Konflikt w związku zawsze kładzie się cieniem na pożyciu intymnym pary. On i ona niby śpią nadal w jednym łóżku, ale dzieli ich niewidzialny mur. Czasem któreś z nich w końcu przenosi się na kanapę, powodując tym samym jeszcze większy rozdźwięk w kontaktach. A gdyby tak przerwać ciche dni niekoniecznie słowem...?
Jesteśmy inne niż mężczyźni. Może niekoniecznie rozdzielone aż taką odległością jak z Wenus do Marsa, ale na pewno mamy inne potrzeby, oczekiwania i inaczej reagujemy w różnych sytuacjach, szczególnie w sytuacjach konfliktu. Robienie dzikich awantur połączonych z rzucaniem talerzami jakoś szczególnie przypisywane jest kobietom, i chyba to nie żadna złośliwość, ale (przykra) prawda. Usprawiedliwieniem niech będzie fakt, że jesteśmy bardziej emocjonalne, że „co na języku, to w głowie” i że bardziej przejmujemy się detalami niż oni.
W każdym razie reakcją na konflikt jest niemal zawsze złość, żal, smutek, rozgoryczenie i poczucie niesprawiedliwości, które bezpośrednio przekłada się na brak okazywania bliskości. Przecież z wrogiem, którym w tej chwili jest dla ciebie twój partner, nie poszłabyś do łóżka!
Owszem, ty nie, jesteś przecież kobietą, ale on, facet i nieważne że tymczasowy wróg, widzi tę kwestię całkiem inaczej.
Męska potrzeba seksu po kłótni
Mężczyźni potrafią oddzielić sferę intymną od emocjonalnej. To zresztą często podawane usprawiedliwienie zdrady – „to był tylko seks, nic więcej”. Trudno im wierzyć, ale mają rację w tej szczerości. Seks jest im niezbędny do życia, pracy, wydajności, efektywności w działaniach. Gdy im go brakuje, zaczynają podupadać na duchu i zdrowiu.
Bardzo często nie rozumieją więc, gdy odmawiamy im tej strawy. „Ok, pokłóciliśmy się, ale przecież możemy iść do łóżka, co stoi na przeszkodzie?” – pytają. I za nic nie mogą pojąć, że zranili nasze ego, że konflikt zaburzył bliskość, której my, kobiety, potrzebujemy również w sypialni. A im bardziej on nalega, tym nasza złość i odwrót większe.
Ale może by tak choć raz spróbować? Zobaczyć, co i jak będzie w trakcie miłości? Przecież ten facet, z którym się pokłóciłyśmy, to ten sam gość, który poprosił nas o rękę, który pielęgnuje nas w chorobie, wspólnie wychowuje nasze dzieci, sprawia nam rozkosz w łóżku...
Nie może być tak, że całkowicie przekreślamy dobre chwile z powodu jednej kłótni. No chyba, że to rzecz większego kalibru i seks ani żadne inne porozumienie w ogóle nie wchodzą w grę.
Dodatni wpływ seksualnego rozładowania
Co stanie się, gdy pójdziemy skonfliktowane z partnerem do łóżka? Może nie stać się nic albo... bardzo wiele. Nagromadzonej agresji, niewypuszczanej na zewnątrz w postaci słów można dać ujście właśnie w miłosnych zapasach. Ciekawe, że seks po kłótni, seks na zgodę wiele par wspomina jako jedno z najintensywniejszych doświadczeń w ich pożyciu intymnym. Że było dziko, niezwykle namiętnie, a po wszystkim łatwiejsza stała się rozmowa o przyczynach sprzeczki.
Oczywiście, sam seks nie zastąpi wyjaśnień, ale może być początkiem drogi do porozumienia. Odprężeni kochankowie łatwiej znajdą wspólny język niż ci, którzy trwają w napięciu i wciąż przedłużają ciche dni.
Co ważne, mężczyźni w chwilach stresu bardzo potrzebują seksualnego rozładowania. Pewien mężczyzna zwierzył mi się kiedyś, że tuż po wielkiej awanturze z żoną, gdy tylko wyszła trzasnąwszy uprzednio drzwiami, on poszedł do łazienki i spuścił z siebie powietrze... Żonie nigdy się do tego nie przyznał, ale gdy wróciła, był już skłonny do poważnej, ugodowej rozmowy. W innym stanie, jak mówił, pojednanie nie byłoby możliwe. Bo żona owego pana w żadnym wypadku nie zaakceptowałaby seksu jako odłożenia broni.
Ona nie, ale może ty, ja jednak tak...?
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz