Chciałoby się powiedzieć, że mit, podnosząc tym samym na duchu sporą rzeszę kobiet i mężczyzn....
A jednak – czy może być coś bardziej rajcującego od jednoczesnego orgazmu obojga partnerów? Coś jeszcze mocniej zbliżającego ich do siebie? Powodującego podwójną, bo zwielokrotnioną rozkosz, satysfakcję i radość?
Łatwo czytać, trudniej wprowadzić w czyn. Ale nie ma rzeczy niemożliwych, zwłaszcza w dziedzinie intymności. Choćby taki punkt G, co do istnienia którego nawet naukowcy mają wątpliwości, a przecież niejedna z kobiet nie tylko go wyczuwa, ale jeszcze potrafi tak pobudzić, że inne orgazmy wydają się przy tym pierwszym niemal wybrakowane...
Nie inaczej jest z równoczesnym orgazmem partnerów. Można go przeżyć pod warunkiem dużej zgodności w seksie. Mowa tu zarówno o dopasowaniu seksualnym, jak również o mechanizmach przeżywania rozkoszy. Rzadko jest tak, że kochankowie po prostu mają w tym samym czasie wspólny orgazm. Znacznie częściej zdarza się, że wypracowując odpowiednie techniki kochania i dopasowując swój indywidualny rytm spełnienia do potrzeb partnera, osiągamy w końcu sukces. Jak to w praktyce wygląda?
Kochanie, poczekaj na mnie!
Zazwyczaj to kobiecie trudniej jest dojść do orgazmu. Potrzebuje większej niż mężczyzna stymulacji i to zarówno w obrębie sfer erogennych jak i samej pochwy. Mężczyzna w takim przypadku wcale nie cierpi, bo pieszcząc partnerkę, potęguje swoje podniecenie. Bardzo często zdarza się, że już pierwsze ruchy frykcyjne doprowadzają go wtedy do ejakulacji.
To pierwszy sposób, aby zgrać orgazmy. W momencie zbliżania się punktu kulminacyjnego kobiety, może ona dać znak mężczyźnie, aby rozpoczął stosunek. Można również użyć do jednoczesnego orgazmu technik autoerotycznych – kobieta masturbuje się sama albo ręką partnera, on postępuje podobnie. Mogą osłabiać bądź wzmacniać ruchy, tak aby jedno było w stanie poczekać na drugie. Wersja nieco trudniejsza, ale też do opanowania – podczas stymulacji oralnej, w pozycji sześć na dziewięć.
Tantra, czyli wspólne dochodzenie do celu
Najtrudniej chyba o moment jednoczesnego spełnienia w trakcie klasycznego stosunku. Ale nikt nie powiedział przecież, że musi on się odbywać bez pobudzania łechtaczki. Pozycja na jeźdźca świetnie się do tego nadaje. Wystarczy, aby kilka chwil przed nadchodzącym wytryskiem, mężczyzna zaczął ręcznie stymulować partnerkę.
Równoczesny orgazm bardzo często miewają pary uprawiające seks tantryczny. Tantra stworzona jest wprost do długich, niespiesznych pieszczot, którymi kochankowie obdarzają się powoli, wnikliwie, skoncentrowani na odczuciach partnera. W tantrze to zresztą potrzeby kobiety stawiane są na pierwszym miejscu, a kontrola męskiego wytrysku pozwala na dłuższą penetrację i co za tym idzie – możliwość orgazmu u kobiety, który złączy się w czasie z orgazmem mężczyzny.
Warto próbować różnych technik, które mogą nam pomóc równocześnie z kochankiem przeżyć spełnienie. Pamiętajmy jednak, że z seksu ma płynąć radość, która często zanika, gdy pojawia się usilne dążenie do celu. Nawet jeśli ten cel jest nie byle jaki.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz