albo woda, nagrzane słońcem jezioro, w tafli którego można przyglądać się własnemu odbiciu, a pod którym już bez kąpielówek namiętnie, trochę jak w zwolnionym tempie, kochać. I ludzie wokół, i śmiechy dzieci, i kolorowe piłki, materace, a oni w sobie, ze sobą, w publicznej intymności.
Są ławki w parku, są muzea, zaciemnione sale kinowe, teatralne toalety, sklepy, windy, mieszkania znajomych, plenery. Warto o nich pamiętać. Warto pamiętać o możliwości konsumpcji miłości nie tylko pod własnym dachem i w ciszy tylko dwóch oddechów.
Pożądanie dopada nas często zupełnie znienacka i zwykle ignorujemy je wtedy, mając świadomość, że to nie czas i nie miejsce na miłosne igraszki. Tymczasem warto czasem zaufać własnej seksualnej intuicji i pójść za jej głosem. A że nie jesteśmy w odosobnieniu, że wokół inni ludzie i do łóżka daleko? To wcale nie musi być przeszkodą, a wręcz przeciwnie - myśl, że możemy być/jesteśmy podglądani działa jak afrodyzjak.
W przymierzalni
Zaczyna się czasem całkiem niewinnie, na przykład od wspólnych zakupów. Zakupy - rzecz całkiem miła, pod warunkiem, że nie odwiedzamy trzynastego z rzędu sklepu. Po nim znać już irytację, ją coraz bardziej bolą nogi od chodzenia, ale uparli się na te zakupy, więc wędrują dalej. Ona mierzy dziesiątą bluzkę, zdejmuje tę, w której przyszła i nagle on, choć zna jej ciało na pamięć i niemal jak własne, zaczyna wpatrywać się w jej nagie ramiona, plecy, biust. Przywiera do niej całym sobą, ona z początku protestuje, ale za chwilę mięknie w jego ramionach, sutki stają na baczność, on twardnieje, splatają się w mocnym uścisku, a na podłodze przymierzalni lądują kolejno jego spodnie, jej spódnica, bielizna… Za cienką zasłonką poruszenie, w ich żyłach szybko pulsuje krew, nie patrzą już na nic, nie myślą o ludziach na zewnątrz, być może cała kabina drży w posadach, jak ona w nim, jak on w niej. Po stanowczo zbyt długim pobycie w przymierzalni wychodzą z jedną niezmierzoną nawet bluzką, odkładają ją na półkę, kupują, nieważne. Ważne, że zadziało się między nimi coś, czego na próżno szukali przez ostatnie lata we własnej sypialni.
W restauracji
Albo tak. Uroczysta kolacja w eleganckim lokalu. Świętują. Może jego urodziny, może jej albo rocznicę ślubu, awans zawodowy. Ona w długiej, wieczorowej sukni, a pod suknią nic. On się nie domyśla, nie wie nic, dopóki nie przejedzie dłonią po długości jej gładkiego, tak dobrze wyczuwalnego przez śliski materiał sukienki, kobiecego uda. Wtedy krew uderza mu do głowy, pożądliwe palce rozpoczynają wędrówkę ku zwieńczeniu ud, troskliwy kelner co rusz podchodzi z pytaniem, czy czegoś państwu nie potrzeba, chcieliby odpowiedzieć, ależ owszem, tak - spokoju, nie mówią nic, lokal jest bardzo elegancki, po co siać poruszenie, na szczęście obrusy mają tu długie, wystarczy upuścić łyżeczkę. Upuszcza najpierw on, potem ona, nurkują pod stołem, wzajemnie się pieszcząc, kolacja stygnie, ich ciała wręcz przeciwnie. Dziękują za deser - już się najedli - sobą, a zgorszonym podobrusową sceną sąsiadom posyłają na pożegnanie najniewinniejsze z uśmiechów.
W autobusie, pociągu, na plaży
A może zatłoczony autobus, pociąg, gdzie prawie nic nie widać i jednocześnie widać prawie wszystko? Jego ręce pod jej spódnicą, jej dłonie niecierpliwie szukające rozporka. Pieszczą się na stojąco, potem on odwraca ją do siebie tyłem, ostro brane zakręty tylko im sprzyjają, jazda po wertepach także.
Łąka, plaża, leśna polana latem. Wystarczy, by miała na sobie zwiewną, rozkloszowaną sukienkę i już może siadać na nim, udawać przed ludźmi, że się tylko przekomarzają, bawią, znowu nie widać prawie nic, za to wzajemnie czują się mocno i kołyszą we wspólnym rytmie.
Albo woda, nagrzane słońcem jezioro, w tafli którego można przyglądać się własnemu odbiciu, a pod którym już bez kąpielówek namiętnie, trochę jak w zwolnionym tempie, kochać. I ludzie wokół, i śmiechy dzieci, i kolorowe piłki, materace, a oni w sobie, ze sobą, w publicznej intymności.
Są ławki w parku, są muzea, zaciemnione sale kinowe, teatralne toalety, sklepy, windy, mieszkania znajomych, plenery. Warto o nich pamiętać. Warto pamiętać o możliwości konsumpcji miłości nie tylko pod własnym dachem i w ciszy tylko dwóch oddechów.
Seks dla każdego, niezależnie od wieku
Seks nie jest tylko dla ludzi młodych. Seks nie jest tylko dla ludzi dojrzałych. Seks nie jest tylko dla ludzi starych. Seks jest dla wszystkich, niezależnie od metryki, a jedynym jego miernikiem jest potrzeba doświadczania przeżyć.
Kiedy dziewczyna przemienia się w kobietę, jest to na początku tylko metamorfoza zewnętrzna. Ona jeszcze nie wie, a przynajmniej mało wie, stąpa w świecie zmysłów po omacku, jeszcze jej nie ciągnie do eksperymentów, zdaje się w tej kwestii na partnera. Od inicjacji seksualnej do pierwszych świadomych działań mija zazwyczaj sporo czasu.
W połowie drogi do trzydziestki zaczyna orientować się dla kogo i po co wymyślono cały ten seks i próbuje wpasować siebie w różne intymne role. Często kompulsywnie chodzi do łóżka – nie tyle z ochoty rozładowania napięcia, co różnych okoliczności życiowych, które kuszą, a których to pokus młoda kobieta nie umie odróżnić od własnych rzeczywistych potrzeb.
Po przekroczeniu magicznej trzydziestki zaczyna się prawdziwy czas poznawania. Stawiania pytań i odpowiedzi, czym ten seks pachnie i rozróżniania jego aromatów. Oraz pierwszych wyborów, determinowanych tylko i wyłącznie własnymi preferencjami. To także czas eksperymentów, chociaż jeszcze nie do końca sprecyzowanych, czas smakowania nowego, czas wątpliwości, żonglowania potrzebami.
Świadoma trzydziestka, czterdziestka
W połowie drogi do czterdziestki zaczynają się świadome wybory seksualne. Znika wstyd, skrępowanie, do przeszłości odchodzą wcześniejsze zahamowania. Bierze teraz garściami wszystko to, wobec czego miała dawniej obiekcje, ale też potrafi powiedzieć „nie”, gdy któreś z nabytych doświadczeń nie leży w gestii jej potrzeb.
To najlepszy czas do odkrywania intymności, do cieszenia się nią, ale bez popadania w przesadę. Czas życia w seksualnym pędzie, ale i umiejętności zatrzymywania się na przystankach, wyznaczonych wyłącznie własnym znakiem „stop”. Czas cudnych doznań, świadomości tak swojego jak i partnera ciała, chociaż z przewagą ku pierwszemu. Jeszcze za wcześnie na postawę samarytanki, jeszcze własna przyjemność jest tak bardzo istotna i łapie się chwile największej intensyfikacji doznań. Jest chęć eksperymentowania, chodzenia bez bielizny, z dildo, erotycznych rozmów przez telefon, striptizu, nieskrępowanej masturbacji, wizyt w sex-shopach.
M jak menopauza
W czwartą dekadę wchodzi się mniej chętnie niż w trzecią – pojawia się strach o własną seksualność, która choć jeszcze daje do wiwatu, to już nie z taką siłą jak dawniej, a ciało zaczyna się pomalutku pokrywać zmarszczkami i cellulitem. Atrakcyjność fizyczna lekko kuleje, nie, nie jest źle, może troszkę gorzej, choć nadal seks fascynuje. Tylko coraz częściej pojawia się tęsknota za tym, co było i nieważne, że było to takie mało świadome, niedojrzałe...
Kolejne lata do następnej dekady mniej cieszą, więcej martwią. Mają na to ogromny wpływ hormony, coraz mniej buzujące potrzebami, a coraz bardziej leniwe. I bliżej, coraz bliżej, z każdym dniem bliżej do początku okresu menopauzalnego.
Często zdarza się, że na skutek wielkiej dramatycznej determinacji kobieta wpada wtedy w sidła własnych lęków i zaczyna wikłać się w mało rokujące związki, związki-przygody, niekoniecznie wpływające dodatnio tak na jej ciało, jak i psyche.
Żal za uciekającą młodością przemienia się w rozpacz i wtedy chce się zrobić wszystko, aby proces nadchodzącej starości jeszcze na trochę zatrzymać.
Kobiety będące w stałych związkach decydują się na różne romanse albo to ich związkom są one fundowane przez partnerów w kryzysie wieku średniego. Coraz bardziej fizjologicznie sucha pochwa domaga się nawilżenia i to niekoniecznie tylko przez lubrykanty. W pogoni za uciekającą młodością robi się rozrachunek z seksualną przeszłością, pojawia się żal za niewykorzystanymi szansami, złość za popełnione błędy i coraz większa pustka na skutek niewidzialności w oczach mężczyzn.
Jest taki dowcip, który dość dobrze obrazuje tę sytuację. – Dlaczego kobiety po 50-tce nie bawią się w chowanego? Bo nikt ich nie szuka...
Z górki, czyli po 60-tce
Klimakterium to naprawdę trudny czas. Ale nie jest to czas zupełnie stracony dla seksu. Naturalne nawilżanie można zastąpić sztucznym, czasem nawet dobrze się przy tym bawiąc. Niewiernego partnera wymienić na innego, bez pośpiechu korzystać z uroków intymności we dwoje (a może i troje), pokochać własne, naznaczone dojrzałością, ale przez to przecież nie mniej pragnące ciało. W stałej relacji zrozumieć i zadbać o potrzeby partnera, który starzeje się przecież razem z nami. Często bywa tak, że dopiero w późnym wieku metrykalnym odkrywamy erotykę w sposób, na jaki wcześniej brakowało nam odwagi.
A potem to już jest tylko z górki. Seks po 60-tce, a nawet 70-tce chociaż zupełnie inny, spokojniejszy, to zawsze zbliża do siebie partnerów. Nie ma już obaw o pułapki płodności, nie ma wielkich wstydów, strachów, jest za to i chęć i potrzeba bycia blisko, intymnie i radości tak dawania jak i brania, bez przeliczania kto więcej i lepiej.
Seksu rytm
Jest wiele momentów w życiu kobiety, kiedy seks dramatycznie zmienia swój rytm. Ciąża, połóg, utrata dziecka, partnera, bliskich, zdrada, menopauza, a nawet bezrobocie czy drastyczny spadek statusu materialnego lub zawodowego wpływają w ogromny sposób na nasze libido. I nie ma się co temu dziwić, zaprzeczać, a jedynie w trudnych momentach ten całkowicie naturalny stan zaakceptować. I nie przedłużać go ponad miarę, bo seks jest nam do życia niezwykle potrzebny.
W każdym wieku i w każdej relacji.
Kiedy dziewczyna przemienia się w kobietę, jest to na początku tylko metamorfoza zewnętrzna. Ona jeszcze nie wie, a przynajmniej mało wie, stąpa w świecie zmysłów po omacku, jeszcze jej nie ciągnie do eksperymentów, zdaje się w tej kwestii na partnera. Od inicjacji seksualnej do pierwszych świadomych działań mija zazwyczaj sporo czasu.
W połowie drogi do trzydziestki zaczyna orientować się dla kogo i po co wymyślono cały ten seks i próbuje wpasować siebie w różne intymne role. Często kompulsywnie chodzi do łóżka – nie tyle z ochoty rozładowania napięcia, co różnych okoliczności życiowych, które kuszą, a których to pokus młoda kobieta nie umie odróżnić od własnych rzeczywistych potrzeb.
Po przekroczeniu magicznej trzydziestki zaczyna się prawdziwy czas poznawania. Stawiania pytań i odpowiedzi, czym ten seks pachnie i rozróżniania jego aromatów. Oraz pierwszych wyborów, determinowanych tylko i wyłącznie własnymi preferencjami. To także czas eksperymentów, chociaż jeszcze nie do końca sprecyzowanych, czas smakowania nowego, czas wątpliwości, żonglowania potrzebami.
Świadoma trzydziestka, czterdziestka
W połowie drogi do czterdziestki zaczynają się świadome wybory seksualne. Znika wstyd, skrępowanie, do przeszłości odchodzą wcześniejsze zahamowania. Bierze teraz garściami wszystko to, wobec czego miała dawniej obiekcje, ale też potrafi powiedzieć „nie”, gdy któreś z nabytych doświadczeń nie leży w gestii jej potrzeb.
To najlepszy czas do odkrywania intymności, do cieszenia się nią, ale bez popadania w przesadę. Czas życia w seksualnym pędzie, ale i umiejętności zatrzymywania się na przystankach, wyznaczonych wyłącznie własnym znakiem „stop”. Czas cudnych doznań, świadomości tak swojego jak i partnera ciała, chociaż z przewagą ku pierwszemu. Jeszcze za wcześnie na postawę samarytanki, jeszcze własna przyjemność jest tak bardzo istotna i łapie się chwile największej intensyfikacji doznań. Jest chęć eksperymentowania, chodzenia bez bielizny, z dildo, erotycznych rozmów przez telefon, striptizu, nieskrępowanej masturbacji, wizyt w sex-shopach.
M jak menopauza
W czwartą dekadę wchodzi się mniej chętnie niż w trzecią – pojawia się strach o własną seksualność, która choć jeszcze daje do wiwatu, to już nie z taką siłą jak dawniej, a ciało zaczyna się pomalutku pokrywać zmarszczkami i cellulitem. Atrakcyjność fizyczna lekko kuleje, nie, nie jest źle, może troszkę gorzej, choć nadal seks fascynuje. Tylko coraz częściej pojawia się tęsknota za tym, co było i nieważne, że było to takie mało świadome, niedojrzałe...
Kolejne lata do następnej dekady mniej cieszą, więcej martwią. Mają na to ogromny wpływ hormony, coraz mniej buzujące potrzebami, a coraz bardziej leniwe. I bliżej, coraz bliżej, z każdym dniem bliżej do początku okresu menopauzalnego.
Często zdarza się, że na skutek wielkiej dramatycznej determinacji kobieta wpada wtedy w sidła własnych lęków i zaczyna wikłać się w mało rokujące związki, związki-przygody, niekoniecznie wpływające dodatnio tak na jej ciało, jak i psyche.
Żal za uciekającą młodością przemienia się w rozpacz i wtedy chce się zrobić wszystko, aby proces nadchodzącej starości jeszcze na trochę zatrzymać.
Kobiety będące w stałych związkach decydują się na różne romanse albo to ich związkom są one fundowane przez partnerów w kryzysie wieku średniego. Coraz bardziej fizjologicznie sucha pochwa domaga się nawilżenia i to niekoniecznie tylko przez lubrykanty. W pogoni za uciekającą młodością robi się rozrachunek z seksualną przeszłością, pojawia się żal za niewykorzystanymi szansami, złość za popełnione błędy i coraz większa pustka na skutek niewidzialności w oczach mężczyzn.
Jest taki dowcip, który dość dobrze obrazuje tę sytuację. – Dlaczego kobiety po 50-tce nie bawią się w chowanego? Bo nikt ich nie szuka...
Z górki, czyli po 60-tce
Klimakterium to naprawdę trudny czas. Ale nie jest to czas zupełnie stracony dla seksu. Naturalne nawilżanie można zastąpić sztucznym, czasem nawet dobrze się przy tym bawiąc. Niewiernego partnera wymienić na innego, bez pośpiechu korzystać z uroków intymności we dwoje (a może i troje), pokochać własne, naznaczone dojrzałością, ale przez to przecież nie mniej pragnące ciało. W stałej relacji zrozumieć i zadbać o potrzeby partnera, który starzeje się przecież razem z nami. Często bywa tak, że dopiero w późnym wieku metrykalnym odkrywamy erotykę w sposób, na jaki wcześniej brakowało nam odwagi.
A potem to już jest tylko z górki. Seks po 60-tce, a nawet 70-tce chociaż zupełnie inny, spokojniejszy, to zawsze zbliża do siebie partnerów. Nie ma już obaw o pułapki płodności, nie ma wielkich wstydów, strachów, jest za to i chęć i potrzeba bycia blisko, intymnie i radości tak dawania jak i brania, bez przeliczania kto więcej i lepiej.
Seksu rytm
Jest wiele momentów w życiu kobiety, kiedy seks dramatycznie zmienia swój rytm. Ciąża, połóg, utrata dziecka, partnera, bliskich, zdrada, menopauza, a nawet bezrobocie czy drastyczny spadek statusu materialnego lub zawodowego wpływają w ogromny sposób na nasze libido. I nie ma się co temu dziwić, zaprzeczać, a jedynie w trudnych momentach ten całkowicie naturalny stan zaakceptować. I nie przedłużać go ponad miarę, bo seks jest nam do życia niezwykle potrzebny.
W każdym wieku i w każdej relacji.
środa, 15 czerwca 2011
Seks apteczka pierwszej pomocy?!
Dlaczego warto mieć na wakacjach seks-apteczkę?
Czas wakacji to czas romantycznych wieczorów i upojnych nocy. Jeśli jedziesz na wakacje ze swoim mężem, partnerem ale także gdy jedziesz sama i szukasz miłości, nigdy nie wiesz co może się wydarzyć. Jako prawdziwa kobieta powinnaś być przygotowana na wszystko i zawsze.
Przygotuj razem z nami swoją Seks Apteczkę!
Co powinna zawierać Twoja seks-apteczka?
Chusteczki do higieny intymnej
Trzeba przyznać że to jeden z podstawowych produktów, jaki powinnaś mieć na wakacjach. Wielkim plusem chusteczek jest to, że pozwalają Ci się odświeżyć po każdej toalecie. Doskonale odświeżają miejsca intymne, kiedy nie masz możliwości podmycia się, a czujesz, że robi sie gorąco! Ich plusem jest również wygoda użycia.
Nasze propozycje:
• Bella Medica, chusteczki do higieny intymnej, 20 szt, cena: 5,35 PLN
• Lactacyd Femina, chusteczki do higieny intymnej, 20 szt, cena: 10,23 PLN
• Carefree Aloe, chusteczki do higieny intymnej, 20 szt, cena: 9,40 PLN
• Ziaja Med, chusteczki, do higieny intymnej, nawilżające, 10 sasz., cena: 7,30 PLN
Wkładki higieniczne
Dbają o to abyś cały czas miała czysta bieliznę, wchłaniają wydzielinę z pochwy. Masz cały czas uczucie czystości i świeżości.
Nasze propozycje:
• Bella Panty, wkładki graffiti, 22 szt, cena: 4,19 PLN
• Libresse, wkładki, string, 30 szt, cena: 6,47 PLN
• Carefree Flexi Form White, wkładki, 18 szt, cena:6,80 PLN
• Always,wkładki liners normal, 40 szt, cena: 10,00 PLN
Żel lub płyn poślizgowy
Lubrykant lub inaczej żel/płyn intymnie nawilżający doskonale się sprawdza podczas stosunku. Zmniejsza tarcie i uczucie suchości pochwy. Dzięki niemu Twój namiętny seks może być jeszcze przyjemniejszy i bardziej komfortowy!
Nasze propozycje:
• Astroglide Normal, intymny płyn nawilżający, cena: od 17,00 PLN
• Astroglide Glycerin & Paraben Free - intymny płyn nawilżający bez gliceryny i parabenów dla osób ze skłonnością do alergii: cena: od 35,00 PLN
• Durex Play, żel intymny nawilżający, cena: od 16,50 PLN
• K-Y Lubricating Jelly, żel, intymny, cena: od 15,00 PLN
• Penigra Intim, żel nawilżający, cena: od 13,50 PLN
Prezerwatywy
„Umiesz liczyć? Licz na siebie!” To bardzo ważne: zawsze miej przy sobie prezerwatywę. Po pierwsze zabezpieczy Cię przed niechcianą ciążą ale również uchroni przed chorobami przenoszonymi drogą płciową, lepiej dmuchaj na zimne. Chodzi o Twoje bezpieczeństwo i życie. Tu nie ma żartów. Musisz zadbać o to, aby nie dopuścić do sytuacji zbliżenia seksualnego bez zabezpieczenia z dopiero co poznanym kochankiem.
Nasze propozycje:
• Non-latex Prezerwatywa poliuretanowa Pasante Sensiva: cena: 6,00 PLN
• Conamore Mix, prezerwatywy: cena: 8,80 PLN
• Durex Classic, prezerwatywy ze środkiem nawilżającym: cena: 6,50 PLN
• Unimil Contact, prezerwatywy super cienkie, cena: 6,40 PLN
• Rosetex Classic, prezerwatywa, gładka ze zbiorniczkiem, cena: 3,06 PLN
Dla osób w stałym związku lub lubiących eksperymentować:
• Prezerwatywy Funny Condoms: cena: 9,00 PLN
• Prezerwatywy Pasante Mixed Flavours wielosmakowe: 13,00 PLN
Feromony
Chcesz złowić swojego wymarzonego samca? Użyj feromonów, a zobaczysz, jakie to banalnie proste. Seksowny dekolt i … piękna bielizna stworzą niepowtarzalną mieszankę Twojego wyglądu i feromonów. Pomagaj sobie, jeśli nadarzy się taka okazja lub po prostu najdzie Cię ochota!
Nasze propozycje:
• Perfumy z feromonami Miyoshi Miyagi męskie w wersji zapachowej oraz bezzapachowej (można łączyć je ze swoimi ulubionymi perfumami bez utraty zapachu) cena: 53,00 PLN
• Damskie Miyoshi Miyagi w wersji zapachowej oraz bezzapachowej (można łączyć je ze swoimi ulubionymi perfumami bez utraty zapachu) cena: 53,00 PLN
• Perfumy Pherluxe 20 ml wersja wieczorowa cena: 61,00 PLN
Afrodyzjak
Jesteś w trakcie i chcesz doprowadzić go do seksualnego szaleństwa? A może również siebie? W sprzedaży jest wiele afrodyzjaków, które zaniosą Was na szczyty rozkoszy! Na przykład, hiszpańska mucha. Wystarczy wyjąć z torebki malutką buteleczkę, dodać sobie i kochankowi do napoju parę kropli tego boskiego płynu i bawić się do rana w dzikim szale namiętności!
Nasze propozycje:
• Chinese Schisandra 50ml krople stymulujące pożądanie cena: 44,00 PLN
• Drop Sex krople miłości do rozcięczania w płynie: cena 33,00 PLN
• Hiszpańska Mucha Extra 30 ml silny afrodyzjak: cena 33,00 PLN
• Sex-O-Formula 15 ml silny napój miłości: cena 34,00 PLN
Pamiętaj, że liczy się przede wszystkim Twoje bezpieczeństwo. Pamiętaj, że chwila zapomnienia może kosztować Cię całe życie, szalej, ale z głową.
My życzymy Ci miłej zabawy i gorących, namiętnych wakacyjnych wspomnień!
Czas wakacji to czas romantycznych wieczorów i upojnych nocy. Jeśli jedziesz na wakacje ze swoim mężem, partnerem ale także gdy jedziesz sama i szukasz miłości, nigdy nie wiesz co może się wydarzyć. Jako prawdziwa kobieta powinnaś być przygotowana na wszystko i zawsze.
Przygotuj razem z nami swoją Seks Apteczkę!
Co powinna zawierać Twoja seks-apteczka?
Chusteczki do higieny intymnej
Trzeba przyznać że to jeden z podstawowych produktów, jaki powinnaś mieć na wakacjach. Wielkim plusem chusteczek jest to, że pozwalają Ci się odświeżyć po każdej toalecie. Doskonale odświeżają miejsca intymne, kiedy nie masz możliwości podmycia się, a czujesz, że robi sie gorąco! Ich plusem jest również wygoda użycia.
Nasze propozycje:
• Bella Medica, chusteczki do higieny intymnej, 20 szt, cena: 5,35 PLN
• Lactacyd Femina, chusteczki do higieny intymnej, 20 szt, cena: 10,23 PLN
• Carefree Aloe, chusteczki do higieny intymnej, 20 szt, cena: 9,40 PLN
• Ziaja Med, chusteczki, do higieny intymnej, nawilżające, 10 sasz., cena: 7,30 PLN
Wkładki higieniczne
Dbają o to abyś cały czas miała czysta bieliznę, wchłaniają wydzielinę z pochwy. Masz cały czas uczucie czystości i świeżości.
Nasze propozycje:
• Bella Panty, wkładki graffiti, 22 szt, cena: 4,19 PLN
• Libresse, wkładki, string, 30 szt, cena: 6,47 PLN
• Carefree Flexi Form White, wkładki, 18 szt, cena:6,80 PLN
• Always,wkładki liners normal, 40 szt, cena: 10,00 PLN
Żel lub płyn poślizgowy
Lubrykant lub inaczej żel/płyn intymnie nawilżający doskonale się sprawdza podczas stosunku. Zmniejsza tarcie i uczucie suchości pochwy. Dzięki niemu Twój namiętny seks może być jeszcze przyjemniejszy i bardziej komfortowy!
Nasze propozycje:
• Astroglide Normal, intymny płyn nawilżający, cena: od 17,00 PLN
• Astroglide Glycerin & Paraben Free - intymny płyn nawilżający bez gliceryny i parabenów dla osób ze skłonnością do alergii: cena: od 35,00 PLN
• Durex Play, żel intymny nawilżający, cena: od 16,50 PLN
• K-Y Lubricating Jelly, żel, intymny, cena: od 15,00 PLN
• Penigra Intim, żel nawilżający, cena: od 13,50 PLN
Prezerwatywy
„Umiesz liczyć? Licz na siebie!” To bardzo ważne: zawsze miej przy sobie prezerwatywę. Po pierwsze zabezpieczy Cię przed niechcianą ciążą ale również uchroni przed chorobami przenoszonymi drogą płciową, lepiej dmuchaj na zimne. Chodzi o Twoje bezpieczeństwo i życie. Tu nie ma żartów. Musisz zadbać o to, aby nie dopuścić do sytuacji zbliżenia seksualnego bez zabezpieczenia z dopiero co poznanym kochankiem.
Nasze propozycje:
• Non-latex Prezerwatywa poliuretanowa Pasante Sensiva: cena: 6,00 PLN
• Conamore Mix, prezerwatywy: cena: 8,80 PLN
• Durex Classic, prezerwatywy ze środkiem nawilżającym: cena: 6,50 PLN
• Unimil Contact, prezerwatywy super cienkie, cena: 6,40 PLN
• Rosetex Classic, prezerwatywa, gładka ze zbiorniczkiem, cena: 3,06 PLN
Dla osób w stałym związku lub lubiących eksperymentować:
• Prezerwatywy Funny Condoms: cena: 9,00 PLN
• Prezerwatywy Pasante Mixed Flavours wielosmakowe: 13,00 PLN
Feromony
Chcesz złowić swojego wymarzonego samca? Użyj feromonów, a zobaczysz, jakie to banalnie proste. Seksowny dekolt i … piękna bielizna stworzą niepowtarzalną mieszankę Twojego wyglądu i feromonów. Pomagaj sobie, jeśli nadarzy się taka okazja lub po prostu najdzie Cię ochota!
Nasze propozycje:
• Perfumy z feromonami Miyoshi Miyagi męskie w wersji zapachowej oraz bezzapachowej (można łączyć je ze swoimi ulubionymi perfumami bez utraty zapachu) cena: 53,00 PLN
• Damskie Miyoshi Miyagi w wersji zapachowej oraz bezzapachowej (można łączyć je ze swoimi ulubionymi perfumami bez utraty zapachu) cena: 53,00 PLN
• Perfumy Pherluxe 20 ml wersja wieczorowa cena: 61,00 PLN
Afrodyzjak
Jesteś w trakcie i chcesz doprowadzić go do seksualnego szaleństwa? A może również siebie? W sprzedaży jest wiele afrodyzjaków, które zaniosą Was na szczyty rozkoszy! Na przykład, hiszpańska mucha. Wystarczy wyjąć z torebki malutką buteleczkę, dodać sobie i kochankowi do napoju parę kropli tego boskiego płynu i bawić się do rana w dzikim szale namiętności!
Nasze propozycje:
• Chinese Schisandra 50ml krople stymulujące pożądanie cena: 44,00 PLN
• Drop Sex krople miłości do rozcięczania w płynie: cena 33,00 PLN
• Hiszpańska Mucha Extra 30 ml silny afrodyzjak: cena 33,00 PLN
• Sex-O-Formula 15 ml silny napój miłości: cena 34,00 PLN
Pamiętaj, że liczy się przede wszystkim Twoje bezpieczeństwo. Pamiętaj, że chwila zapomnienia może kosztować Cię całe życie, szalej, ale z głową.
My życzymy Ci miłej zabawy i gorących, namiętnych wakacyjnych wspomnień!
poniedziałek, 13 czerwca 2011
Delikatne pieszczoty czy wyuzdany seks?
A czy jedno musi wykluczać drugie...? Seks to taka wspaniała sfera, w której brak ograniczeń działa tylko na jej korzyść. Warunek udanego pożycia jest jeden: oboje partnerzy muszą być jednomyślni w tym, czego, kiedy, gdzie i jak chcą. Poza tym – wszystkiego do woli, i pod względem ilości i jakości.
Stereotypem jest twierdzenie, że kochanek romantyczny i delikatny to prawdziwy skarb dla kobiety. Owszem, z pewnością istnieją mimozy, którym mocniejszy dotyk sprawia ból i które chcą być tylko samymi koniuszkami palców pieszczone. I odwrotnie, równie duża rzesza kobiet deklaruje, że płomień pożądania wzbudzić w nich może tylko kochanek dziki i nieokiełznany.
Tyle, że najczęściej w praktyce okazuje się, że jakkolwiek mamy pewne preferencje co do technik kochania, to jednak człowiek istotą zmienną jest i to, co podniecało wczoraj, dziś może przyprawić o, najdelikatniej mówiąc, zgrzytanie zębami.
Monotonia zabija pożądanie. Niezwykła delikatność kochanka powtarzana co noc może nam się po czasie zacząć odbijać czkawką. Tak samo zresztą jak codzienna akrobatyka z użyciem przeróżnych erotycznych gadżetów. Może się zdarzyć, że właśnie odstawienie gadżetów na jedną czy drugą noc wprowadzi powiew świeżości w wasze życie erotyczne.
Mechanizm podniecenia
Czy długa gra wstępna jest zawsze konieczna? Nie jest. Czasem potrzebujemy bardzo silnych bodźców, już teraz, natychmiast, żeby zdążyć prosto do celu. Wtedy dzikus w łóżku bardzo nam się przyda. Bezpruderyjny, z szaloną fantazją, ocierającą się wręcz o pornografię lub jak kto woli – atawizm. Taki, co to nie pyta cię o zdanie, zakładając z góry, że jesteś jak on – żądna przygód, wyzwolona, śmiała i uważasz, że seks ma służyć wszystkim zmysłom.
Mechanizm podniecenia nie zna zasad. Mimo to najczęściej wdrażamy je, zaczynając od pieszczot lekkich, delikatnych, które stopniowo wzmagają na sile, przygotowując nas tym samym do gorętszej akcji miłosnej.
To normalna, powszechna droga, chociaż nie przez wszystkich uczęszczana. I bardzo dobrze! Nudno byłoby, gdybyśmy wszyscy byli tacy sami, mieli identyczne potrzeby i za każdym razem w jednaki sposób je realizowali.
Wyuzdanie albo dzikość zmysłów
I tak pewna nieprzewidywalność ruchów partnera, chociaż w życiu może być uciążliwa, w seksie zazwyczaj dobrze się sprawdza. Bo kiedy wydaje ci się, że on teraz przystąpi do obdarzania pieszczotami twojej szyi, a tymczasem usta kieruje w zupełnie odległy rejon ciała – to wtedy jest niespodzianka, prawda?
Gorzej, gdy niespodzianka przestaje być miła, bo on lub ona (nikt nie powiedział przecież, że inwencja jest tylko domeną mężczyzn albo że inicjatywa leży tylko w ich rękach) chcą po prostu inaczej: delikatniej, czulej, z większą troską. Gros ludzi wciąż negatywnie odbiera dzikość w seksie, a samo słowo „wyuzdanie” ma dość pejoratywne konotacje.
Tymczasem czymże ono jest w istocie? Czy jak w słownikach mieści się jedynie w zakresie nadużywania swobody seksualnej? Czy można nadużywać swobody w ogóle, w relacji dwojga kochanków, pamiętając o tym, że zgoda na jakiekolwiek poczynania musi być obopólna?
Ale kiedy zamienimy wyuzdanie na nieskrępowaną radość w obcowaniu z ciałem drugiego człowieka, co oznacza właściwie to samo, to w zupełnie innym świetle zobaczymy ten cały nasz wspaniały, nieokiełznany i nieznający reguł seks.
Stereotypem jest twierdzenie, że kochanek romantyczny i delikatny to prawdziwy skarb dla kobiety. Owszem, z pewnością istnieją mimozy, którym mocniejszy dotyk sprawia ból i które chcą być tylko samymi koniuszkami palców pieszczone. I odwrotnie, równie duża rzesza kobiet deklaruje, że płomień pożądania wzbudzić w nich może tylko kochanek dziki i nieokiełznany.
Tyle, że najczęściej w praktyce okazuje się, że jakkolwiek mamy pewne preferencje co do technik kochania, to jednak człowiek istotą zmienną jest i to, co podniecało wczoraj, dziś może przyprawić o, najdelikatniej mówiąc, zgrzytanie zębami.
Monotonia zabija pożądanie. Niezwykła delikatność kochanka powtarzana co noc może nam się po czasie zacząć odbijać czkawką. Tak samo zresztą jak codzienna akrobatyka z użyciem przeróżnych erotycznych gadżetów. Może się zdarzyć, że właśnie odstawienie gadżetów na jedną czy drugą noc wprowadzi powiew świeżości w wasze życie erotyczne.
Mechanizm podniecenia
Czy długa gra wstępna jest zawsze konieczna? Nie jest. Czasem potrzebujemy bardzo silnych bodźców, już teraz, natychmiast, żeby zdążyć prosto do celu. Wtedy dzikus w łóżku bardzo nam się przyda. Bezpruderyjny, z szaloną fantazją, ocierającą się wręcz o pornografię lub jak kto woli – atawizm. Taki, co to nie pyta cię o zdanie, zakładając z góry, że jesteś jak on – żądna przygód, wyzwolona, śmiała i uważasz, że seks ma służyć wszystkim zmysłom.
Mechanizm podniecenia nie zna zasad. Mimo to najczęściej wdrażamy je, zaczynając od pieszczot lekkich, delikatnych, które stopniowo wzmagają na sile, przygotowując nas tym samym do gorętszej akcji miłosnej.
To normalna, powszechna droga, chociaż nie przez wszystkich uczęszczana. I bardzo dobrze! Nudno byłoby, gdybyśmy wszyscy byli tacy sami, mieli identyczne potrzeby i za każdym razem w jednaki sposób je realizowali.
Wyuzdanie albo dzikość zmysłów
I tak pewna nieprzewidywalność ruchów partnera, chociaż w życiu może być uciążliwa, w seksie zazwyczaj dobrze się sprawdza. Bo kiedy wydaje ci się, że on teraz przystąpi do obdarzania pieszczotami twojej szyi, a tymczasem usta kieruje w zupełnie odległy rejon ciała – to wtedy jest niespodzianka, prawda?
Gorzej, gdy niespodzianka przestaje być miła, bo on lub ona (nikt nie powiedział przecież, że inwencja jest tylko domeną mężczyzn albo że inicjatywa leży tylko w ich rękach) chcą po prostu inaczej: delikatniej, czulej, z większą troską. Gros ludzi wciąż negatywnie odbiera dzikość w seksie, a samo słowo „wyuzdanie” ma dość pejoratywne konotacje.
Tymczasem czymże ono jest w istocie? Czy jak w słownikach mieści się jedynie w zakresie nadużywania swobody seksualnej? Czy można nadużywać swobody w ogóle, w relacji dwojga kochanków, pamiętając o tym, że zgoda na jakiekolwiek poczynania musi być obopólna?
Ale kiedy zamienimy wyuzdanie na nieskrępowaną radość w obcowaniu z ciałem drugiego człowieka, co oznacza właściwie to samo, to w zupełnie innym świetle zobaczymy ten cały nasz wspaniały, nieokiełznany i nieznający reguł seks.
Seks analny – rady dla początkujących
Kojarzony z bólem, nieczystością i homoseksualnymi preferencjami, seks analny może być intrygującym i ekstatycznym wręcz przeżyciem dla heteroseksualnych partnerów. Pod warunkiem, że odbędzie się za zgodą obojga kochanków, wcześniej odpowiednio do tego przygotowanych.
Najczęściej kobiety na wieść o seksie analnym wydymają usta, kręcąc z niesmakiem głową i deklarując, że one nigdy by się na „coś takiego” nie zgodziły. Że to chory wymysł facetów, a poza tym „to miejsce” do czego innego zgoła służy. Z takim nastawieniem równie dobrze można uprawiać seks w celu samej prokreacji i w każdym innym przypadku (czytaj – pożądaniu) zaciskać kurczowo nogi, bo przecież nie wypada, nie powinno się, nie można...
Tymczasem seks analny to po prostu inny, nowy odcień zbliżenia. Z pewnością, jeśli nie miałaś z nim dotąd do czynienia, powinnaś przed praktyką nabyć trochę wiedzy w zakresie teorii.
Kilka słów teorii
Po pierwsze więc, zdrowie. Odbytnicę charakteryzuje znacznie bardziej delikatny nabłonek niż w przypadku pochwy. Zdarzającym się uszkodzeniom naczyń krwionośnych można zapobiec stosując prezerwatywę ze środkiem nawilżającym.
Po drugie – higiena. Opróżniona z mas kałowych odbytnica jest pusta, a penis rzadko sięga aż tak daleko. Oczywiście, dla szczególnie ostrożnych, lękliwych oraz pedantycznych osób istnieje rozwiązanie w postaci wcześniejszej lewatywy. Nie jest ono jednak niezbędne, po prostu wystarczy dokładnie się umyć.
Po trzecie – wprowadzenie do seksu analnego. Zawsze powinno poprzedzać je silne podniecenie, a dodatkowo warto najpierw rozpocząć stymulację palpacyjną, bo palec jest zwyczajnie mniejszy i węższy niż penis.
Konieczne lubrykanty
Pieszczoty analne to w ogóle najlepszy wstęp do miłości greckiej. Przede wszystkim pozwalają się zorientować, czy taka forma dotyku jest dla nas przyjemna. Stymulację odbytu można rozpocząć od delikatnych ruchów dłoni, masowania pośladków i przechodzić coraz dalej. Trzeba pamiętać o nawilżeniu – tu świetnie nadają się wszelkie lubrykanty, tak naturalne (ślina, śluz) jak i sztuczne.
Warto również tak długo przedłużać pieszczoty analne, aż odbyt przyzwyczai się do stymulacji i można już będzie spróbować samego zbliżenia.
Co ważne, po wyjęciu członka z odbytu absolutnie nie wolno wprowadzać go, bez uprzedniego umycia, do pochwy! Grozi to infekcjami bakteryjnymi, zakażeniami.
Mężczyzna też ma odbyt
Seks analny w heteroseksualnym związku nie musi być jednostronny. Wielu mężczyzn lubi być pieszczonych w ten sposób, ale często strach przed konotacjami związanymi z miłością grecką, nie powala im na realizację pragnień. Jeśli więc czujesz, domyślasz się, że twój partner również miałby ochotę na stymulację odbytu, po prostu mu to zaproponuj. U mężczyzn wiąże się to dodatkowo z masażem prostaty, co bywa doznaniem niezwykle przyjemnym i zbawiennym zdrowotnie.
Czasem zdarza się, że po pierwszej penetracji analnej odczuwany jest dyskomfort, nawet lekki ból. Warto wtedy zrobić kilkudniową przerwę.
Bywa i tak, że stymulacja odbytu nie przynosi nam żadnej satysfakcji. Wtedy nie należy się do niej zmuszać, tylko kontynuować tradycyjny seks. Pamiętajmy jednak, że i w seksie potrzeby się zmieniają i to co przed laty wydawało nam się dziwne, trudne i niemożliwe do realizacji, po pewnym czasie może zyskać zupełnie nowe oblicze.
Nie zamykać się na nowe doświadczenia – oto klucz do radosnego korzystania z uroków sfery intymnej.
Najczęściej kobiety na wieść o seksie analnym wydymają usta, kręcąc z niesmakiem głową i deklarując, że one nigdy by się na „coś takiego” nie zgodziły. Że to chory wymysł facetów, a poza tym „to miejsce” do czego innego zgoła służy. Z takim nastawieniem równie dobrze można uprawiać seks w celu samej prokreacji i w każdym innym przypadku (czytaj – pożądaniu) zaciskać kurczowo nogi, bo przecież nie wypada, nie powinno się, nie można...
Tymczasem seks analny to po prostu inny, nowy odcień zbliżenia. Z pewnością, jeśli nie miałaś z nim dotąd do czynienia, powinnaś przed praktyką nabyć trochę wiedzy w zakresie teorii.
Kilka słów teorii
Po pierwsze więc, zdrowie. Odbytnicę charakteryzuje znacznie bardziej delikatny nabłonek niż w przypadku pochwy. Zdarzającym się uszkodzeniom naczyń krwionośnych można zapobiec stosując prezerwatywę ze środkiem nawilżającym.
Po drugie – higiena. Opróżniona z mas kałowych odbytnica jest pusta, a penis rzadko sięga aż tak daleko. Oczywiście, dla szczególnie ostrożnych, lękliwych oraz pedantycznych osób istnieje rozwiązanie w postaci wcześniejszej lewatywy. Nie jest ono jednak niezbędne, po prostu wystarczy dokładnie się umyć.
Po trzecie – wprowadzenie do seksu analnego. Zawsze powinno poprzedzać je silne podniecenie, a dodatkowo warto najpierw rozpocząć stymulację palpacyjną, bo palec jest zwyczajnie mniejszy i węższy niż penis.
Konieczne lubrykanty
Pieszczoty analne to w ogóle najlepszy wstęp do miłości greckiej. Przede wszystkim pozwalają się zorientować, czy taka forma dotyku jest dla nas przyjemna. Stymulację odbytu można rozpocząć od delikatnych ruchów dłoni, masowania pośladków i przechodzić coraz dalej. Trzeba pamiętać o nawilżeniu – tu świetnie nadają się wszelkie lubrykanty, tak naturalne (ślina, śluz) jak i sztuczne.
Warto również tak długo przedłużać pieszczoty analne, aż odbyt przyzwyczai się do stymulacji i można już będzie spróbować samego zbliżenia.
Co ważne, po wyjęciu członka z odbytu absolutnie nie wolno wprowadzać go, bez uprzedniego umycia, do pochwy! Grozi to infekcjami bakteryjnymi, zakażeniami.
Mężczyzna też ma odbyt
Seks analny w heteroseksualnym związku nie musi być jednostronny. Wielu mężczyzn lubi być pieszczonych w ten sposób, ale często strach przed konotacjami związanymi z miłością grecką, nie powala im na realizację pragnień. Jeśli więc czujesz, domyślasz się, że twój partner również miałby ochotę na stymulację odbytu, po prostu mu to zaproponuj. U mężczyzn wiąże się to dodatkowo z masażem prostaty, co bywa doznaniem niezwykle przyjemnym i zbawiennym zdrowotnie.
Czasem zdarza się, że po pierwszej penetracji analnej odczuwany jest dyskomfort, nawet lekki ból. Warto wtedy zrobić kilkudniową przerwę.
Bywa i tak, że stymulacja odbytu nie przynosi nam żadnej satysfakcji. Wtedy nie należy się do niej zmuszać, tylko kontynuować tradycyjny seks. Pamiętajmy jednak, że i w seksie potrzeby się zmieniają i to co przed laty wydawało nam się dziwne, trudne i niemożliwe do realizacji, po pewnym czasie może zyskać zupełnie nowe oblicze.
Nie zamykać się na nowe doświadczenia – oto klucz do radosnego korzystania z uroków sfery intymnej.
Wszędzie, byle nie w łóżku!
Wieczorem, w świeżej pościeli, przy zgaszonym świetle – może to i dobry klimat do kochania, ale też wyjątkowo monotonny, jeśli powtarzany jest codziennie. Odmiana w seksie jeszcze nikomu nie zaszkodziła. I spokojnie – wcale nie musicie wyprowadzać się z własnego domu czy zaopatrywać w coraz to nowsze akcesoria – czasem wystarczy tylko zmienić pomieszczenie...
Kto powiedział, że do miłości służy wyłącznie łóżko? Chyba ten, kto nigdy nie próbował znaleźć się z partnerem poza nim. Ono, choć w istocie wygodne, czasem wcale nie sprzyja pożądaniu. Kojarzy się z ciepłem i... snem. Za to taka podłoga na przykład – za twarda do spania, ale jakże dobra do miłosnych harców! Albo kuchenny blat, na którym zwykle przyrządzasz posiłki, a o który oparta możesz także przyjmować bodźce płynące nie tylko z kulinarnych zapachów i smaków...
Jakby kochali się po raz pierwszy w życiu
Agnieszka i Piotr są parą z ponad 10-letnim stażem. Mają dwójkę dzieci w wieku wczesnoszkolnym, mieszkają w trzypokojowym mieszkaniu. Zawsze kochali się już po zaśnięciu pociech, w spokoju i ciemności własnej sypialni. Jak przykładne, mieszczańskie małżeństwo.
Któregoś popołudnia, gdy dzieci były poza domem, Piotr zaszedł od tyłu przygotowującą obiad żonę. Co robisz, opędzała się przez chwilę, zanim spasowała, bo to co wyczyniał jej mąż, było naprawdę bardzo przyjemne... Nie wiedziała nawet, że po tylu latach wspólnego pożycia może na niego jeszcze tak reagować! Potem, z lekkim rumieńcem podciągając spódnicę, zastanowiła się nawet, czy nie było to najprzyjemniejsze z doznań, jakich w ogóle doświadczyła. Nie było dane długo jej nad tym myśleć, bo jeszcze tego samego dnia, gdy dokonywała wieczornych ablucji, do łazienki wkroczył Piotr. I bynajmniej nie po to, żeby skorzystać z toalety... Usiadł na sedesie i pociągnął żonę ku sobie. Tańczyła mu na kolanach tak długo, aż zupełnie opadła z sił. Wtedy przenieśli się pod prysznic i w strugach płynącej letniej wody kochali się, jakby nie istniał cały świat...
Jak opętani
A potem to już wszędzie to robili. W gościnnym na stole, na podłodze w pokoju dziecinnym, oparci o szafę w hallu, nawet na strychu podczas wieszania mokrej pościeli. Do dziś przyznają, że gdy za pierwszym impulsem poszły kolejne, od tamtej pory przestali tak kurczowo trzymać się tylko jednego łóżka w sypialni. Odmłodnieli, znów poczuli się dla siebie podniecający, zaczęli nawet myśleć nad przeniesieniem wrażeń poza własny dom.
Stół nie służy tylko do jedzenia...
Okazuje się, że domowe sprzęty niejedno mają znaczenie. Stół może służyć tak samo dobrze do spożywania posiłków jak i konsumpcji miłości. Łazienka nie musi być wykorzystywana jedynie w celach higieny, a wprost na dywanie można pokusić się o więcej pozycji, które daje choć miłe, to jednak dosyć labilne (i skrzypiące) czasami łóżko.
A Agnieszka zaczęła chodzić po domu bez majtek. Mówi, że nigdy nie wiadomo co, gdzie i kiedy się zdarzy...
Bo najważniejsze to nie dać się rutynie. I znaleźć sobie takie miejsca i takie pozycje, które odmienią stabilizację w seksie, bo tu akurat jest ona najmniej potrzebna. A im więcej takich miejsc i im więcej będzie w nas fantazji, by z rzeczy użytkowych uczynić mniej codzienne, tym fetysz miejsca silniejszym się stanie i wzbogaci nas na dobre i trwale.
Kto powiedział, że do miłości służy wyłącznie łóżko? Chyba ten, kto nigdy nie próbował znaleźć się z partnerem poza nim. Ono, choć w istocie wygodne, czasem wcale nie sprzyja pożądaniu. Kojarzy się z ciepłem i... snem. Za to taka podłoga na przykład – za twarda do spania, ale jakże dobra do miłosnych harców! Albo kuchenny blat, na którym zwykle przyrządzasz posiłki, a o który oparta możesz także przyjmować bodźce płynące nie tylko z kulinarnych zapachów i smaków...
Jakby kochali się po raz pierwszy w życiu
Agnieszka i Piotr są parą z ponad 10-letnim stażem. Mają dwójkę dzieci w wieku wczesnoszkolnym, mieszkają w trzypokojowym mieszkaniu. Zawsze kochali się już po zaśnięciu pociech, w spokoju i ciemności własnej sypialni. Jak przykładne, mieszczańskie małżeństwo.
Któregoś popołudnia, gdy dzieci były poza domem, Piotr zaszedł od tyłu przygotowującą obiad żonę. Co robisz, opędzała się przez chwilę, zanim spasowała, bo to co wyczyniał jej mąż, było naprawdę bardzo przyjemne... Nie wiedziała nawet, że po tylu latach wspólnego pożycia może na niego jeszcze tak reagować! Potem, z lekkim rumieńcem podciągając spódnicę, zastanowiła się nawet, czy nie było to najprzyjemniejsze z doznań, jakich w ogóle doświadczyła. Nie było dane długo jej nad tym myśleć, bo jeszcze tego samego dnia, gdy dokonywała wieczornych ablucji, do łazienki wkroczył Piotr. I bynajmniej nie po to, żeby skorzystać z toalety... Usiadł na sedesie i pociągnął żonę ku sobie. Tańczyła mu na kolanach tak długo, aż zupełnie opadła z sił. Wtedy przenieśli się pod prysznic i w strugach płynącej letniej wody kochali się, jakby nie istniał cały świat...
Jak opętani
A potem to już wszędzie to robili. W gościnnym na stole, na podłodze w pokoju dziecinnym, oparci o szafę w hallu, nawet na strychu podczas wieszania mokrej pościeli. Do dziś przyznają, że gdy za pierwszym impulsem poszły kolejne, od tamtej pory przestali tak kurczowo trzymać się tylko jednego łóżka w sypialni. Odmłodnieli, znów poczuli się dla siebie podniecający, zaczęli nawet myśleć nad przeniesieniem wrażeń poza własny dom.
Stół nie służy tylko do jedzenia...
Okazuje się, że domowe sprzęty niejedno mają znaczenie. Stół może służyć tak samo dobrze do spożywania posiłków jak i konsumpcji miłości. Łazienka nie musi być wykorzystywana jedynie w celach higieny, a wprost na dywanie można pokusić się o więcej pozycji, które daje choć miłe, to jednak dosyć labilne (i skrzypiące) czasami łóżko.
A Agnieszka zaczęła chodzić po domu bez majtek. Mówi, że nigdy nie wiadomo co, gdzie i kiedy się zdarzy...
Bo najważniejsze to nie dać się rutynie. I znaleźć sobie takie miejsca i takie pozycje, które odmienią stabilizację w seksie, bo tu akurat jest ona najmniej potrzebna. A im więcej takich miejsc i im więcej będzie w nas fantazji, by z rzeczy użytkowych uczynić mniej codzienne, tym fetysz miejsca silniejszym się stanie i wzbogaci nas na dobre i trwale.
Gotowy, start i... falstart...
Dla mężczyzny to często duży problem, choć kobiety na przedwczesny wytrysk partnera patrzą nieco inaczej. To dla nich przede wszystkim znak, jak bardzo są podniecające – tak bardzo, że wystarczy moment ledwie, aby jego doprowadzić do wrzenia. Gorzej, gdy ta sytuacja staje się powszedniością, bo wtedy ani on ani ona nie czują się już pewnie i dobrze...
Powody przedwczesnego wytrysku mogą być różne, dyktowane zarówno czynnikami fizykalnymi (cukrzyca, schorzenia neurologiczne, stany zapalne cewki moczowej, nadwrażliwość żołędzi członka) jak i emocjonalnymi (długofalowa masturbacja, brak kontaktów płciowych, zadaniowe podejście do seksu, pośpieszny seks stawiający na ilość a nie jakość). Bardzo ważne jest, aby je odkryć, bowiem wtedy mamy szansę na zmniejszenie problemu bądź jego całkowitą eliminację.
Chłopcy i samotni
Przedwczesny wytrysk najczęściej towarzyszy chłopcom rozpoczynającym współżycie. Brak im swobody w obcowaniu z kobiecym ciałem i każdy silniejszy bodziec od razu prowadzi do spełnienia. Bardzo podobnie reagują mężczyźni niemający od dłuższego czasu partnerki, a także ci, którzy przyzwyczaili się do rozładowywania napięcia seksualnego poprzez masturbację.
Lęk przed kobietą
Osobną grupę stanowią panowie, którym towarzyszy lęk przed kobietami. Słabo znają kobiecą psychikę i najczęściej albo uciekają w szybki orgazm przed (dłuższym) zbliżeniem albo też podchodzą do seksu zadaniowo, chcąc przede wszystkim zaspokoić partnerkę. Im partnerka jest bardziej wymagająca, tym własne podniecenie trudniej jest im utrzymać na wodzy i gdzieś przy okazji pieszczot jej ciała, puszczają hamulce i staje się, co nieuniknione...
Wyczynowcy na krótkie dystanse
Problem mają także ci, którzy w seksie postawili na jego ilość, nieprzechodzącą w jakość. Szybkie numerki, które stają się codziennym menu, z reguły rzeczy prowadzą do szybkiego wybuchu. Tu nie ma miejsca ani na długą grę wstępną, ani smakowanie ciała partnerki. Ledwo zaczyna się bieg, a już trzeba stawić się na mecie. I po czasie okazuje się, że na dłuższych dystansach wyczynowcy kompletnie wysiadają.
Empatia oraz Masters and Johnson
Jak poradzić sobie z przedwczesnym wytryskiem? Zakładając, że mężczyzna nie ulega potrzebie nadmiernej masturbacji, najlepiej na początku dać się mu wyzwolić z podniecenia. Po pewnym czasie przy kolejnej erekcji zbliżenie na pewno potrwa dłużej niż za pierwszym razem.
Dobrym pomysłem jest także stosowanie metody Mastersa and Johnsona, polegającej na kilkusekundowym uciskaniu żołędzi, co opóźnia ejakulację. Po chwili można kontynuować współżycie. W ogóle dobrze jest w takiej sytuacji robić przerwy w grze miłosnej, widząc oznaki zbliżającego się orgazmu. Takie pauzy skutecznie wydłużają stosunek, choć początkowo mogą wydawać się frustrujące. Znacznie mniej jednak niż frustracje wynikające z za krótkiego obcowania z mężczyzną.
Empatyczna, troskliwa partnerka powinna być lekiem na całe zło spowodowane falstartem, ale gdy wyrozumiałość i palpacyjne techniki nie pomogą, zawsze można jeszcze sięgnąć po farmaceutyki: leki o miejscowym działaniu znieczulającym czy viagrę. Czasem pomaga zwykła prezerwatywa, która osłabia doznania.
Powody przedwczesnego wytrysku mogą być różne, dyktowane zarówno czynnikami fizykalnymi (cukrzyca, schorzenia neurologiczne, stany zapalne cewki moczowej, nadwrażliwość żołędzi członka) jak i emocjonalnymi (długofalowa masturbacja, brak kontaktów płciowych, zadaniowe podejście do seksu, pośpieszny seks stawiający na ilość a nie jakość). Bardzo ważne jest, aby je odkryć, bowiem wtedy mamy szansę na zmniejszenie problemu bądź jego całkowitą eliminację.
Chłopcy i samotni
Przedwczesny wytrysk najczęściej towarzyszy chłopcom rozpoczynającym współżycie. Brak im swobody w obcowaniu z kobiecym ciałem i każdy silniejszy bodziec od razu prowadzi do spełnienia. Bardzo podobnie reagują mężczyźni niemający od dłuższego czasu partnerki, a także ci, którzy przyzwyczaili się do rozładowywania napięcia seksualnego poprzez masturbację.
Lęk przed kobietą
Osobną grupę stanowią panowie, którym towarzyszy lęk przed kobietami. Słabo znają kobiecą psychikę i najczęściej albo uciekają w szybki orgazm przed (dłuższym) zbliżeniem albo też podchodzą do seksu zadaniowo, chcąc przede wszystkim zaspokoić partnerkę. Im partnerka jest bardziej wymagająca, tym własne podniecenie trudniej jest im utrzymać na wodzy i gdzieś przy okazji pieszczot jej ciała, puszczają hamulce i staje się, co nieuniknione...
Wyczynowcy na krótkie dystanse
Problem mają także ci, którzy w seksie postawili na jego ilość, nieprzechodzącą w jakość. Szybkie numerki, które stają się codziennym menu, z reguły rzeczy prowadzą do szybkiego wybuchu. Tu nie ma miejsca ani na długą grę wstępną, ani smakowanie ciała partnerki. Ledwo zaczyna się bieg, a już trzeba stawić się na mecie. I po czasie okazuje się, że na dłuższych dystansach wyczynowcy kompletnie wysiadają.
Empatia oraz Masters and Johnson
Jak poradzić sobie z przedwczesnym wytryskiem? Zakładając, że mężczyzna nie ulega potrzebie nadmiernej masturbacji, najlepiej na początku dać się mu wyzwolić z podniecenia. Po pewnym czasie przy kolejnej erekcji zbliżenie na pewno potrwa dłużej niż za pierwszym razem.
Dobrym pomysłem jest także stosowanie metody Mastersa and Johnsona, polegającej na kilkusekundowym uciskaniu żołędzi, co opóźnia ejakulację. Po chwili można kontynuować współżycie. W ogóle dobrze jest w takiej sytuacji robić przerwy w grze miłosnej, widząc oznaki zbliżającego się orgazmu. Takie pauzy skutecznie wydłużają stosunek, choć początkowo mogą wydawać się frustrujące. Znacznie mniej jednak niż frustracje wynikające z za krótkiego obcowania z mężczyzną.
Empatyczna, troskliwa partnerka powinna być lekiem na całe zło spowodowane falstartem, ale gdy wyrozumiałość i palpacyjne techniki nie pomogą, zawsze można jeszcze sięgnąć po farmaceutyki: leki o miejscowym działaniu znieczulającym czy viagrę. Czasem pomaga zwykła prezerwatywa, która osłabia doznania.
No i gdzie ten orgazm?!
Niby wszystko jest w porządku – on pieści cię tak, jak lubisz, w optymalnym dla ciebie czasie i tempie, podejmując różne techniki, zmieniając je, abyś nie zaznała nudy – a do orgazmu wciąż bardzo daleko... W końcu robisz się zła, jemu chyba też nie jest najprzyjemniej – bo w końcu jaki z niego kochanek, co to partnerki na szczyt rozkoszy nie umie doprowadzić...?
Z orgazmem, szczególnie kobiecym, jest trochę tak jak z osiągnięciem celu, na którym bardzo nam zależy. Im mocniej go pragniemy, im się bardziej spinamy, aby zaistniał, tym szanse na niego maleją. Dlaczego? To proste – orgazm nie tkwi w samej pochwie, ale trochę dalej, a nawet znacznie dalej – w głowie. Stąd kobiece orgazmy sutkowe, a nawet takie, które powstają podczas (nie)zwykłego pieszczenia dłoni.
Po pierwsze: komfort
Spróbujmy jednak najpierw dociec fizycznych przyczyn niemożności spełnienia. Pierwszym z czynników mającym istotny wpływ na satysfakcję seksualną jest komfort. Komfort polegający na tym, że idziemy do łóżka z własnej woli, chęci i potrzeby obcowania z drugim człowiekiem. Tylko i wyłącznie dla siebie, a nie dla niego, z wdzięczności, poczucia winy czy chęci zaspokojenia chuci partnera. Drugi aspekt to komfort warunków – gdy pozostawiłyśmy wszelkie obowiązki daleko poza „tu i teraz”, gdy nie przeszkadzają nam bodźce płynące z zewnątrz i towarzyszy nam już tylko sypialniany, intymny nastrój.
Po drugie: bez frustracji
Odprężone, dobrze nastawione, lekko podniecone zaczynamy grę wstępną z partnerem, po czym przechodzimy do pieszczot wyraźnie nastawionych na zdobycie szczytu. I okazuje się, że to nie działa. On dwoi się i troi, a ty czekasz, czekasz i... nic. Zaczynasz się zniechęcać, orgazmu ani śladu, za to frustracja powoli sięga zenitu. Co to jest, dlaczego tak się dzieje? Być może on jest staranny i zaangażowany, ale nie pieści cię w sposób, jakiego oczekujesz. Być może jest odwrotnie – za szybko chce osiągnąć cel i nie przykłada się zbytnio do działań na twoją rzecz.
Przesada w żadnej dziedzinie nie jest wskazana. Za długie pieszczoty powodują pozostawanie wciąż w fazie plateau i niemożność dojścia na szczyt, a zbyt pospieszna gra wstępna lub jej całkowity brak zamiast wzrostu podniecenia rodzą żal, złość i frustrację – największych przeciwników pożądania.
Po trzecie: komunikacja
Jeśli jest tak, że on pieści cię jak umie, tyle że nie trafia zupełnie w twoje oczekiwania, to można dalej się męczyć i jego też przy okazji, a można zwyczajnie powiedzieć, pokazać, czego i w jaki sposób się chce. Nikt nie czyta w cudzych myślach, a komunikacja tak werbalna jak i ta nie wprost po coś została nam dana.
Bywa i tak, że choć fizycznie jesteśmy gotowe do orgazmu, to w jego osiągnięciu przeszkadzają nam emocje. Zbędne myśli o tym, co było, co będzie, wszelkie planowanie najlepiej zostawić na momenty po kochaniu. Nie zaoszczędzimy tym czasu, a zniweczymy nie tylko swoje, ale i partnera wysiłki, a dodatkowo wyjdziemy z łóżka sfrustrowane i złe.
Po czwarte: spokój
Co więc robić, gdy orgazm pomimo tylu starań nie przychodzi? Ano nic – najlepiej przestać o nim myśleć i skupić się na pozostałych przyjemnościach płynących z ars amandi. Nie trzeba mieć nad wszystkim w życiu kontroli – a ta sfera, intymna, to już w ogóle powinna być pozbawiona wszelkiej dyscypliny. Dlatego kobiety, które udają orgazm, robią krzywdę przede wszystkim sobie. Partnerowi może i będzie miło, gdy zaczniemy wić się z rozkoszy, ale tym samym możemy zapomnieć o prawdziwym spełnieniu. No bo nie powiemy mu przecież następnym razem, że tamto to był bluff i w rzeczywistości chciałybyśmy dłużej, inaczej, lepiej...
Najlepiej więc cieszmy się seksem, odblokujmy wszelkie zahamowania, a pełna satysfakcja seksualna – wcześniej czy później przyjdzie.
I nie myślmy od razu o anorgazmii, oziębłości czy jakichkolwiek dysfunkcjach seksualnych. One, owszem, występują, ale u naprawdę niewielkiego odsetka kobiet.
Z orgazmem, szczególnie kobiecym, jest trochę tak jak z osiągnięciem celu, na którym bardzo nam zależy. Im mocniej go pragniemy, im się bardziej spinamy, aby zaistniał, tym szanse na niego maleją. Dlaczego? To proste – orgazm nie tkwi w samej pochwie, ale trochę dalej, a nawet znacznie dalej – w głowie. Stąd kobiece orgazmy sutkowe, a nawet takie, które powstają podczas (nie)zwykłego pieszczenia dłoni.
Po pierwsze: komfort
Spróbujmy jednak najpierw dociec fizycznych przyczyn niemożności spełnienia. Pierwszym z czynników mającym istotny wpływ na satysfakcję seksualną jest komfort. Komfort polegający na tym, że idziemy do łóżka z własnej woli, chęci i potrzeby obcowania z drugim człowiekiem. Tylko i wyłącznie dla siebie, a nie dla niego, z wdzięczności, poczucia winy czy chęci zaspokojenia chuci partnera. Drugi aspekt to komfort warunków – gdy pozostawiłyśmy wszelkie obowiązki daleko poza „tu i teraz”, gdy nie przeszkadzają nam bodźce płynące z zewnątrz i towarzyszy nam już tylko sypialniany, intymny nastrój.
Po drugie: bez frustracji
Odprężone, dobrze nastawione, lekko podniecone zaczynamy grę wstępną z partnerem, po czym przechodzimy do pieszczot wyraźnie nastawionych na zdobycie szczytu. I okazuje się, że to nie działa. On dwoi się i troi, a ty czekasz, czekasz i... nic. Zaczynasz się zniechęcać, orgazmu ani śladu, za to frustracja powoli sięga zenitu. Co to jest, dlaczego tak się dzieje? Być może on jest staranny i zaangażowany, ale nie pieści cię w sposób, jakiego oczekujesz. Być może jest odwrotnie – za szybko chce osiągnąć cel i nie przykłada się zbytnio do działań na twoją rzecz.
Przesada w żadnej dziedzinie nie jest wskazana. Za długie pieszczoty powodują pozostawanie wciąż w fazie plateau i niemożność dojścia na szczyt, a zbyt pospieszna gra wstępna lub jej całkowity brak zamiast wzrostu podniecenia rodzą żal, złość i frustrację – największych przeciwników pożądania.
Po trzecie: komunikacja
Jeśli jest tak, że on pieści cię jak umie, tyle że nie trafia zupełnie w twoje oczekiwania, to można dalej się męczyć i jego też przy okazji, a można zwyczajnie powiedzieć, pokazać, czego i w jaki sposób się chce. Nikt nie czyta w cudzych myślach, a komunikacja tak werbalna jak i ta nie wprost po coś została nam dana.
Bywa i tak, że choć fizycznie jesteśmy gotowe do orgazmu, to w jego osiągnięciu przeszkadzają nam emocje. Zbędne myśli o tym, co było, co będzie, wszelkie planowanie najlepiej zostawić na momenty po kochaniu. Nie zaoszczędzimy tym czasu, a zniweczymy nie tylko swoje, ale i partnera wysiłki, a dodatkowo wyjdziemy z łóżka sfrustrowane i złe.
Po czwarte: spokój
Co więc robić, gdy orgazm pomimo tylu starań nie przychodzi? Ano nic – najlepiej przestać o nim myśleć i skupić się na pozostałych przyjemnościach płynących z ars amandi. Nie trzeba mieć nad wszystkim w życiu kontroli – a ta sfera, intymna, to już w ogóle powinna być pozbawiona wszelkiej dyscypliny. Dlatego kobiety, które udają orgazm, robią krzywdę przede wszystkim sobie. Partnerowi może i będzie miło, gdy zaczniemy wić się z rozkoszy, ale tym samym możemy zapomnieć o prawdziwym spełnieniu. No bo nie powiemy mu przecież następnym razem, że tamto to był bluff i w rzeczywistości chciałybyśmy dłużej, inaczej, lepiej...
Najlepiej więc cieszmy się seksem, odblokujmy wszelkie zahamowania, a pełna satysfakcja seksualna – wcześniej czy później przyjdzie.
I nie myślmy od razu o anorgazmii, oziębłości czy jakichkolwiek dysfunkcjach seksualnych. One, owszem, występują, ale u naprawdę niewielkiego odsetka kobiet.
czwartek, 26 maja 2011
Intymne nawilżenie bez alergii…
Wiele razy miałaś ochotę na seks ze swoim partnerem ale z powodów przypadłości tzw. ginekologicznych musiałaś obejść się smakiem? Jeśli zdarza ci się to często, może właśnie u ciebie przyczyną tego stanu rzeczy jest niedostateczne nawilżenie pochwy.
Zadasz pytanie, co ma jedno do drugiego ? Odpowiedź jest prosta.
W trakcie stosunku jeśli u ciebie nie ma dostatecznego nawilżenia dochodzi do mikro uszkodzeń błony śluzowej pochwy, te mikro uszkodzenia to nic innego jak małe ranki, których nie widzimy gołym okiem ale one są. Co dziej się dalej? Przez te mikro uszkodzenia wnikają drobnoustroje (bakterie, grzyby) i jeśli masz jeszcze osłabioną odporność w błyskawicznym tempie dochodzi do tzw. grzybicy pochwy. Musisz wtedy udać się do lekarza ginekologa, który zleci odpowiednią dla ciebie terapię. Po wyleczeniu wiele kobiet zgłasza, że ma uczucie suchości w pochwie wtedy jak dobrze trafisz ktoś poleci ci intymny żel lub płyn nawilżający. I bardzo dobrze bo to złagodzi to nieprzyjemne uczucie.
I tu przechodzimy do sedna sprawy większość preparatów do intymnego nawilżenia, które znajdują się na naszym rynku w swoim składzie posiada glicerynę. Cóż to takiego? Krótko mówiąc – chemicznie - wielocukier. Teraz mała dygresja kulinarna. Robiłaś kiedyś ciasto drożdżowe? Jednym ze składników są drożdże ;) aby szybciej rosły dajemy im cukier. Widzisz analogię?
I tak zatoczyłyśmy koło i wracamy do naszego problemu. Masz skłonność do grzybic, leczysz je, zapobiegawczo stosujesz żele na bazie gliceryny i znów masz grzybice. Cóż jak sama widzisz dajesz „swoim drożdżakom pożywkę, aby miały na czym się rozwijać- glicerynę.
Cóż w takim razie mam zrobić?- zadasz pytanie.
Po pierwsze czytaj składy produktów, które kupujesz, może to i uciążliwe, ale przynajmniej wiesz, co stosujesz.
Po drugie szukaj produktu, który spełni twoje oczekiwanie.
Mogę Ci podpowiedzieć, że ja na razie znalazłam tylko jeden w Polsce taki produkt. Tym produktem całkowicie pozbawionym gliceryny jest Astroglide Gliycerin & Paraben Free (Astroglide Bez Gliceryny i Parabenów). Produkt ten oprócz braku w swoim składzie gliceryny nie zawiera także parabenów czyli środków konserwujących, które to najczęściej są przyczyną uczuleń u osób ze skłonnością do alergii.
Pamiętaj każda z nas jest wyjątkowa i wymaga wyjątkowego traktowania.
środa, 25 maja 2011
Masturbacja – z troską i miłością wobec samego siebie
Od tego nie usychają ręce ani inne części ciała. Nie zdradza się w ten sposób partnera, nie czyni krzywdy innym. Masturbacja – najlepszy sposób na poznanie własnych erotycznych potrzeb – może być niebezpieczna jedynie wtedy, gdy uprawiana zbyt często powoduje uzależnienie i jednocześnie pozbawia ochoty na współżycie z partnerem.
Zjawisko chłopięcej masturbacji, zwłaszcza wieku dojrzewania, nikogo nie dziwi i nie bulwersuje. Nawet lekarze zalecają ją jako formę rozładowania emocji, a konserwatywne matki nastolatków wzdychają z lekkim zażenowaniem, zbierając brudne prześcieradła do prania, ale jednocześnie mówią sobie, że to normalna dla chłopaków sprawa.
Z dziewczęcym autoerotyzmem nie jest już tak z górki. Po części bierze się to z mniejszych niż u płci przeciwnej w tym wieku potrzeb spełnienia seksualnego. U nastolatek na pierwszy plan wysuwają się platoniczne miłości, a erotyczne pragnienia dochodzą znacznie później. Choć nie jest to, oczywiście, norma. Poza tym seksualność dziewcząt i kobiet wciąż jeszcze pozostaje pewnym tabu i nie jest ani tak łatwo zrozumiała, a tym bardziej akceptowana, jak to bywa w przypadku chłopców i mężczyzn.
Onanizm dziecięcy
Cofnijmy się jeszcze dalej – aż do wczesnego dzieciństwa. Dotykające się intymnie maluchy wzbudzają zazwyczaj konsternację dorosłych. Rodzic myśli, że to nienormalne, zboczone – dzieci przecież nie mogą odczuwać pożądania! W istocie nie o pożądanie tu chodzi, co o związane z ciałem przyjemności. Przyczyną jest także ciekawość podobna do tej, która powoduje, że niemowlaki bawią się swoimi rączkami i nóżkami. Dotykanie genitaliów jest kolejnym procesem poznawania własnego ciała i nic w tym zdrożnego czy niepokojącego. Wyjątkiem są sytuacje, gdy masturbacja zaczyna być jedynym sposobem spędzania czasu. Może to świadczyć o tym, że dziecko ucieka w przyjemność pod wpływem smutnych, trudnych czy frustrujących zdarzeń z rzeczywistości.
Trening czyni mistrza
Wracając do ludzi dorosłych – autoerotyzm uczy nas pragnień i potrzeb w zakresie seksu. Dopóki sam się nie poznasz, nie powinieneś liczyć na to, że zrobi to ktoś drugi (za ciebie). On przecież nie wie, czego potrzebujesz, a nie dowie się inaczej, jak tylko od tego, kto najlepiej siebie zna.
W masturbacji nie chodzi o wyłączne poszukiwanie rozkoszy, choć z pozoru tak się może wydawać. Pieszcząc swoje ciało, okazujemy mu miłość i troskę, zwłaszcza jeśli nie mamy partnera, który by nam w tym pomógł. Samotność rozładowana seksualnie także mniej boli i frustruje. Po orgazmie czujemy się lepiej, radośniej, bardziej energetycznie.
Nie ma żadnych przeciwwskazań do autoerotycznych pieszczot własnego ciała. Ba, zalet jest bardzo wiele! Począwszy od przyjemności po znajomość swoich potrzeb. A wiadomo, że tylko trening czyni mistrza...
Patrząc na partnera
Onanizm, choć z samej definicji uprawiany w pojedynkę, może też urozmaicić pożycie intymne z partnerem. Sytuacja, gdy partnerzy obserwują się wzajemnie podczas masturbacyjnych praktyk są miłą odmianą w seksie oraz mocno stymulują. Nie jest też tajemnicą, że mężczyzn bardzo podnieca widok dotykającej się kobiety. Zanim więc powiesz masturbacji „nie” – dobrze się zastanów, czy rzeczywiście chcesz rezygnować z jednej z największych przyjemności cielesnych. W dodatku fundowanych sobie całkowicie za darmo i bez konieczności uczestnictwa osób trzecich.
I nie traktuj tego jako erzac prawdziwego seksu, bo czymże jest seks jak nie hołdem składanym w darze drugiemu człowiekowi? A zdrowa miłość własna też się tak przejawia.
Zjawisko chłopięcej masturbacji, zwłaszcza wieku dojrzewania, nikogo nie dziwi i nie bulwersuje. Nawet lekarze zalecają ją jako formę rozładowania emocji, a konserwatywne matki nastolatków wzdychają z lekkim zażenowaniem, zbierając brudne prześcieradła do prania, ale jednocześnie mówią sobie, że to normalna dla chłopaków sprawa.
Z dziewczęcym autoerotyzmem nie jest już tak z górki. Po części bierze się to z mniejszych niż u płci przeciwnej w tym wieku potrzeb spełnienia seksualnego. U nastolatek na pierwszy plan wysuwają się platoniczne miłości, a erotyczne pragnienia dochodzą znacznie później. Choć nie jest to, oczywiście, norma. Poza tym seksualność dziewcząt i kobiet wciąż jeszcze pozostaje pewnym tabu i nie jest ani tak łatwo zrozumiała, a tym bardziej akceptowana, jak to bywa w przypadku chłopców i mężczyzn.
Onanizm dziecięcy
Cofnijmy się jeszcze dalej – aż do wczesnego dzieciństwa. Dotykające się intymnie maluchy wzbudzają zazwyczaj konsternację dorosłych. Rodzic myśli, że to nienormalne, zboczone – dzieci przecież nie mogą odczuwać pożądania! W istocie nie o pożądanie tu chodzi, co o związane z ciałem przyjemności. Przyczyną jest także ciekawość podobna do tej, która powoduje, że niemowlaki bawią się swoimi rączkami i nóżkami. Dotykanie genitaliów jest kolejnym procesem poznawania własnego ciała i nic w tym zdrożnego czy niepokojącego. Wyjątkiem są sytuacje, gdy masturbacja zaczyna być jedynym sposobem spędzania czasu. Może to świadczyć o tym, że dziecko ucieka w przyjemność pod wpływem smutnych, trudnych czy frustrujących zdarzeń z rzeczywistości.
Trening czyni mistrza
Wracając do ludzi dorosłych – autoerotyzm uczy nas pragnień i potrzeb w zakresie seksu. Dopóki sam się nie poznasz, nie powinieneś liczyć na to, że zrobi to ktoś drugi (za ciebie). On przecież nie wie, czego potrzebujesz, a nie dowie się inaczej, jak tylko od tego, kto najlepiej siebie zna.
W masturbacji nie chodzi o wyłączne poszukiwanie rozkoszy, choć z pozoru tak się może wydawać. Pieszcząc swoje ciało, okazujemy mu miłość i troskę, zwłaszcza jeśli nie mamy partnera, który by nam w tym pomógł. Samotność rozładowana seksualnie także mniej boli i frustruje. Po orgazmie czujemy się lepiej, radośniej, bardziej energetycznie.
Nie ma żadnych przeciwwskazań do autoerotycznych pieszczot własnego ciała. Ba, zalet jest bardzo wiele! Począwszy od przyjemności po znajomość swoich potrzeb. A wiadomo, że tylko trening czyni mistrza...
Patrząc na partnera
Onanizm, choć z samej definicji uprawiany w pojedynkę, może też urozmaicić pożycie intymne z partnerem. Sytuacja, gdy partnerzy obserwują się wzajemnie podczas masturbacyjnych praktyk są miłą odmianą w seksie oraz mocno stymulują. Nie jest też tajemnicą, że mężczyzn bardzo podnieca widok dotykającej się kobiety. Zanim więc powiesz masturbacji „nie” – dobrze się zastanów, czy rzeczywiście chcesz rezygnować z jednej z największych przyjemności cielesnych. W dodatku fundowanych sobie całkowicie za darmo i bez konieczności uczestnictwa osób trzecich.
I nie traktuj tego jako erzac prawdziwego seksu, bo czymże jest seks jak nie hołdem składanym w darze drugiemu człowiekowi? A zdrowa miłość własna też się tak przejawia.
czwartek, 12 maja 2011
Seks w trójkącie
Może być sposobem na złamanie małżeńskiej rutyny albo występować niezależnie od pozostawania w związku. Może podobać się wielu, ale niewielu na trójkącik stać – do tego trzeba być przede wszystkim dość silnym psychicznie, aby nie zjadła nas zazdrość o partnera...
Dobór osoby do trójkąta w przypadku pary zazwyczaj jest dość ograniczony. „Kasia i Robert zaproszą do erotycznej zabawy zadbaną panią do 40 lat” czy „Starsze małżeństwo (ona 53 lata, 160/68, on 60 lat, 180/110/18) pozna koleżankę, zdrową, bez względu na wiek”. Heteroseksualne pary poszukują pani, niezmiernie rzadko pana. Dlaczego? Otóż bierze się to z niechęci do podejmowania erotycznych kroków jednego mężczyzny wobec drugiego. O ile faceci łatwo akceptują fakt pieszczenia się wzajemnie przez dwie kobiety, ba – to ich wyjątkowo podnieca, o tyle nie są w stanie wyobrazić sobie trójkąta: nas dwóch i ona jedna.
Kobiety za to takiej sytuacji bardzo pożądają. Już w fantazjach erotycznych podają seks z dwoma mężczyznami. Chcą być w dwójnasób podziwiane i zaspokajane. Nie jest dla nich także problemem odwzajemnianie się.
Zalety
Co tak bardzo podnieca w trójkącie? Oprócz naturalnej ciekawości nowego, innego niż znane partnera/partnerki ciała - reakcja jego właśnie na całą akcję. Bardzo często zdarza się bowiem, że zyskujemy nowe spojrzenie na naszą drugą połówkę. Nie bez znaczenia jest fakt pożądania i to okazanego wprost przez trzecią osobę. Okazuje się, że partner choć nam już trochę opatrzony, potrafi wzbudzić mocne zainteresowanie obcego człowieka. Może też nas zadziwić taką sztuką kochania, jakiej nie przejawiał wcześniej w miłosnym pożyciu we dwójkę...
... i wady
Zalet trójkąta jest wiele, ale nie ma róży bez kolców. Za urozmaicony seks możemy zapłacić sporą cenę. I nie chodzi tu o jej materialny wymiar (można wynająć osobę do trójkąta, można poszukać wolontarystycznego rozwiązania), ale mentalnie przyszłościowy. Bo choć wrażenia będą smakowite, to w czas po nich przyjdą wątpliwości i rozterki, czy naprawdę było warto.
Jeśli jesteś mężczyzną możesz to zwłaszcza boleśnie odczuć na własnej skórze. Twoja partnerka zacznie się dąsać, dopytywać, czy naprawdę było ci tak przyjemnie, a co gorsza – na twoje potwierdzenie, wpadnie w dziki szał, że już jej nie kochasz, bo wciąż pewnie myślisz o tamtej.
Zanim weźmiecie do łóżka trzeciego
Kobiety, które zgadzają się na wzięcie do małżeńskiego łóżka drugiej dziewczyny, często robią to na życzenie swojego partnera. Chcą przyczynić się do realizacji jego fantazji albo wydać się nowoczesne w zakresie seksu. Tyle, że potem często tego kroku żałują.
Dlatego jeśli nie jesteś przekonana, że trójkąt rzeczywiście cię podnieca, wstrzymaj się z ostateczną decyzją. Na początek możesz przecież tylko poobserwować. Idźcie do klubu swingersów, tam możecie, ale nie musicie, podejmować wspólne lub z obecnością osób trzecich, współżycie. Ale z pewnością dzięki temu poznasz lepiej swoje uczucia i pragnienia. Czy czujesz się już zazdrosna, kiedy twój partner tylko patrzy na inne kobiety? A może odwrotnie - odezwą się w tobie lekko homoseksualne skłonności?
Nie ma nic złego w trójkącie, pod warunkiem, że wszystkie trzy osoby zgadzają się na niego i takiej właśnie formy współżycia pragną.
Dobór osoby do trójkąta w przypadku pary zazwyczaj jest dość ograniczony. „Kasia i Robert zaproszą do erotycznej zabawy zadbaną panią do 40 lat” czy „Starsze małżeństwo (ona 53 lata, 160/68, on 60 lat, 180/110/18) pozna koleżankę, zdrową, bez względu na wiek”. Heteroseksualne pary poszukują pani, niezmiernie rzadko pana. Dlaczego? Otóż bierze się to z niechęci do podejmowania erotycznych kroków jednego mężczyzny wobec drugiego. O ile faceci łatwo akceptują fakt pieszczenia się wzajemnie przez dwie kobiety, ba – to ich wyjątkowo podnieca, o tyle nie są w stanie wyobrazić sobie trójkąta: nas dwóch i ona jedna.
Kobiety za to takiej sytuacji bardzo pożądają. Już w fantazjach erotycznych podają seks z dwoma mężczyznami. Chcą być w dwójnasób podziwiane i zaspokajane. Nie jest dla nich także problemem odwzajemnianie się.
Zalety
Co tak bardzo podnieca w trójkącie? Oprócz naturalnej ciekawości nowego, innego niż znane partnera/partnerki ciała - reakcja jego właśnie na całą akcję. Bardzo często zdarza się bowiem, że zyskujemy nowe spojrzenie na naszą drugą połówkę. Nie bez znaczenia jest fakt pożądania i to okazanego wprost przez trzecią osobę. Okazuje się, że partner choć nam już trochę opatrzony, potrafi wzbudzić mocne zainteresowanie obcego człowieka. Może też nas zadziwić taką sztuką kochania, jakiej nie przejawiał wcześniej w miłosnym pożyciu we dwójkę...
... i wady
Zalet trójkąta jest wiele, ale nie ma róży bez kolców. Za urozmaicony seks możemy zapłacić sporą cenę. I nie chodzi tu o jej materialny wymiar (można wynająć osobę do trójkąta, można poszukać wolontarystycznego rozwiązania), ale mentalnie przyszłościowy. Bo choć wrażenia będą smakowite, to w czas po nich przyjdą wątpliwości i rozterki, czy naprawdę było warto.
Jeśli jesteś mężczyzną możesz to zwłaszcza boleśnie odczuć na własnej skórze. Twoja partnerka zacznie się dąsać, dopytywać, czy naprawdę było ci tak przyjemnie, a co gorsza – na twoje potwierdzenie, wpadnie w dziki szał, że już jej nie kochasz, bo wciąż pewnie myślisz o tamtej.
Zanim weźmiecie do łóżka trzeciego
Kobiety, które zgadzają się na wzięcie do małżeńskiego łóżka drugiej dziewczyny, często robią to na życzenie swojego partnera. Chcą przyczynić się do realizacji jego fantazji albo wydać się nowoczesne w zakresie seksu. Tyle, że potem często tego kroku żałują.
Dlatego jeśli nie jesteś przekonana, że trójkąt rzeczywiście cię podnieca, wstrzymaj się z ostateczną decyzją. Na początek możesz przecież tylko poobserwować. Idźcie do klubu swingersów, tam możecie, ale nie musicie, podejmować wspólne lub z obecnością osób trzecich, współżycie. Ale z pewnością dzięki temu poznasz lepiej swoje uczucia i pragnienia. Czy czujesz się już zazdrosna, kiedy twój partner tylko patrzy na inne kobiety? A może odwrotnie - odezwą się w tobie lekko homoseksualne skłonności?
Nie ma nic złego w trójkącie, pod warunkiem, że wszystkie trzy osoby zgadzają się na niego i takiej właśnie formy współżycia pragną.
Długość czy grubość?
Najlepiej, aby oba parametry były jak należy. Nie wszystkie jednak mamy tyle szczęścia, aby obcować z hojnie/dostatecznie wyposażonym facetem.
To nieprawda, że nie liczy się długość i/lub grubość penisa. I choćbyśmy nie wiem jak temu zaprzeczały, w głębi ducha będziemy ubolewać nad jakością swojego życia intymnego, jeśli los w wystarczającym stopniu nie obdarzył nam partnera. Począwszy od faktu, że przyjemniej patrzeć na coś dużego niż oglądać go za pomocą lupy, po doznania związane już nie tylko z samym widokiem. Bo zadowolone z mężczyzny o niedużych rozmiarach mogą być co najwyżej dziewice albo kobiety o nietypowej budowie.
Ale gdybyśmy miały wybór, choć dość zawężony, pt. długość czy grubość, za czym optowałybyśmy?
Niedosyt jak po zbyt lekkim posiłku
Spróbujmy przeanalizować oba scenariusze. Przeciętna długość pochwy to dziesięć centymetrów, przeciętna długość penisa we wzwodzie około piętnastu. Warto jednak pamiętać, że zakończenia nerwowe waginy mieszczą się w okolicach pięciu centymetrów od jej wejścia. Tym samym bardzo długi członek w porównaniu do członka o średniej długości nic nadzwyczajnego tu nie zdziała.
Inaczej jest za to z grubością. Przeciętny obwód penisa w erekcji ma dwanaście centymetrów, przeciętna pochwa jest głęboka na dziesięć centymetrów. Oczywiście, kobiety, które wielokrotnie rodziły siłami natury, są bardziej rozciągnięte i z pewnością będą wolały większą stymulację podczas stosunku, czyli krótko mówiąc, pobudzanie grubszym członkiem.
Bo nie ma chyba nic bardziej frustrującego niż poczucie zbytniego luzu w trakcie spółkowania. To jak niedosyt po za lekkim posiłku, gdy jesteśmy porządnie głodne. O ile jednak łatwo pójść po dokładkę jedzenia, o tyle trudniej zaradzić naturze.
Może ją jednak nieco wspomóc, wybierając pozycję, w których penetracja jest mocniejsza (na przykład pozycja od tyłu lub klasyczna z uniesionymi pionowo nogami kobiety). Można również wypróbować nakładek na penisa wzmagających doznania albo prezerwatywy z wypustkami. W pozycji misjonarskiej, jeśli wsuniemy palec do pochwy, również zmniejszy się luz, choć na dłuższą metę jest to dość niewygodne.
Norma jest w porządku
Tak naprawdę różnice w budowie partnerów (on bardzo mały, ona pojemna) zdarzają się dość rzadko. A jeśli są dużym dyskomfortem, kochający się partnerzy próbują temu zaradzić.
Natomiast w przypadku, gdy na wszystkich innych frontach także nie układa się najlepiej, może nie warto się męczyć, tylko znaleźć kogoś w odpowiednim dla siebie rozmiarze? W końcu przeciętnych jest znacznie więcej niż tych z odstępstwami od normy.
Tylko nie szukajmy koniecznie mężczyzn z wybujałym przyrodzeniem. Bo wtedy problem może okazać się znacznie poważniejszy w skutkach – będzie i na co popatrzeć i co popodziwiać, ale już nie bardzo z czym osiągnąć przyjemność. Zacznie się poszukiwanie pozycji, w których penetracja sprawia najmniejszy dyskomfort i siłą rzeczy unikanie tych najbardziej stymulujących.
Jak widać, czasem przeciętność bywa wybawieniem i jedynym najlepszym rozwiązaniem dla satysfakcjonującej miłości.
To nieprawda, że nie liczy się długość i/lub grubość penisa. I choćbyśmy nie wiem jak temu zaprzeczały, w głębi ducha będziemy ubolewać nad jakością swojego życia intymnego, jeśli los w wystarczającym stopniu nie obdarzył nam partnera. Począwszy od faktu, że przyjemniej patrzeć na coś dużego niż oglądać go za pomocą lupy, po doznania związane już nie tylko z samym widokiem. Bo zadowolone z mężczyzny o niedużych rozmiarach mogą być co najwyżej dziewice albo kobiety o nietypowej budowie.
Ale gdybyśmy miały wybór, choć dość zawężony, pt. długość czy grubość, za czym optowałybyśmy?
Niedosyt jak po zbyt lekkim posiłku
Spróbujmy przeanalizować oba scenariusze. Przeciętna długość pochwy to dziesięć centymetrów, przeciętna długość penisa we wzwodzie około piętnastu. Warto jednak pamiętać, że zakończenia nerwowe waginy mieszczą się w okolicach pięciu centymetrów od jej wejścia. Tym samym bardzo długi członek w porównaniu do członka o średniej długości nic nadzwyczajnego tu nie zdziała.
Inaczej jest za to z grubością. Przeciętny obwód penisa w erekcji ma dwanaście centymetrów, przeciętna pochwa jest głęboka na dziesięć centymetrów. Oczywiście, kobiety, które wielokrotnie rodziły siłami natury, są bardziej rozciągnięte i z pewnością będą wolały większą stymulację podczas stosunku, czyli krótko mówiąc, pobudzanie grubszym członkiem.
Bo nie ma chyba nic bardziej frustrującego niż poczucie zbytniego luzu w trakcie spółkowania. To jak niedosyt po za lekkim posiłku, gdy jesteśmy porządnie głodne. O ile jednak łatwo pójść po dokładkę jedzenia, o tyle trudniej zaradzić naturze.
Może ją jednak nieco wspomóc, wybierając pozycję, w których penetracja jest mocniejsza (na przykład pozycja od tyłu lub klasyczna z uniesionymi pionowo nogami kobiety). Można również wypróbować nakładek na penisa wzmagających doznania albo prezerwatywy z wypustkami. W pozycji misjonarskiej, jeśli wsuniemy palec do pochwy, również zmniejszy się luz, choć na dłuższą metę jest to dość niewygodne.
Norma jest w porządku
Tak naprawdę różnice w budowie partnerów (on bardzo mały, ona pojemna) zdarzają się dość rzadko. A jeśli są dużym dyskomfortem, kochający się partnerzy próbują temu zaradzić.
Natomiast w przypadku, gdy na wszystkich innych frontach także nie układa się najlepiej, może nie warto się męczyć, tylko znaleźć kogoś w odpowiednim dla siebie rozmiarze? W końcu przeciętnych jest znacznie więcej niż tych z odstępstwami od normy.
Tylko nie szukajmy koniecznie mężczyzn z wybujałym przyrodzeniem. Bo wtedy problem może okazać się znacznie poważniejszy w skutkach – będzie i na co popatrzeć i co popodziwiać, ale już nie bardzo z czym osiągnąć przyjemność. Zacznie się poszukiwanie pozycji, w których penetracja sprawia najmniejszy dyskomfort i siłą rzeczy unikanie tych najbardziej stymulujących.
Jak widać, czasem przeciętność bywa wybawieniem i jedynym najlepszym rozwiązaniem dla satysfakcjonującej miłości.
A na co mi cały ten seks?
Jeśli twoja kobieta właśnie tak uważa, to jako jej partner masz spory problem. Możesz nazwać go wyzwaniem nawet - tyle, że dla was obojga. Bo bez jej chęci, pomocy i przede wszystkim akceptacji własnej seksualności nic tu sam nie zdziałasz.
Tak łatwo jest przerzucić odpowiedzialność za swoje nieudane życie na bliźniego. Jeszcze łatwiej, gdy ten bliźni jest twoim osobistym, najbliższym bliźnim, czyli twoim partnerem. Wtedy można go winić za wszystkie łóżkowe akcje, po których wychodziłaś niezadowolona z sypialni, potem coraz rzadziej do tej sypialni wchodziłaś, aż w końcu wasze pożycie ustało na dobre. Przestałaś mieć ochotę na niego, na seks w ogóle, a jeśli już dochodziło do rozkładania nóg dwa razy w miesiącu, to wyłącznie z jego inicjatywy, bo ty najchętniej siedziałabyś do rana przed telewizorem. No, ale czasem trzeba się poświęcić, w końcu jak mu nie dasz ty, to da mu inna, a szkoda by było – właściwie to całkiem fajny facet. Gdyby tylko patrzył ci częściej w oczy zamiast w biust, słuchał, co mówisz i jeszcze potrafił zaangażować się w rozmowę... Tymczasem wasze życie od dawna przypomina wykolejony pociąg, tyle, że jeszcze nieodstawiony tak zupełnie na bocznicę.
A może jesteś aseksualna?
Myślisz, wspominasz, że przecież nie od zawsze tak było. Kiedyś rzucaliście się na siebie jak opętani, wilgoć ściekała ci po udach, zanim jeszcze rozwarłaś je dla niego, on też reagował na ciebie z zupełnie inną zachłannością niż dzisiaj. No tak, tyle że on dzisiaj może już nie tak jurny jak dawniej, ale seks nadal lubi, pożąda i bez seksu więdnie. W przeciwieństwie do ciebie.
No właśnie, więc to może z tobą jest coś nie tak? Sporo czytasz, sporo wiesz, naoglądałaś się programów pt. „jak wzbogacić intymne życie”. Więc może byś i nawet zakupiła kilka erotycznych gadżetów, przełamała sypialnianą nudę, tylko że pożądania tym w sobie nie wzniecisz. Ono właśnie, a raczej jego brak, jest przyczyną twojej niechęci do łóżkowych fikołków. Z obojętnością patrzysz na miłosne sceny w filmach, książkowe opisy też cię już nie biorą. Zaraz – a może jesteś aseksualna? Tyle szumu teraz wokół zjawiska, więc może i ciebie dotknęło? Przecież seksu ci się nie chce, a to wszystko wyjaśnia...
Że ziemia się nie trzęsie...
Nie, nie wyjaśnia, a przynajmniej nie w twoim przypadku. Nie byłaś przecież taka od urodzenia, potrzeby miałaś, realizowałaś. Może nie tak, nie wtedy i nie z tym, kogo pragnęłaś naprawdę, ale przecież jak się nie ma co się lubi... A że potem czułaś się źle? Zrobiłaś to, bo on chciał, bo odszedłby do innej, bo wszyscy to robią, bo nie jesteś jakaś inna, dziwna. I wiele się nad tym nie zastanawiałaś. Myjąc ręce, przecież też nie myślisz, dlaczego i po co...
Nie było z kim pogadać na łóżkowe tematy, o prokreacji dowiedziałaś się głównie z lekcji biologii, chociaż co to była za wiedza... , a matka wpajała ci co najwyżej konieczność wypełniania małżeńskich obowiązków. Zresztą, nawet gdybyś miała z kim, pewnie nie za chętnie byś mówiła. Bo właściwie o czym? Że ziemia się nie trzęsie, a powinna? Chyba tylko w romansach...
Uśpione i nierozbudzone
To nie jest tak, że nie masz potrzeb. One są, tylko uśpione lub nierozbudzone. Nie dowiesz się o nich wiele, jeśli nie spróbujesz ich poznać. I wcale nie potrzeba ci do tego drugiego człowieka. Po prostu weź sprawy w swoje ręce i to dosłownie. Jesteś już dużą dziewczynką i wiesz, że za to nie idzie się do piekła. Ale w piekle na pewno możesz się znaleźć, w swoim własnym prywatnym piekle, jeśli nadal będziesz uprawiała seks bez potrzeby i płynącej za nią przyjemności.
Spróbuj – to wcale nie jest takie trudne. Zainspiruj się muzyką, książką, filmem. Dotykaj się delikatnie i powściągliwie, zanim dojdziesz do meritum. Stopniowanie wrażeń daje najwięcej rozkoszy. A gdy się już sama trochę poznasz, pozwól poznać się swojemu partnerowi. On wcale nie musi wiedzieć, co lubisz i czego pragniesz, bo nikt nie czyta w cudzych myślach. Tym bardziej, jeśli ty sama jeszcze nie wiesz.
Na problemy seksuolog
Być może też na skutek wcześniejszych nieprzyjemnych doświadczeń nie czujesz ochoty na seks, obawiając się wątpliwej przyjemności powtórki z rozrywki. Wtedy przyda ci się rozmowa z kimś, kto na tych problemach zna się najlepiej. Nie będzie się z ciebie śmiać, nie dowierzać ci, zaprzeczać, a zrozumie i z pewnością pomoże.
Więc do dzieła, moja droga! Cały ten seks naprawdę może być fajny, jeśli tylko się wie, czego potrzebuje!
Tak łatwo jest przerzucić odpowiedzialność za swoje nieudane życie na bliźniego. Jeszcze łatwiej, gdy ten bliźni jest twoim osobistym, najbliższym bliźnim, czyli twoim partnerem. Wtedy można go winić za wszystkie łóżkowe akcje, po których wychodziłaś niezadowolona z sypialni, potem coraz rzadziej do tej sypialni wchodziłaś, aż w końcu wasze pożycie ustało na dobre. Przestałaś mieć ochotę na niego, na seks w ogóle, a jeśli już dochodziło do rozkładania nóg dwa razy w miesiącu, to wyłącznie z jego inicjatywy, bo ty najchętniej siedziałabyś do rana przed telewizorem. No, ale czasem trzeba się poświęcić, w końcu jak mu nie dasz ty, to da mu inna, a szkoda by było – właściwie to całkiem fajny facet. Gdyby tylko patrzył ci częściej w oczy zamiast w biust, słuchał, co mówisz i jeszcze potrafił zaangażować się w rozmowę... Tymczasem wasze życie od dawna przypomina wykolejony pociąg, tyle, że jeszcze nieodstawiony tak zupełnie na bocznicę.
A może jesteś aseksualna?
Myślisz, wspominasz, że przecież nie od zawsze tak było. Kiedyś rzucaliście się na siebie jak opętani, wilgoć ściekała ci po udach, zanim jeszcze rozwarłaś je dla niego, on też reagował na ciebie z zupełnie inną zachłannością niż dzisiaj. No tak, tyle że on dzisiaj może już nie tak jurny jak dawniej, ale seks nadal lubi, pożąda i bez seksu więdnie. W przeciwieństwie do ciebie.
No właśnie, więc to może z tobą jest coś nie tak? Sporo czytasz, sporo wiesz, naoglądałaś się programów pt. „jak wzbogacić intymne życie”. Więc może byś i nawet zakupiła kilka erotycznych gadżetów, przełamała sypialnianą nudę, tylko że pożądania tym w sobie nie wzniecisz. Ono właśnie, a raczej jego brak, jest przyczyną twojej niechęci do łóżkowych fikołków. Z obojętnością patrzysz na miłosne sceny w filmach, książkowe opisy też cię już nie biorą. Zaraz – a może jesteś aseksualna? Tyle szumu teraz wokół zjawiska, więc może i ciebie dotknęło? Przecież seksu ci się nie chce, a to wszystko wyjaśnia...
Że ziemia się nie trzęsie...
Nie, nie wyjaśnia, a przynajmniej nie w twoim przypadku. Nie byłaś przecież taka od urodzenia, potrzeby miałaś, realizowałaś. Może nie tak, nie wtedy i nie z tym, kogo pragnęłaś naprawdę, ale przecież jak się nie ma co się lubi... A że potem czułaś się źle? Zrobiłaś to, bo on chciał, bo odszedłby do innej, bo wszyscy to robią, bo nie jesteś jakaś inna, dziwna. I wiele się nad tym nie zastanawiałaś. Myjąc ręce, przecież też nie myślisz, dlaczego i po co...
Nie było z kim pogadać na łóżkowe tematy, o prokreacji dowiedziałaś się głównie z lekcji biologii, chociaż co to była za wiedza... , a matka wpajała ci co najwyżej konieczność wypełniania małżeńskich obowiązków. Zresztą, nawet gdybyś miała z kim, pewnie nie za chętnie byś mówiła. Bo właściwie o czym? Że ziemia się nie trzęsie, a powinna? Chyba tylko w romansach...
Uśpione i nierozbudzone
To nie jest tak, że nie masz potrzeb. One są, tylko uśpione lub nierozbudzone. Nie dowiesz się o nich wiele, jeśli nie spróbujesz ich poznać. I wcale nie potrzeba ci do tego drugiego człowieka. Po prostu weź sprawy w swoje ręce i to dosłownie. Jesteś już dużą dziewczynką i wiesz, że za to nie idzie się do piekła. Ale w piekle na pewno możesz się znaleźć, w swoim własnym prywatnym piekle, jeśli nadal będziesz uprawiała seks bez potrzeby i płynącej za nią przyjemności.
Spróbuj – to wcale nie jest takie trudne. Zainspiruj się muzyką, książką, filmem. Dotykaj się delikatnie i powściągliwie, zanim dojdziesz do meritum. Stopniowanie wrażeń daje najwięcej rozkoszy. A gdy się już sama trochę poznasz, pozwól poznać się swojemu partnerowi. On wcale nie musi wiedzieć, co lubisz i czego pragniesz, bo nikt nie czyta w cudzych myślach. Tym bardziej, jeśli ty sama jeszcze nie wiesz.
Na problemy seksuolog
Być może też na skutek wcześniejszych nieprzyjemnych doświadczeń nie czujesz ochoty na seks, obawiając się wątpliwej przyjemności powtórki z rozrywki. Wtedy przyda ci się rozmowa z kimś, kto na tych problemach zna się najlepiej. Nie będzie się z ciebie śmiać, nie dowierzać ci, zaprzeczać, a zrozumie i z pewnością pomoże.
Więc do dzieła, moja droga! Cały ten seks naprawdę może być fajny, jeśli tylko się wie, czego potrzebuje!
Subskrybuj:
Posty (Atom)