Seks nie jest tylko dla ludzi młodych. Seks nie jest tylko dla ludzi dojrzałych. Seks nie jest tylko dla ludzi starych. Seks jest dla wszystkich, niezależnie od metryki, a jedynym jego miernikiem jest potrzeba doświadczania przeżyć.
Kiedy dziewczyna przemienia się w kobietę, jest to na początku tylko metamorfoza zewnętrzna. Ona jeszcze nie wie, a przynajmniej mało wie, stąpa w świecie zmysłów po omacku, jeszcze jej nie ciągnie do eksperymentów, zdaje się w tej kwestii na partnera. Od inicjacji seksualnej do pierwszych świadomych działań mija zazwyczaj sporo czasu.
W połowie drogi do trzydziestki zaczyna orientować się dla kogo i po co wymyślono cały ten seks i próbuje wpasować siebie w różne intymne role. Często kompulsywnie chodzi do łóżka – nie tyle z ochoty rozładowania napięcia, co różnych okoliczności życiowych, które kuszą, a których to pokus młoda kobieta nie umie odróżnić od własnych rzeczywistych potrzeb.
Po przekroczeniu magicznej trzydziestki zaczyna się prawdziwy czas poznawania. Stawiania pytań i odpowiedzi, czym ten seks pachnie i rozróżniania jego aromatów. Oraz pierwszych wyborów, determinowanych tylko i wyłącznie własnymi preferencjami. To także czas eksperymentów, chociaż jeszcze nie do końca sprecyzowanych, czas smakowania nowego, czas wątpliwości, żonglowania potrzebami.
Świadoma trzydziestka, czterdziestka
W połowie drogi do czterdziestki zaczynają się świadome wybory seksualne. Znika wstyd, skrępowanie, do przeszłości odchodzą wcześniejsze zahamowania. Bierze teraz garściami wszystko to, wobec czego miała dawniej obiekcje, ale też potrafi powiedzieć „nie”, gdy któreś z nabytych doświadczeń nie leży w gestii jej potrzeb.
To najlepszy czas do odkrywania intymności, do cieszenia się nią, ale bez popadania w przesadę. Czas życia w seksualnym pędzie, ale i umiejętności zatrzymywania się na przystankach, wyznaczonych wyłącznie własnym znakiem „stop”. Czas cudnych doznań, świadomości tak swojego jak i partnera ciała, chociaż z przewagą ku pierwszemu. Jeszcze za wcześnie na postawę samarytanki, jeszcze własna przyjemność jest tak bardzo istotna i łapie się chwile największej intensyfikacji doznań. Jest chęć eksperymentowania, chodzenia bez bielizny, z dildo, erotycznych rozmów przez telefon, striptizu, nieskrępowanej masturbacji, wizyt w sex-shopach.
M jak menopauza
W czwartą dekadę wchodzi się mniej chętnie niż w trzecią – pojawia się strach o własną seksualność, która choć jeszcze daje do wiwatu, to już nie z taką siłą jak dawniej, a ciało zaczyna się pomalutku pokrywać zmarszczkami i cellulitem. Atrakcyjność fizyczna lekko kuleje, nie, nie jest źle, może troszkę gorzej, choć nadal seks fascynuje. Tylko coraz częściej pojawia się tęsknota za tym, co było i nieważne, że było to takie mało świadome, niedojrzałe...
Kolejne lata do następnej dekady mniej cieszą, więcej martwią. Mają na to ogromny wpływ hormony, coraz mniej buzujące potrzebami, a coraz bardziej leniwe. I bliżej, coraz bliżej, z każdym dniem bliżej do początku okresu menopauzalnego.
Często zdarza się, że na skutek wielkiej dramatycznej determinacji kobieta wpada wtedy w sidła własnych lęków i zaczyna wikłać się w mało rokujące związki, związki-przygody, niekoniecznie wpływające dodatnio tak na jej ciało, jak i psyche.
Żal za uciekającą młodością przemienia się w rozpacz i wtedy chce się zrobić wszystko, aby proces nadchodzącej starości jeszcze na trochę zatrzymać.
Kobiety będące w stałych związkach decydują się na różne romanse albo to ich związkom są one fundowane przez partnerów w kryzysie wieku średniego. Coraz bardziej fizjologicznie sucha pochwa domaga się nawilżenia i to niekoniecznie tylko przez lubrykanty. W pogoni za uciekającą młodością robi się rozrachunek z seksualną przeszłością, pojawia się żal za niewykorzystanymi szansami, złość za popełnione błędy i coraz większa pustka na skutek niewidzialności w oczach mężczyzn.
Jest taki dowcip, który dość dobrze obrazuje tę sytuację. – Dlaczego kobiety po 50-tce nie bawią się w chowanego? Bo nikt ich nie szuka...
Z górki, czyli po 60-tce
Klimakterium to naprawdę trudny czas. Ale nie jest to czas zupełnie stracony dla seksu. Naturalne nawilżanie można zastąpić sztucznym, czasem nawet dobrze się przy tym bawiąc. Niewiernego partnera wymienić na innego, bez pośpiechu korzystać z uroków intymności we dwoje (a może i troje), pokochać własne, naznaczone dojrzałością, ale przez to przecież nie mniej pragnące ciało. W stałej relacji zrozumieć i zadbać o potrzeby partnera, który starzeje się przecież razem z nami. Często bywa tak, że dopiero w późnym wieku metrykalnym odkrywamy erotykę w sposób, na jaki wcześniej brakowało nam odwagi.
A potem to już jest tylko z górki. Seks po 60-tce, a nawet 70-tce chociaż zupełnie inny, spokojniejszy, to zawsze zbliża do siebie partnerów. Nie ma już obaw o pułapki płodności, nie ma wielkich wstydów, strachów, jest za to i chęć i potrzeba bycia blisko, intymnie i radości tak dawania jak i brania, bez przeliczania kto więcej i lepiej.
Seksu rytm
Jest wiele momentów w życiu kobiety, kiedy seks dramatycznie zmienia swój rytm. Ciąża, połóg, utrata dziecka, partnera, bliskich, zdrada, menopauza, a nawet bezrobocie czy drastyczny spadek statusu materialnego lub zawodowego wpływają w ogromny sposób na nasze libido. I nie ma się co temu dziwić, zaprzeczać, a jedynie w trudnych momentach ten całkowicie naturalny stan zaakceptować. I nie przedłużać go ponad miarę, bo seks jest nam do życia niezwykle potrzebny.
W każdym wieku i w każdej relacji.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz