czwartek, 26 maja 2011

Intymne nawilżenie bez alergii…


Wiele razy miałaś ochotę na seks ze swoim partnerem ale z powodów przypadłości tzw. ginekologicznych musiałaś obejść się smakiem? Jeśli zdarza ci się to często, może właśnie u ciebie przyczyną tego stanu rzeczy jest niedostateczne nawilżenie pochwy.
Zadasz pytanie, co ma jedno do drugiego ? Odpowiedź jest prosta. 

W trakcie stosunku jeśli u ciebie nie ma dostatecznego nawilżenia dochodzi do mikro uszkodzeń błony śluzowej pochwy, te mikro uszkodzenia to nic innego jak małe ranki, których nie widzimy gołym okiem ale one są. Co dziej się dalej? Przez te mikro uszkodzenia wnikają drobnoustroje (bakterie, grzyby) i jeśli masz jeszcze osłabioną odporność w błyskawicznym tempie dochodzi do tzw. grzybicy pochwy.  Musisz wtedy udać się do lekarza ginekologa, który zleci odpowiednią dla ciebie terapię. Po wyleczeniu wiele kobiet zgłasza, że ma uczucie suchości w pochwie wtedy jak dobrze trafisz ktoś poleci ci intymny żel lub płyn nawilżający. I bardzo dobrze bo to złagodzi to nieprzyjemne uczucie.
I tu przechodzimy do sedna sprawy większość preparatów do intymnego nawilżenia, które znajdują się na naszym rynku w swoim składzie posiada glicerynę. Cóż to takiego? Krótko mówiąc – chemicznie - wielocukier. Teraz mała dygresja kulinarna. Robiłaś kiedyś ciasto drożdżowe? Jednym ze składników są drożdże ;) aby szybciej rosły dajemy im cukier. Widzisz analogię?
I tak zatoczyłyśmy koło i wracamy do naszego problemu. Masz skłonność do grzybic, leczysz je, zapobiegawczo stosujesz żele na bazie gliceryny i znów masz grzybice. Cóż jak sama widzisz dajesz „swoim drożdżakom pożywkę, aby miały na czym się rozwijać- glicerynę.
        
Cóż w takim razie mam zrobić?- zadasz pytanie.
Po pierwsze czytaj składy produktów, które kupujesz, może to i uciążliwe, ale przynajmniej wiesz, co stosujesz.
Po drugie szukaj produktu, który spełni twoje oczekiwanie.
Mogę Ci podpowiedzieć, że ja na razie znalazłam tylko jeden w Polsce taki produkt. Tym produktem całkowicie pozbawionym gliceryny jest Astroglide Gliycerin & Paraben Free (Astroglide Bez Gliceryny i Parabenów). Produkt ten oprócz braku w swoim składzie gliceryny nie zawiera także parabenów czyli środków konserwujących, które to najczęściej są przyczyną uczuleń u osób ze skłonnością do alergii.
Pamiętaj każda z nas jest wyjątkowa i wymaga wyjątkowego traktowania.

środa, 25 maja 2011

Masturbacja – z troską i miłością wobec samego siebie

Od tego nie usychają ręce ani inne części ciała. Nie zdradza się w ten sposób partnera, nie czyni krzywdy innym. Masturbacja – najlepszy sposób na poznanie własnych erotycznych potrzeb – może być niebezpieczna jedynie wtedy, gdy uprawiana zbyt często powoduje uzależnienie i jednocześnie pozbawia ochoty na współżycie z partnerem.

Zjawisko chłopięcej masturbacji, zwłaszcza wieku dojrzewania, nikogo nie dziwi i nie bulwersuje. Nawet lekarze zalecają ją jako formę rozładowania emocji, a konserwatywne matki nastolatków wzdychają z lekkim zażenowaniem, zbierając brudne prześcieradła do prania, ale jednocześnie mówią sobie, że to normalna dla chłopaków sprawa.
Z dziewczęcym autoerotyzmem nie jest już tak z górki. Po części bierze się to z mniejszych niż u płci przeciwnej w tym wieku potrzeb spełnienia seksualnego. U nastolatek na pierwszy plan wysuwają się platoniczne miłości, a erotyczne pragnienia dochodzą znacznie później. Choć nie jest to, oczywiście, norma. Poza tym seksualność dziewcząt i kobiet wciąż jeszcze pozostaje pewnym tabu i nie jest ani tak łatwo zrozumiała, a tym bardziej akceptowana, jak to bywa w przypadku chłopców i mężczyzn.

 
Onanizm dziecięcy

Cofnijmy się jeszcze dalej – aż do wczesnego dzieciństwa. Dotykające się intymnie maluchy wzbudzają zazwyczaj konsternację dorosłych. Rodzic myśli, że to nienormalne, zboczone – dzieci przecież nie mogą odczuwać pożądania! W istocie nie o pożądanie tu chodzi, co o związane z ciałem przyjemności. Przyczyną jest także ciekawość podobna do tej, która powoduje, że niemowlaki bawią się swoimi rączkami i nóżkami. Dotykanie genitaliów jest kolejnym procesem poznawania własnego ciała i nic w tym zdrożnego czy niepokojącego. Wyjątkiem są sytuacje, gdy masturbacja zaczyna być jedynym sposobem spędzania czasu. Może to świadczyć o tym, że dziecko ucieka w przyjemność pod wpływem smutnych, trudnych czy frustrujących zdarzeń z rzeczywistości.

 
Trening czyni mistrza

Wracając do ludzi dorosłych – autoerotyzm uczy nas pragnień i potrzeb w zakresie seksu. Dopóki sam się nie poznasz, nie powinieneś liczyć na to, że zrobi to ktoś drugi (za ciebie). On przecież nie wie, czego potrzebujesz, a nie dowie się inaczej, jak tylko od tego, kto najlepiej siebie zna.
W masturbacji nie chodzi o wyłączne poszukiwanie rozkoszy, choć z pozoru tak się może wydawać. Pieszcząc swoje ciało, okazujemy mu miłość i troskę, zwłaszcza jeśli nie mamy partnera, który by nam w tym pomógł. Samotność rozładowana seksualnie także mniej boli i frustruje. Po orgazmie czujemy się lepiej, radośniej, bardziej energetycznie.
Nie ma żadnych przeciwwskazań do autoerotycznych pieszczot własnego ciała. Ba, zalet jest bardzo wiele! Począwszy od przyjemności po znajomość swoich potrzeb. A wiadomo, że tylko trening czyni mistrza...

 
Patrząc na partnera

Onanizm, choć z samej definicji uprawiany w pojedynkę, może też urozmaicić pożycie intymne z partnerem. Sytuacja, gdy partnerzy obserwują się wzajemnie podczas masturbacyjnych praktyk są miłą odmianą w seksie oraz mocno stymulują. Nie jest też tajemnicą, że mężczyzn bardzo podnieca widok dotykającej się kobiety. Zanim więc powiesz masturbacji „nie” – dobrze się zastanów, czy rzeczywiście chcesz rezygnować z jednej z największych przyjemności cielesnych. W dodatku fundowanych sobie całkowicie za darmo i bez konieczności uczestnictwa osób trzecich.
I nie traktuj tego jako erzac prawdziwego seksu, bo czymże jest seks jak nie hołdem składanym w darze drugiemu człowiekowi? A zdrowa miłość własna też się tak przejawia.

czwartek, 12 maja 2011

Seks w trójkącie

Może być sposobem na złamanie małżeńskiej rutyny albo występować niezależnie od pozostawania w związku. Może podobać się wielu, ale niewielu na trójkącik stać – do tego trzeba być przede wszystkim dość silnym psychicznie, aby nie zjadła nas zazdrość o partnera...

Dobór osoby do trójkąta w przypadku pary zazwyczaj jest dość ograniczony. „Kasia i Robert zaproszą do erotycznej zabawy zadbaną panią do 40 lat” czy „Starsze małżeństwo (ona 53 lata, 160/68, on 60 lat, 180/110/18) pozna koleżankę, zdrową, bez względu na wiek”. Heteroseksualne pary poszukują pani, niezmiernie rzadko pana. Dlaczego? Otóż bierze się to z niechęci do podejmowania erotycznych kroków jednego mężczyzny wobec drugiego. O ile faceci łatwo akceptują fakt pieszczenia się wzajemnie przez dwie kobiety, ba – to ich wyjątkowo podnieca, o tyle nie są w stanie wyobrazić sobie trójkąta: nas dwóch i ona jedna.
Kobiety za to takiej sytuacji bardzo pożądają. Już w fantazjach erotycznych podają seks z dwoma mężczyznami. Chcą być w dwójnasób podziwiane i zaspokajane. Nie jest dla nich także problemem odwzajemnianie się.



Zalety

Co tak bardzo podnieca w trójkącie? Oprócz naturalnej ciekawości nowego, innego niż znane partnera/partnerki ciała - reakcja jego właśnie na całą akcję. Bardzo często zdarza się bowiem, że zyskujemy nowe spojrzenie na naszą drugą połówkę. Nie bez znaczenia jest fakt pożądania i to okazanego wprost przez trzecią osobę. Okazuje się, że partner choć nam już trochę opatrzony, potrafi wzbudzić mocne zainteresowanie obcego człowieka. Może też nas zadziwić taką sztuką kochania, jakiej nie przejawiał wcześniej w miłosnym pożyciu we dwójkę...






... i wady

Zalet trójkąta jest wiele, ale nie ma róży bez kolców. Za urozmaicony seks możemy zapłacić sporą cenę. I nie chodzi tu o jej materialny wymiar (można wynająć osobę do trójkąta, można poszukać wolontarystycznego rozwiązania), ale mentalnie przyszłościowy. Bo choć wrażenia będą smakowite, to w czas po nich przyjdą wątpliwości i rozterki, czy naprawdę było warto.
Jeśli jesteś mężczyzną możesz to zwłaszcza boleśnie odczuć na własnej skórze. Twoja partnerka zacznie się dąsać, dopytywać, czy naprawdę było ci tak przyjemnie, a co gorsza – na twoje potwierdzenie, wpadnie w dziki szał, że już jej nie kochasz, bo wciąż pewnie myślisz o tamtej.

Zanim weźmiecie do łóżka trzeciego
Kobiety, które zgadzają się na wzięcie do małżeńskiego łóżka drugiej dziewczyny, często robią to na życzenie swojego partnera. Chcą przyczynić się do realizacji jego fantazji albo wydać się nowoczesne w zakresie seksu. Tyle, że potem często tego kroku żałują.
Dlatego jeśli nie jesteś przekonana, że trójkąt rzeczywiście cię podnieca, wstrzymaj się z ostateczną decyzją. Na początek możesz przecież tylko poobserwować. Idźcie do klubu swingersów, tam możecie, ale nie musicie, podejmować wspólne lub z obecnością osób trzecich, współżycie. Ale z pewnością dzięki temu poznasz lepiej swoje uczucia i pragnienia. Czy czujesz się już zazdrosna, kiedy twój partner tylko patrzy na inne kobiety? A może odwrotnie - odezwą się w tobie lekko homoseksualne skłonności?
Nie ma nic złego w trójkącie, pod warunkiem, że wszystkie trzy osoby zgadzają się na niego i takiej właśnie formy współżycia pragną.

Długość czy grubość?

Najlepiej, aby oba parametry były jak należy. Nie wszystkie jednak mamy tyle szczęścia, aby obcować z hojnie/dostatecznie wyposażonym facetem.

To nieprawda, że nie liczy się długość i/lub grubość penisa. I choćbyśmy nie wiem jak temu zaprzeczały, w głębi ducha będziemy ubolewać nad jakością swojego życia intymnego, jeśli los w wystarczającym stopniu nie obdarzył nam partnera. Począwszy od faktu, że przyjemniej patrzeć na coś dużego niż oglądać go za pomocą lupy, po doznania związane już nie tylko z samym widokiem. Bo zadowolone z mężczyzny o niedużych rozmiarach mogą być co najwyżej dziewice albo kobiety o nietypowej budowie.
Ale gdybyśmy miały wybór, choć dość zawężony, pt. długość czy grubość, za czym optowałybyśmy?

Niedosyt jak po zbyt lekkim posiłku

Spróbujmy przeanalizować oba scenariusze. Przeciętna długość pochwy to dziesięć centymetrów, przeciętna długość penisa we wzwodzie około piętnastu. Warto jednak pamiętać, że zakończenia nerwowe waginy mieszczą się w okolicach pięciu centymetrów od jej wejścia. Tym samym bardzo długi członek w porównaniu do członka o średniej długości nic nadzwyczajnego tu nie zdziała.
Inaczej jest za to z grubością. Przeciętny obwód penisa w erekcji ma dwanaście centymetrów, przeciętna pochwa jest głęboka na dziesięć centymetrów. Oczywiście, kobiety, które wielokrotnie rodziły siłami natury, są bardziej rozciągnięte i z pewnością będą wolały większą stymulację podczas stosunku, czyli krótko mówiąc, pobudzanie grubszym członkiem.
Bo nie ma chyba nic bardziej frustrującego niż poczucie zbytniego luzu w trakcie spółkowania. To jak niedosyt po za lekkim posiłku, gdy jesteśmy porządnie głodne. O ile jednak łatwo pójść po dokładkę jedzenia, o tyle trudniej zaradzić naturze.
Może ją jednak nieco wspomóc, wybierając pozycję, w których penetracja jest mocniejsza (na przykład pozycja od tyłu lub klasyczna z uniesionymi pionowo nogami kobiety). Można również wypróbować nakładek na penisa wzmagających doznania albo prezerwatywy z wypustkami. W pozycji misjonarskiej, jeśli wsuniemy palec do pochwy, również zmniejszy się luz, choć na dłuższą metę jest to dość niewygodne.

Norma jest w porządku

Tak naprawdę różnice w budowie partnerów (on bardzo mały, ona pojemna) zdarzają się dość rzadko. A jeśli są dużym dyskomfortem, kochający się partnerzy próbują temu zaradzić.
Natomiast w przypadku, gdy na wszystkich innych frontach także nie układa się najlepiej, może nie warto się męczyć, tylko znaleźć kogoś w odpowiednim dla siebie rozmiarze? W końcu przeciętnych jest znacznie więcej niż tych z odstępstwami od normy.
Tylko nie szukajmy koniecznie mężczyzn z wybujałym przyrodzeniem. Bo wtedy problem może okazać się znacznie poważniejszy w skutkach – będzie i na co popatrzeć i co popodziwiać, ale już nie bardzo z czym osiągnąć przyjemność. Zacznie się poszukiwanie pozycji, w których penetracja sprawia najmniejszy dyskomfort i siłą rzeczy unikanie tych najbardziej stymulujących.
Jak widać, czasem przeciętność bywa wybawieniem i jedynym najlepszym rozwiązaniem dla satysfakcjonującej miłości.

A na co mi cały ten seks?

Jeśli twoja kobieta właśnie tak uważa, to jako jej partner masz spory problem. Możesz nazwać go wyzwaniem nawet - tyle, że dla was obojga. Bo bez jej chęci, pomocy i przede wszystkim akceptacji własnej seksualności nic tu sam nie zdziałasz.


Tak łatwo jest przerzucić odpowiedzialność za swoje nieudane życie na bliźniego. Jeszcze łatwiej, gdy ten bliźni jest twoim osobistym, najbliższym bliźnim, czyli twoim partnerem. Wtedy można go winić za wszystkie łóżkowe akcje, po których wychodziłaś niezadowolona z sypialni, potem coraz rzadziej do tej sypialni wchodziłaś, aż w końcu wasze pożycie ustało na dobre. Przestałaś mieć ochotę na niego, na seks w ogóle, a jeśli już dochodziło do rozkładania nóg dwa razy w miesiącu, to wyłącznie z jego inicjatywy, bo ty najchętniej siedziałabyś do rana przed telewizorem. No, ale czasem trzeba się poświęcić, w końcu jak mu nie dasz ty, to da mu inna, a szkoda by było – właściwie to całkiem fajny facet. Gdyby tylko patrzył ci częściej w oczy zamiast w biust, słuchał, co mówisz i jeszcze potrafił zaangażować się w rozmowę... Tymczasem wasze życie od dawna przypomina wykolejony pociąg, tyle, że jeszcze nieodstawiony tak zupełnie na bocznicę.


A może jesteś aseksualna?

Myślisz, wspominasz, że przecież nie od zawsze tak było. Kiedyś rzucaliście się na siebie jak opętani, wilgoć ściekała ci po udach, zanim jeszcze rozwarłaś je dla niego, on też reagował na ciebie z zupełnie inną zachłannością niż dzisiaj. No tak, tyle że on dzisiaj może już nie tak jurny jak dawniej, ale seks nadal lubi, pożąda i bez seksu więdnie. W przeciwieństwie do ciebie.

No właśnie, więc to może z tobą jest coś nie tak? Sporo czytasz, sporo wiesz, naoglądałaś się programów pt. „jak wzbogacić intymne życie”. Więc może byś i nawet zakupiła kilka erotycznych gadżetów, przełamała sypialnianą nudę, tylko że pożądania tym w sobie nie wzniecisz. Ono właśnie, a raczej jego brak, jest przyczyną twojej niechęci do łóżkowych fikołków. Z obojętnością patrzysz na miłosne sceny w filmach, książkowe opisy też cię już nie biorą. Zaraz – a może jesteś aseksualna? Tyle szumu teraz wokół zjawiska, więc może i ciebie dotknęło? Przecież seksu ci się nie chce, a to wszystko wyjaśnia...


Że ziemia się nie trzęsie...

Nie, nie wyjaśnia, a przynajmniej nie w twoim przypadku. Nie byłaś przecież taka od urodzenia, potrzeby miałaś, realizowałaś. Może nie tak, nie wtedy i nie z tym, kogo pragnęłaś naprawdę, ale przecież jak się nie ma co się lubi... A że potem czułaś się źle? Zrobiłaś to, bo on chciał, bo odszedłby do innej, bo wszyscy to robią, bo nie jesteś jakaś inna, dziwna. I wiele się nad tym nie zastanawiałaś. Myjąc ręce, przecież też nie myślisz, dlaczego i po co...

Nie było z kim pogadać na łóżkowe tematy, o prokreacji dowiedziałaś się głównie z lekcji biologii, chociaż co to była za wiedza... , a matka wpajała ci co najwyżej konieczność wypełniania małżeńskich obowiązków. Zresztą, nawet gdybyś miała z kim, pewnie nie za chętnie byś mówiła. Bo właściwie o czym? Że ziemia się nie trzęsie, a powinna? Chyba tylko w romansach...


Uśpione i nierozbudzone

To nie jest tak, że nie masz potrzeb. One są, tylko uśpione lub nierozbudzone. Nie dowiesz się o nich wiele, jeśli nie spróbujesz ich poznać. I wcale nie potrzeba ci do tego drugiego człowieka. Po prostu weź sprawy w swoje ręce i to dosłownie. Jesteś już dużą dziewczynką i wiesz, że za to nie idzie się do piekła. Ale w piekle na pewno możesz się znaleźć, w swoim własnym prywatnym piekle, jeśli nadal będziesz uprawiała seks bez potrzeby i płynącej za nią przyjemności.

Spróbuj – to wcale nie jest takie trudne. Zainspiruj się muzyką, książką, filmem. Dotykaj się delikatnie i powściągliwie, zanim dojdziesz do meritum. Stopniowanie wrażeń daje najwięcej rozkoszy. A gdy się już sama trochę poznasz, pozwól poznać się swojemu partnerowi. On wcale nie musi wiedzieć, co lubisz i czego pragniesz, bo nikt nie czyta w cudzych myślach. Tym bardziej, jeśli ty sama jeszcze nie wiesz.


Na problemy seksuolog

Być może też na skutek wcześniejszych nieprzyjemnych doświadczeń nie czujesz ochoty na seks, obawiając się wątpliwej przyjemności powtórki z rozrywki. Wtedy przyda ci się rozmowa z kimś, kto na tych problemach zna się najlepiej. Nie będzie się z ciebie śmiać, nie dowierzać ci, zaprzeczać, a zrozumie i z pewnością pomoże.

Więc do dzieła, moja droga! Cały ten seks naprawdę może być fajny, jeśli tylko się wie, czego potrzebuje!